9 maja minął kilka dni temu, a polski internet wciąż nie jest w stanie otrząsnąć się z niezdrowego pobudzenia nowym turbo-antykomunizmem. Nie ma końca antyrosyjskim, antykomunistycznym i antyradzieckim wzmożeniom. Nie ma końca rewizjonistycznym ekscesom i karykaturalnym historycznym fałszerstwom.
Naczytałem się już tylu przerażających głupot w ciągu ostatnich trzech dób, iż nie sposób wybrać tej najbardziej odrażającej etycznie i estetycznie. Antykomunizm na sterydach, czy wręcz na paliwie nuklearnym, stał się nowym napędem dla ahistorycznego wszechdziadostwa reprodukowanego przez polskojęzyczny komentariat.
Wobec takiego mrocznego pejzażu spróbujmy jednak stanąć w prawdzie wobec jednego z tematów, który interpretowany jest w patologicznie zakłamany sposób. Chodzi o pakt Ribbentrop–Mołotow.
W Polsce dokument ten przedstawiany jest zwykle jako jakieś wspólne porozumienie Hitlera i Stalina dotyczące rozpętania II wojny światowej. Oto dwaj totalitarni demiurgowie usiedli przy stole i zgodnie postanowili podpalić Europę i świat. Dykteryjka ta powtarzana jest dziś mechanicznie, bez elementarnej wiedzy – o refleksji już nie mówiąc – o realiach politycznych epoki, bez chronologii i bez uwzględnienia całego szeregu wcześniejszych decyzji różnych rządów europejskich, które swoje strategiczne nadzieje coraz wyraźniej zaczynały lokować w perspektywie wielkiej wojny pomiędzy III Rzeszą a ZSRR, mających wzajemnie się wykrwawić, podczas gdy na ich zgliszczach miały zatriumfować mocarstwa zachodnie.
Zapewne będzie to dla większej części polskiej opinii publicznej szokujące, ale konsensus wśród poważnych historyków, choćby antykomunistycznych, jest taki oto, iż pakt o nieagresji pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim był przede wszystkim strategiczną próbą kupienia czasu przez Moskwę i odsunięcia w czasie wojny z Niemcami, którą Stalin uznał – słusznie zresztą – za nieuniknioną.
Pakt Ribbentrop–Mołotow nie był żadnym traktatem ustanawiającym polityczny czy wojskowy sojusz pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Nie był rezultatem żadnych rzekomych podobieństw ideologicznych, których zresztą nie było. Nie wynikał ze wspólnych celów politycznych, ani z jakiejś wspólnej wizji świata. Tego rodzaju interpretacje, choć w Polsce dominujące, są zakłamaną konstrukcją propagandową, służącą do wmawiania opinii publicznej, jakoby III Rzesza i ZSRR były adekwatnie takim samym i tym samym złem, różniącym się wyłącznie symboliczną estetyką.
Tymczasem były to państwa będące swoimi całkowitymi przeciwieństwami – ideologicznymi, społecznymi, ekonomicznymi i cywilizacyjnymi. Wszelkie próby podważania tej fundamentalnej, wręcz oczywistej antonimii są efektem albo zwykłej głupoty, albo złej woli podyktowanej antykomunistyczną histerią.
III Rzesza i ZSRR: śmiertelni wrogowie
Nietrudno to zrozumieć, jeżeli poświęci się choćby trochę uwagi korzeniom nazistowskiej ideologii i przebiegowi hitlerowskiej kontrrewolucji w Niemczech, zamiast bez końca powtarzać obiegowe dyrdymały o tym, iż „Hitler był socjalistą, tylko narodowym”, podczas gdy Stalin był takim samym socjalistą, tylko „międzynarodowym”.
Otóż największym wrogiem zewnętrznym nazistowskich Niemiec był właśnie Związek Radziecki. Po pierwsze dlatego, iż naziści postrzegali komunizm jako element rzekomego żydowskiego spisku przeciwko Europie. To właśnie stąd bierze się termin, który zrobił później zawrotną karierę w polskiej publicystyce – „żydokomuna”. W nazistowskiej nomenklaturze funkcjonowało pojęcie „Judeobolschewismus”.
