Znakomity i topowy naukowiec, historyk idei i myśliciel, wykładowca kilku renomowanych uczelni amerykańskich, znawca Rosji jako odrębnej cywilizacji i kultury, prof. Andrzej Walicki w książce „O Rosji inaczej” m.in. napisał: „Wychodzimy na quasi-imperialnego rywala Rosji przeceniając w śmieszny czasami sposób swe własne możliwości nie licząc się z UE, której jesteśmy członkiem, ani z opinią większości własnego społeczeństwa, przeważnie obcego takim ambicjom”.
O Rosji mówić obiektywnie, w sposób zniuansowany nie sposób, mając za podstawę europejskie doświadczenia i rojenia tak różne od tego co nazywa się „rosyjskością”. Zwłaszcza te środkowo-europejskie naszpikowane uprzedzeniami, fantazmatami i fobiami. Przede wszystkim dziś. I nie tyle po 2022, bo ta data nie jest czymś nowym, nie jest jakąś cezurą, ale kolejnym etapem procesu jaki rozpoczął się po 1992 r. (koniec porządku jałtańskiego, rozpad ZSRR i jego efekty): dwa Majdany, monachijska mowa Putina, aneksja Krymu, atak ukraińskich sił na Donieck, „opołczenie na Donbasie” … A na dodatek należy jeszcze rozpatrywać sytuację w perspektywie globalnej: gospodarka, kultura, mody, spadek spoistości społeczeństw (en bloc), migracje itd. Nie można nie brać przy opisie, jak to czyni, subiektywnie i wycinkowo, (lecz inaczej na podstawie kilkudniowego pobytu w tym kraju-kontynencie nie sposób tego dokonać) Redaktor Naczelny Portalu Strajk dwóch zasadniczych moim zdaniem elementów tej układanki. Jeden musi dotknąć zagadnienia zwanego en bloc „latami 90. XX w.” kiedy powstało pokolenie ludzi absolutnie bezideowych z czasów tzw. „jelcynowszczyzny”, którzy obsiedli wszelkie możliwe struktury władz państwowych, lokalnych, biznesu (tu symbolami byli miliarderzy jak Bierezowski, Chodorkowskiego). Dziś egzemplifikują te środowiska, tę mentalność, te działania Ewelina Nabiullina i Herman Gref czyli: szefowa Banku Centralnego i kierujący największym bankiem w Rosji i Europie Środkowo-wschodniej tzw. Sbierbankiem. Rosyjscy Balcerowicze i ich totumfaccy. To jest, jak mówią różni komentatorzy i analitycy, nie tylko w Rosji, ta „neoliberalna komórka” tzw. globalistów i ponad-narodowych macherów od bankowo-finansowego lobby i podpięta pod nią masa urzędników, kierowników, ludzi średniego szczebla kierowniczego zapatrzona wyłącznie we własne portfele. Masa bezideowa, wsobna, egoistyczna, ograniczona intelektualnie, zapatrzona w wartości wyłącznie wedle paradygmatów podyktowanych hasłem budżetowego „austerity” (oprócz własnych zyskownych interesów). A za nimi stoi ulepiona przez skomercjalizowane media biomasa – taka jak nasze środowiska ”uchachane” – patrząca bezrefleksyjnie na Zachód jako na Eden i miejsce, gdzie można ciągle bawić się, gromadzić kasę i wtapiać się w tą bezkształtną, postmodernistyczną mierzwę ludzką. Nie utożsamiająca się z nikim i z niczym oprócz swoich portfeli, wygody, zabawy. I to ma być jej jedyny cel i forma życia. Taki byt rośliny.
Drugi aspekt tego zagadnienia to efekt stempla postawionego na kulturze ogólnoludzkiej, a zwłaszcza europejskiej i amerykańskiej, przez postmodernizm ze swą admiracją chaosu, przypadkowości, zmaglowania wszelkich autorytetów, prawd i wartości (dekonstrukcja spowodowała ze wszystko stało się post-) i sprowadzenia rzeczywistości do uwolnionej od wytartych pojęć i humanistycznych postaw płynnej, rozmytej, bezkształtnej masy. Coś na kształt spływających ze zboczy wulkanu laharów. Postmodernizm jest niczym ta balonowa guma do żucia na załączonej do tych refleksji winietki: coś jest w tle, ale nadmuchana, różowa guma zakleja, zasłania wszystko tworząc taki melanż wszystkiego i niczego.
