Co naprawdę niszczy niewielkie działalności gospodarcze w Polsce?

9 godzin temu

– Stopniowo kurczy się przestrzeń, w których biznes z szeroko rozumianych branż tradycyjnych ma rację bytu bez osiągnięcia pewnej skali. Skala staje się koniecznością, o ile przedsiębiorstwo nie ma wysokiej marży.

– Po wejściu Polski do Unii Europejskiej pojawiła się przestrzeń dla niewielkich polskich firm, aby być podwykonawcami dla Zachodnich koncernów, a wyróżnikiem była cena. Przy ograniczonej konkurencyjności cenowej często mikroprzedsiębiorstwa nie mają innego wyróżnika.

– W 2024 roku jedynie 10 proc. mikroprzedsiębiorców zarabiało powyżej 15 000 zł netto miesięcznie.

– Gdyby dochody z działalności gospodarczej właściciela były oskładkowane tak samo, jak te wynikające z umowy o pracę, to zasadniczo sens prowadzenia takiej firmy byłby wątpliwy.

– Przyczyną słabej kondycji niewielkich przedsiębiorstw w Polsce nie jest zbyt wysoki podatek dochodowy, a kurczące się przestrzenie rynkowe w możliwości uzyskaniu zysku, a do tego zacierająca się różnica dochodów z własnego biznesu i pracy etatowej.

– W przypadku presji kosztowej na mikroprzedsiębiorstwach, jedną z największych przeszkód są pozapłacowe koszty pracy.

– Ogromnym problemem dla mikroprzedsiębiorstw w Polsce jest zjawisko przeregulowania rynku i ryzyko utraty biznesu poprzez zabiegi regulacyjne.

Błędnym założeniem może byćzałożeniem może być rozpatrywanie mikroprzedsiębiorstw tylko pod względem presji kosztowej.
Niejako przyjęło się określenie, iż „rosną koszty”, choć de facto nie poświęca się czasu w szersze zrozumienie problemu w funkcjonowaniu mikroprzedsiębiorstw. Poniższa analiza zawiera w sobie szersze spojrzenie na panującą rzeczywistość. Prawdą jest, iż pewien czas w historii gospodarczej Polski przemija. Kończą się drobne działalności gospodarcze, które nie działają na odpowiedniej skali lub marży.
Często politycy posługują się kwestią podatków jako kluczową w zakresie kreowania polityki wobec mikroprzedsiębiorstw.
Sprawa jest zdecydowanie bardziej złożona. Ponadto panuje pewnego rodzaju mitologizacja zasobów finansowych mikroprzedsiębiorców. Wbrew pozorom ich sytuacja finansowa nie jest taka dobra, jakby się mogła wydawać na pierwszy rzut oka. Co tak naprawdę niszczy niewielkie działalności gospodarcze w Polsce?

Potrzeba rozdzielenia mikroprzedsiębiorstw od małych i średnich

Jednym z największych błędów w debacie publicznej jest rozpatrywanie sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw jako całości. Zupełnie inną strukturę organizacyjną ma trzyosobowy zakład naprawy pojazdów, w którym zwykle pracuje sam właściciel. Struktura zarządzania polega na zleceniu obowiązków bezpośrednio od szefa, często taka osoba, gdy jest na urlopie, to po prostu nie zarabia. Natomiast zupełnie inaczej wygląda to w małej firmie zatrudniającej 30 osób, gdzie występuje struktura organizacyjna. Średnim firmom bliżej do korporacji i dużych, w ich strukturach są dyrektorzy, całe działy od sprzedaży, po obsługę klienta. Wszystkie te przedsiębiorstwa dzieli przepaść w zarządzaniu, wpływie na rynek i w zakresie decyzyjności. Do kategorii Małych i Średnich Przedsiębiorstw zalicza się te zatrudniające mniej niż 250 pracowników, a zarazem ich roczny obrót nie przekracza 50 mln euro. Stanowi to bardzo wysokie wymagania, bo gdyby spojrzeć na spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, to nie spełnia wymagań definicji dużego przedsiębiorstwa większość z nich. Przypominam, mówimy tu o największej giełdzie w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem kapitalizacji i liczby notowanych spółek. Mikroprzedsiębiorstwa mają zupełnie inne problemy i wyzwania, dlatego definicja powinna być na stałe rozdzielona w debacie publicznej.

Przemijanie pewnego okresu

Bardzo często pojawia się wątek, iż niewielkie firmy niszczą składki i podatki. Stanowi to pewnego rodzaju uproszczenie, które nie do końca ma pokrycie w rzeczywistości. Zacząłbym jednak od wątku przemijania. Niegdyś znalazłem świetny artykuł opisujący polską „Route 66”, czyli starą drogę prowadzącą ze Śląska nad Morze Bałtyckie, zanim jeszcze powstała autostrada A1. Felieton opisywał historię właścicieli lokali gastronomicznych na starej trasie, którzy z nostalgią i pamięcią wspominali pieniądze, jakie dało się wtedy zarobić na tego typu działalnościach gospodarczych. w tej chwili prawie cały ruch odbywa się autostradą, a gdzieniegdzie można jeszcze spotkać pustostany z wyblakłymi od słońca parasolami. Minęła pewna epoka i warunki, w jakich te firmy mogły działać.