Po drugie zaś dlatego, iż już w „Mein Kampf” słynny austriacki artysta pisał wprost o konieczności zdobycia przez Niemcy „przestrzeni życiowej” – Lebensraumu – kosztem narodów słowiańskich na wschodzie. Słowian Hitler uważał za ludność niższej kategorii, niezdolną do samodzielnego rozwijania państwa i kultury. Poglądy te zostały następnie upowszechnione przez partię nazistowską i stały się oficjalną doktryną III Rzeszy.
Ideologia nazistowska była więc skrajnie antykomunistyczna – polski komentariat znakomicie odnalazłby się ze swoimi obsesjami w tamtym środowisku. Co więcej, naziści postrzegali niemieckich komunistów jako swoich głównych przeciwników politycznych i to właśnie oni stali się jednymi z pierwszych ofiar represji po dojściu Hitlera do władzy.
Antykomunizm nazizmu: stopnie eskalacji
Po pożarze Reichstagu 27 lutego 1933 roku Hitler oskarżył o organizację spisku komunistów, między innymi Georgiego Dimitrowa, który przebywał wówczas w Niemczech, zatrzymano też holenderskiego komunistę Marinusa van der Lubbego. Wydarzenie to przez dziesięciolecia interpretowano jako możliwą nazistowską prowokację, choć do dziś nie istnieje w tej sprawie pełny konsensus historyczny. Tak czy inaczej, pożar Reichstagu dał asumpt do gigantycznej nagonki propagandowej i straszenia zagrożeniem komunistyczno-terrorystycznym.
Już następnego dnia, 28 lutego, prezydent Republiki Weimarskiej Paul von Hindenburg podpisał – pod presją Hitlera i jego otoczenia – tzw. „Dekret o ochronie narodu i państwa”, który zawieszał podstawowe prawa obywatelskie, wolność słowa, wolność prasy, tajemnicę korespondencji, swobodę zgromadzeń i dawał państwu możliwość praktycznie nieograniczonych represji politycznych.
Hitler natychmiast rozpoczął wdrażanie dyktatury. Tysiące komunistów, socjaldemokratów i działaczy związkowych trafiło do więzień. Cała Komunistyczna Partia Niemiec (KPD) została faktycznie rozbita przy pomocy policyjnego terroru jeszcze przed wyborami rozpisanymi na marzec. Aresztowano lub uniemożliwiono wykonywanie mandatów dziesiątkom deputowanych KPD, represje spadły również na socjaldemokratów z SPD.
Następnie, przy aktywnym wsparciu liberałów, konserwatystów i katolickiego centrum, Hitler doprowadził do przyjęcia tzw. ustawy o pełnomocnictwach z 23 marca 1933 roku. Hermann Göring celowo obniżył wymagane kworum parlamentarne, nie wliczając do niego nieobecnych i aresztowanych deputowanych komunistycznych.
W praktyce oznaczało to koniec republiki parlamentarnej w Niemczech. Reichstag podarował Hitlerowi możliwość rządzenia dekretami, bez kontroli parlamentu i bez żadnych ograniczeń konstytucyjnych. Jedyną partią, która głosowała przeciwko temu aktowi politycznej kapitulacji, była SPD.
Niedługo później wszystkie partie polityczne poza NSDAP zostały zdelegalizowane, a związki zawodowe brutalnie rozgromione przez policję oraz oddziały Sturmabteilung i SS. Kluczową datą był 2 maja 1933 roku. Dzień po obchodach Święta Pracy, które naziści cynicznie wykorzystali propagandowo do pozyskania części robotników, od samego rana oddziały SA i SS zajmowały oraz demolowały siedziby związków zawodowych w całym kraju. Dochodziło do napaści, pobić, aresztowań działaczy, konfiskaty majątku i przejmowania budynków. Liderzy związkowi byli bici, torturowani, mordowani lub wysyłani do więzień i obozów koncentracyjnych.
Wielki kapitał na pomoc Hitlerowi
I jeszcze jednak bardzo istotny kontekst – klasowy. Swój pucz Hitler mógł przeprowadzić i ustabilizować dzięki wsparciu wielkiego niemieckiego kapitału przemysłowego i finansowego. Niemieckie elity gospodarcze, przerażone szalejącym kryzysem i wzrastającą siłą ruchu robotniczego, a co za tym idzie realną możliwością dojścia komunistów do władzy, zaczęły postrzegać Hitlera jako użyteczne narzędzie do rozprawy z lewicą.