W takim oglądzie świata, procesów w nim zachodzących, idei, zasad itd. jedynym elementem stałym pozostaje pieniądz i to co z nim się wiążę. Neoliberalizm, tak skutecznie panujący w dzisiejszym świecie dzięki hegemonii Zachodu i zaszczepiony ludziom poradzieckim po rozpadzie ZSRR musiał wywrzeć piętno, które po człowieczemu zwie się patrząc na wspomnianą bezrefleksyjną biomasę, dekadencją. I to z reportażu Wiśniowskiego widać wyraźnie, iż znaczną część wielkomiejskiego mieszczaństwa ten syndrom dotknął. Zresztą ta dychotomia jest obserwowana na całym świecie gdzie rozerwanie, zwłaszcza w przedmiocie kultury, wartości, spójności społecznej, jest szczególnie widoczne na linii metropolie (centra) vs prowincja (peryferie). Dlatego te dwa światy wewnątrz jednego kraju mogą żyć równolegle (to po prostu jest efekt określonych procesów społecznych). A co jest bolesne i smutne, zwłaszcza gdy kraj krwawi i toczy egzystencjalną dla siebie wojnę z Zachodem. I to są uniwersalne znaki choroby po-postmodernistycznej, po-liberalnej rewolucji lat 90. XX w., wzmocnionej rosnącym znaczeniem przestrzeni wirtualnej i przenoszenia się do niej coraz to nowych sfery życia co pogłębia dodatkowo postmodernistyczne rozproszenie i chaos. Indywidualizacja jakiej sprzyja z jednej strony ideologia liberalna, a z drugiej – obecność w przestrzeni wirtualnej (samotność, egoizm, alienacja itd.) pogłębiają jedynie ten rozdźwięk. To nie tylko charakterystyczne dla dzisiejszej Rosji. To obraz rozpadającego się dotychczasowego świata, degradacji dotychczasowej rzeczywistości której jednym ze znaków jest wspomniana dekadencja.
Nie chodzi mi o to czy jestem za czy przeciw, czy popieram Autora czy jestem doń w kontrze. Ma on zawsze do subiektywnego odbioru rzeczywistości prawo co przy tak doświadczonym żurnaliście jak Maciej Wiśniowski, jest aksjomatem. Uważam znając w jakimś sensie stan, kulturę, mentalność Rosjan i społeczeństwa FR, iż stąpanie naczelnego wodza i prezydenta FR po niezwykle kruchym lodzie jest jakimś sensie uzasadnione, gdyż sytuacja jest nader skomplikowana i grozi absolutną „smutą”, jakich w historii Rosji było kilka. Chodzi mi o zgłębienie przyczyn stanu w jaki popadła Rosja i tamte społeczeństwo. I na co zwraca Maciej Wiśniowski w swoim reportażu. Te przyczyny tkwią we wspomnianych latach 90. XX na całym poradzieckim obszarze, jak również skanalizowania społecznych oczekiwań i zainteresowań przez doktrynę neoliberalną sprowadzającą cały byt człowieka do działalności merkantylnej, utylitarnej, wsobnej. A reszta to „róbta co chceta”. I ten stan dotyczy nie tylko Rosji.
Zwolennicy radykalnych rozwiązań nie mają moim zdaniem racji. To nostalgicy radzieckich rozwiązań i mentalności. Nie jest to wykonalne w dzisiejszym świecie z wielu, wewnątrz rosyjskich także, względów. Ale i tzw. postępowcy czyli liberałowie i miłośnicy tzw. „okcydentalizmu”, który w Rosji jest obecny od wieków, się mylą. Nostalgicy zapomnieli, iż czas się diametralnie zmienił, iż społeczeństwo jest inne i cała sfera kultury oddziaływującej na nie jest też inna. „Okcydentaliści” natomiast nie rozumieją, iż kapitulacja, bo tak trzeba nazwać zgodę na dyktat kolektywnego Zachodu w przedmiocie nie tyle systemu politycznego, co w przedmiocie narzucenia myślenia społecznego wedle zachodnich wartości, jest końcem Rosji nie tyle jaką oni (i wszyscy) znają, ale w ogóle. I byłby to potężny krok ku ponownemu glajchszaltowaniu, niczym w epoce kolonialnej, całego świata. Sprawienie, iż wszędzie będzie tak samo.
Na koniec tekstu pada pytanie: „Czy warto było zaczynać wojnę w 2022 ?”. I zaraz jest odpowiedź: „Nie. Warto było nie kończyć w 2014 roku. Gdybyśmy wtedy interweniowali, nie byłoby dzisiaj tysięcy trupów”. Myślę, iż błąd nie tkwi w tak postawionym dylemacie. jeżeli mam zająć jakieś stanowisko, czysto hipotetyczne, to Moskwa już po „pomarańczowej rewolucji” w 2004 r. winna była aktywnie działać na rzecz podziału Ukrainy nie bacząc na mentalne, kulturowe, sentymentalne spojrzenie na tzw. „brackie narody”. Już przecież w szlagworcie, ponoć prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Kuczmy padły stwierdzenia, niosące w sobie ziarna współczesnej nienawiści, będące pokłosiem upowsko-etnocentrycznego rozumienia państwowości kraju nad Dnieprem i Dniestrem: „Ukraina nie Rossija”. Podział tego państwa, niczym Jugosławii, jest wg mnie dziś wizją rozwiązania problemu ukraińskiego i wojny na wschodzie Europy. A także przyszłości Starego Kontynentu.
Polecam lekturę tekstu Wiśniowskiego i refleksje nad jego treścią, gdyż w jakimś sensie te problemy (może w innej formie ale esencja pozostaje ta sama) dotyczą nas wszystkich, które dotykają całą ludzkość, bo o kulturę najszerzej pojętą w zasadzie tu chodzi.

1 dzień temu