Stopniowo kurczy się przestrzeń, w których biznes z szeroko rozumianych branż tradycyjnych ma rację bytu bez osiągnięcia pewnej skali. Skala staje się koniecznością, a nie fanaberią właściciela, to właśnie z niej zebrany kapitał pozwala czynić inwestycje i być przed konkurencją. Nadrobienie różnic kapitałowych pomiędzy przedsiębiorstwem o odpowiedniej skali a takim, które jej nie posiada, w pewnym momencie jest nie do nadrobienia. W dobie rozwiniętego rynku e-commerce bazarowy sklep „Wszystko po 5 zł” nie będzie miał większego sensu, skoro można zamówić bibeloty do domu poprzez chińskie Temu z pozycji telefonu komórkowego. Osiedlowy sklep odzieżowy, którego model sprzedaży w 2005 roku polegał na jeżdżeniu do hurtowni obuwniczej i zakup towaru przegra konkurencję z zakupami przez Internet. Jakbyś nie obniżył składek i podatków oraz czego nie zrobił w tym zakresie, po prostu trzeba zaakceptować zmianę czasów dla części branż, które stają się archaiczne. Jednak nie oznacza to, iż wszyscy muszą tak skończyć.

Ograniczona przestrzeń działania

Zdecydowanie za mało poświęcamy uwagi przestrzeni, w jakiej muszą operować mikroprzedsiębiorstwa, a temat jest szalenie ciekawy. Najlepszą branżą do wykazania tego jest transport ciężarowy. Wbrew pozorom, transport dużymi pojazdami nie jest taki drogi, jakby się mogło wydawać. W transporcie krajowym przewoźnicy wskazują zwykle przedział 4,50 zł/km – 8 zł/km [1]. Choć są to kwoty dotyczące klienta bezpośredniego. W tej branży bardzo często występuje szukanie ładunków na giełdach transportowych, gdzie polski przewoźnik jest podwykonawcą dla dużej firmy spedycyjnej i raczej stawki za każdy kilometr mieszą się w tej dolnej granicy, a choćby poniżej 4 zł/km. Na platformie trans.eu znajduje się: „Kalkulator kosztów transportu”, według którego w tej chwili koszt frachtu dla przewoźnika wynosi ok. 4,65 zł/km [2]. Dla niewielkiej firmy transportowej, która ma jednego spedytora i pięciu kierowców jedynym wyróżnikiem w takim układzie jest cena. Nie da się prawie inaczej. Stąd też największa presja, jaka będzie na tej firmie, to optymalizacja kosztów. Raczej trudno będzie jej posiadać rozbudowany dział sprzedaży, który będzie pozyskiwał najbardziej intratne ładunki z rynku. Ewentualnie pozostaje bardzo wąska specjalizacja w transporcie, ale tak samo – na tym rynku głównym czynnikiem jest cena.

Posłużyłem się powyższym przykładem, bo idealnie obrazuje problematykę, o której prawie się nie mówi. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej pojawiła się przestrzeń dla niewielkich polskich firm, aby być podwykonawcami dla Zachodnich koncernów, a wyróżnikiem była (i przez cały czas często jest) cena. Duże firmy i korporacje współtworzyły przestrzeń do rozwoju niewielkiego biznesu. Kiedy w pobliskiej miejscowości pojawiał się zakład produkcyjny z zagranicznym kapitałem, to jednocześnie potrzebuje on różnych dostawców usług lub materiałów. Korzystały na tym niewielkie przedsiębiorstwa, które operowały w przestrzeni, które umożliwił im rynek. Uzależniając się do niego, ale tworząc szansę na wzrost i w końcu skalę. Doskonałym przykładem tego zjawiska jest branża meblarska. Według Raportu Banku Pekao: „Sytuacja i wyzwania branży meblarskiej w Polsce” z 2021 roku znaczącym problemem dla firm meblarskich było utrzymanie atrakcyjnej ceny przy rosnących kosztach pracy i materiałów. Analitycy twierdzą, iż dominującym modelem biznesowym w Polsce w zakresie rynku meblowego jest ten oparty o podwykonawstwo bez rozbudowy dużych marek własnych [3].