Hitler zaś uspokajał przemysłowców i bankierów, tłumacząc im, iż słowo „socjalizm” w nazwie NSDAP ma charakter wyłącznie propagandowy i służy przyciągnięciu części klasy robotniczej. Faktyczny program nazistów nie miał nic wspólnego z socjalizmem rozumianym jako emancypacja klasy robotniczej i był podporządkowany interesom państwa oraz wielkiego przemysłu. Hitler obiecywał elitom stabilizację, zniszczenie ruchu komunistycznego, rozbicie niezależnych związków zawodowych i militaryzację gospodarki, która miała otworzyć drogę do gigantycznych kontraktów państwowych.
Najważniejszym momentem w tym aspekcie było tajne spotkanie przeprowadzone 20 lutego 1933 roku, zorganizowane przez Hermanna Göringa już po objęciu przez Hitlera stanowiska kanclerza. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele największych niemieckich koncernów i banków – między innymi IG Farben, Kruppa, AEG czy Deutsche Banku. Hitler otwarcie mówił tam o konieczności zniszczenia marksizmu, w tym „Kulturbolschewismus”, i likwidacji demokracji parlamentarnej, przedstawiając nazizm jako gwarancję ochrony własności prywatnej. Po tym konwentyklu niemieccy kapitaliści przekazali ogromne środki finansowe NSDAP na kampanię przed wyborami z marca 1933 roku.
Antykomunistyczna histeria, dziś tak wszechobecna również w Polsce, stanowiła zatem integralną część ideologii nazistowskiej. Hitler doszedł do władzy właśnie pod hasłem uratowania Niemiec przed „komunistycznym zagrożeniem” i uzyskał polityczne oraz finansowe błogosławieństwo establishmentu dokładnie dlatego, iż obiecał rozprawić się z ruchem robotniczym, lewicą i – co bardzo ważne w kontekście paktu Ribbentrop–Mołotow – ze Związkiem Radzieckim.
Naziści postrzegali państwo radzieckie jako głównego przeciwnika ideologicznego i jednocześnie główną przeszkodę geopolityczną na drodze do niemieckiej dominacji kontynentalnej. Zniszczenie ZSRR, eksterminacja części jego ludności, zniewolenie pozostałych narodów i skolonizowanie ogromnych terenów Europy Wschodniej stanowiły jeden z podstawowych celów hitlerowskiego projektu politycznego. Naziści mówili o tym otwarcie – zarówno w tekstach ideologicznych, jak i w dokumentach wojskowych oraz planistycznych.
Drang nach Osten
Późniejszy Generalplan Ost zakładał wręcz masowe deportacje, totalne wyniszczenie i ewentualną germanizację części ludów Europy Wschodniej. W planach nazistowskich miliony ludzi miały zostać przesiedlone, wycieńczone albo zamienione w niewolniczą siłę roboczą dla nazistowskiego imperium.
Kierownictwo polityczne Związku Radzieckiego doskonale zdawało sobie z tego sprawę. Stalin wiedział, iż konfrontacja z III Rzeszą jest praktycznie nieunikniona. Problem polegał wyłącznie na tym, kiedy ona nastąpi i czy ZSRR zdoła odpowiednio przygotować się do wojny z państwem, którego ideologia deklarowała wolę i potrzebę jego zniszczenia.
III Rzesza była jedną z największych potęg przemysłowych Europy, podczas gdy Związek Radziecki pozostawał państwem dopiero przechodzącym gwałtowną industrializację. ZSRR robił wprawdzie gigantyczne postępy gospodarcze i cywilizacyjne, ale wciąż był krajem relatywnie zacofanym, o ogromnym sektorze agrarnym i ograniczonych możliwościach technologicznych w porównaniu z niemieckim pułapem.
Dlatego właśnie lata 30. były dla Związku Radzieckiego okresem gigantycznego wysiłku modernizacyjnego. Industrializacja, rozbudowa przemysłu ciężkiego, kolei, produkcji stali, zakładów zbrojeniowych i infrastruktury wojskowej miały przygotować państwo do nadchodzącego konfliktu. Mimo to pod koniec dekady radzieckie kierownictwo doskonale zdawało sobie sprawę, iż czasu przez cały czas jest za mało. Radzieccy stratedzy wiedzieli, iż w przypadku wojny z Niemcami Armia Czerwona prawdopodobnie będzie musiała przez długi czas się cofać, oddając kolejne terytoria, zanim zdoła ustabilizować front i ewentualnie odwrócić losy konfliktu.
Dlatego każdy dodatkowy miesiąc, tydzień czy choćby dzień pokoju był dla Moskwy bezcenny. Podobnie jak każdy dodatkowy kilometr przestrzeni oddzielającej potencjalny front od Moskwy i głównych centrów przemysłowych państwa. I właśnie z tych przesłanek zrodziła się logika, która ostatecznie doprowadziła do podpisania paktu Ribbentrop–Mołotow. Celem radzieckiego kierownictwa nie było żadne rzekome ideologiczne pobratymstwo z nazizmem, ale maksymalne zwiększenie szans ZSRR na przetrwanie nieuniknionej wojny.
Wymuszony traktat
Sam pakt został podpisany w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 roku w Moskwie. Jego oficjalna nazwa brzmiała: „Traktat o nieagresji między Niemcami a Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich”. Potoczna nazwa „pakt Ribbentrop–Mołotow” pochodzi oczywiście od nazwisk ministrów spraw zagranicznych obu państw – Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa.
Tekst traktatu był jawny, stosunkowo krótki i do dziś każdy może się z nim bez problemu zapoznać. Dokument składał się z siedmiu artykułów i miał charakter klasycznej umowy o nieagresji. Strony zobowiązywały się do powstrzymania od działań militarnych przeciwko sobie, do zachowania neutralności w przypadku ataku państwa trzeciego na jedną ze stron, do powstrzymania się od wspierania działań wymierzonych przeciwko drugiej stronie oraz do rozwiązywania sporów drogą dyplomatyczną. Nie był to traktat sojuszniczy, nie przewidywał wspólnych operacji wojskowych ani żadnej formy politycznej integracji obu państw.
Nie ma więc mowy o żadnym „zawiązaniu sojuszu” pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, ani tym bardziej o jakimś wspólnym spisku mającym na celu „podpalenie świata”.
Kluczowym elementem całego porozumienia był oczywiście tajny protokół dodatkowy, w którym obie strony oznaczały swoje strefy wpływów w Europie Wschodniej. Przez to w Polsce dokument ten interpretuje się niemal jako plan „rozbioru Polski”. Tymczasem logika tego protokołu była znacznie szersza i wynikała przede wszystkim z próby uporządkowania potencjalnych obszarów operacyjnych obu państw w sytuacji narastającego kryzysu. Nie chodziło o to, żeby wspólnie wywołać wojnę światową, a następnie „podzielić świat”.
Polska, wbrew polonocentrycznym fantazjom współczesnego komentariatu, nie była osią całej globalnej polityki ani dla Hitlera, ani dla Stalina. Dla Niemiec kluczowa była perspektywa ekspansji na wschód i zniszczenia ZSRR. Dla Związku Radzieckiego najważniejsze było odsunięcie potencjalnego frontu jak najdalej od własnych centrów przemysłowych i zyskanie czasu w przygotowanie się do wojny.
Tajny protokół dodatkowy miał uporządkować potencjalne strefy operacyjne i ograniczyć ryzyko bezpośredniego zderzenia interesów niemieckich i radzieckich jeszcze przed ich nieuniknionym konfliktem.
Jeżeli chodzi o Polskę, to pierwotnie zakładano, iż granica stref wpływów przebiegać będzie mniej więcej wzdłuż linii Narwi, Wisły i Sanu. Co zresztą oznacza, iż zgodnie z pierwotnymi ustaleniami Niemcy mogły wejść dalej na wschód. Jednak 28 września 1939 roku podpisano dodatkowy niemiecko-radziecki traktat o granicach i przyjaźni, który skorygował wcześniejsze ustalenia i przesunął granicę mniej więcej na linię Bugu.
Kiedy 17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie tereny II Rzeczypospolitej, Moskwa ogłosiła oficjalnie, iż państwo polskie faktycznie przestało istnieć i iż ZSRR musi „wziąć pod opiekę” ludność zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi oraz zapewnić jej bezpieczeństwo. Oczywiście można traktować to jako demagogiczne uzasadnienie działań geopolitycznych, ale nie zmienia to faktu, iż podstawowa logika radzieckiego działania była związana przede wszystkim z próbą odsunięcia przyszłego frontu jak najdalej na zachód.
Przed paktem Ribbentrop – Mołotow
Ścieżką dojścia zaś do paktu Ribbentrop–Mołotow były trwające całe lata 30. zabiegi ZSRR zmierzające do stworzenia systemu bezpieczeństwa zbiorowego wymierzonego przeciwko rosnącej potędze III Rzeszy.
Już na początku dekady Moskwa zaczęła forsować tę koncepcję. Zwłaszcza po dojściu Hitlera do władzy ZSRR próbował budować układy dyplomatyczne i wojskowe, które mogłyby Niemcy powstrzymać. Centralną postacią tych wysiłków był Maksim Litwinow, radziecki komisarz spraw zagranicznych, zdecydowany zwolennik współpracy z Zachodem przeciwko Hitlerowi. To właśnie pod jego kierownictwem ZSRR wstąpił w 1934 roku do Ligi Narodów i próbował wyjść z międzynarodowej izolacji, proponując budowę systemu bezpieczeństwa zbiorowego przeciw niemieckiemu rewizjonizmowi.
W 1935 roku Komintern przyjął nową strategię frontów ludowych, otwierając się na sojusze z socjaldemokratami i „postępową burżuazją” celem przeciwstawienia się faszyzmowi.
Już w latach 1932–1933 Związek Radziecki podpisał pakty o nieagresji z Polską, państwami bałtyckimi i innymi krajami regionu. Moskwa wielokrotnie sygnalizowała również gotowość do realnych gwarancji wojskowych wobec państw zagrożonych przez Hitlera.
W 1935 roku zawarto układ o wzajemnej pomocy z Francją oraz analogiczny układ z Czechosłowacją. Ten ostatni był szczególnie istotny, ponieważ Moskwa deklarowała w nim gotowość udzielenia pomocy wojskowej Czechosłowacji w razie niemieckiej agresji, pod warunkiem, iż wcześniej swoje zobowiązania wypełni Francja.
Problem polegał jednak na tym, iż Francja była politycznie sparaliżowana, Wielka Brytania panicznie obawiała się niemieckiej napaści, a ideologicznie większa część zachodnich elit dużo bardziej bała się komunizmu niż Hitlera.
W tych warunkach doszło do zwołania konferencji monachijskiej z września 1938 roku. Wówczas Wielka Brytania i Francja zgodziły się na oddanie Hitlerowi Sudetów. Samą Czechosłowację praktycznie odsunięto od negocjacji, a Związek Radziecki całkowicie pominięto.
Dla Moskwy był to jasny sygnał – zachodnie mocarstwa nie zamierzają naprawdę powstrzymywać Hitlera, ale próbują skierować niemieckie plany ekspansji na wschód. Z perspektywy Kremla Hitler kolejno łamie traktaty, militaryzuje Nadrenię, dokonuje Anschlussu Austrii, rozbiera Czechosłowację, a Zachód odpowiada kolejnymi ustępstwami. Jednocześnie blokowane były inicjatywy współpracy wojskowej z ZSRR.
Dla radzieckiego Politbiura było jasne, iż zachodnie elity liczą na wzajemne wykrwawienie się III Rzeszy i Związku Radzieckiego, po czym same będą mogły odzyskać strategiczną inicjatywę. I z punktu widzenia Moskwy taka interpretacja była jedynym logicznym wnioskiem.
Jeszcze w 1939 roku trwały rozmowy brytyjsko-francusko-radzieckie dotyczące potencjalnego sojuszu przeciw III Rzeszy. Londyn i Paryż prowadziły te negocjacje w sposób skrajnie opieszały. Zachodnie delegacje miały niski rangą skład i bardzo ograniczone pełnomocnictwa. Jednocześnie Polska kategorycznie odrzucała możliwość przemarszu Armii Czerwonej przez swoje terytorium w razie wojny z Niemcami.
W tej sytuacji Moskwa zdecydowała się na manewr strategiczny mający odsunąć konflikt w czasie, zdobyć dodatkowy bufor terytorialny oraz dokończyć proces industrializacji i rozbudowy potencjału wojskowego.
I właśnie z tego wynikał pakt Ribbentrop–Mołotow. Nie został podpisany po to, żeby „zniszczyć Polskę” czy „wywołać II wojnę światową”, ale po to, żeby Związek Radziecki zwiększył swoje szanse na przetrwanie i zwycięstwo.

1 tydzień temu