Duże firmy z reguły starają unikać się branż, w których występuje zjawisko ograniczonej skali, bo jest to dla nich po prostu mało opłacalne. Dlatego tę przestrzeń pozostawiają niewielkim firmom, które starają się w niej odnaleźć. Należy podać tutaj kolejny przykład. Ogromnym problemem na rynku e-commerce są zwroty konsumenckie. Według analizy post nord z 2020 roku skala zwrotów w handlu online w 2019 roku w Niemczech wyniosła 53 proc. Holandii – 51 proc. czy w Polsce 36 proc. [4]. Wielu dużym firmom nie opłaca się ponownie umieszczać zwróconego towaru w ofercie, stąd też pojawił się nowy rynek – handel zwrotami konsumenckimi w hurcie. Często w modelu sprzedaży takich zwrotów do małej lub średniej firmy w Polsce, która następnie sprzedaje to do mikroprzedsiębiorstw, których celem jest handel do klienta detalicznego. W ten sposób główny koncern e-commerce pozbywa się problemu. Otrzymuje częściowy zwrot kosztów, a każdy następny podmiot w tym łańcuchu zarobi swoją część. Niewielkie przedsiębiorstwo na końcu bierze na siebie odpowiedzialność w zakresie rękojmi (odpowiedzialność sprzedawcy za wady), ale ma szansę na zarobek. Znowu taka firma działa w przestrzeni, w której musi. Stąd też trudno oczekiwać, by były w niej wysokie wynagrodzenia dla pracowników, bo jest na samym końcu. Po prostu trudno jest mieć z czego dać, jeżeli jest ograniczona skala lub marża.

W Polsce nie ma żadnej większej sieci kwiaciarni, ale już jest ogólnopolska sieć automatów z kwiatami. Większe firmy nie będą zainteresowane detalicznym biznesem na małej skali. Nie będą robić indywidualnych remontów w mieszkaniach, ale dostarczą już rozwiązania (np. platformy internetowe), które mają skalę. Pozostała dosyć duża przestrzeń w zakresie wykwalifikowanych prac fizycznych (np. elektryk, hydraulik, automatyk), w których da się osiągnąć odpowiednią marżę i przy deficycie pracowników fizycznych pozwala ona na dochody, ale przez cały czas – korporacje będą unikać takich segmentów, bo nie ma tej skali.

Zarobki właścicieli mikroprzedsiębiorstw

Według raportu: „Sytuacja materialna, dochody prywatne oraz majątek polskich przedsiębiorców” autorstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców z 2024 roku jedynie 10 proc. mikroprzedsiębiorców zarabiało powyżej 15 000 zł netto miesięcznie [5]. Do tego aż 34 proc. badanych miało zarobki w zakresie 5000 – 10 000 zł netto miesięcznie. Należy jednak pamiętać, iż miało to miejsce ponad 2 lata temu, gdy w tamtym okresie średnie wynagrodzenie wynosiło ok. 6 000 zł netto miesięcznie, w tej chwili jest to ok. 6 800 zł netto miesięcznie. Jednak stanowi to potwierdzenie, iż prowadzenie niewielkiej działalności gospodarczej nie jest już konieczne do otrzymania lepszego wynagrodzenia w Polsce. Ponadto, zarobki przedsiębiorców są często mitologizowane i przedstawiane w sposób przesadny. Kontrowersyjnym, a zarazem być może słusznym stwierdzeniem będzie fakt, iż duża część z tego systemu opiera się na tym, iż praca na własny rachunek jest bardziej atrakcyjna podatkowo od standardowej umowy o pracę. Gdyby dochody z działalności gospodarczej właściciela były oskładkowane tak samo, jak te wynikające z umowy o pracę, to zasadniczo sens prowadzenia takiej firmy byłby wątpliwy. Posłużymy się teraz dosyć prostym wyliczeniem, które obrazuje sytuację.

Porównamy wynagrodzenie pracownika magazynu z uprawnieniami na wózki widłowe, z właścicielem niewielkiej firmy, który zarabia 10 000 zł netto miesięcznie. Wyliczenie zakłada, iż magazynier otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 5 500 zł netto miesięcznie.

Koszt zatrudnienia pracownika za 5 500 zł netto miesięcznie

Kwota netto 5 500,00 zł
Kwota brutto 7 583,69 zł
Łączny koszt pracodawcy 9 136,83 zł

Na podstawie kalkulatora wynagrodzeń www.wynagrodzenia.pl

Kalkulacja jednak nie uwzględnia kilku istotnych zmiennych. Załóżmy, iż pracownik może dysponować 26 dniami płatnego urlopu, a także według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przeciętna liczba dni absencji chorobowych wynosi 14,65 dnia w 2024 roku [6]. W takim przypadku można przyjąć dodatkowe ponad 11 000 zł rocznie, czyli ok. 930 zł miesięcznie łącznego kosztu pracodawcy. W takim przypadku łączny koszt pracodawcy dla zatrudnienia osoby za 5 500 zł netto miesięcznie przekracza 10 000 łącznego kosztu pracodawcy. Oznacza to, iż przedsiębiorca zarabiający ok. 10 000 zł netto miesięcznie zarabia porównywalnie do osoby pracującej na magazynie. Choć wydaje się to absurdalne, ale takie są obciążenia pracy. Gdyby właściciel niewielkiej firmy musiał płacić składki takie same za siebie, jak za swoich pracowników, to nigdy by się nie zdecydował na działalność gospodarczą. Chyba iż w sektorze z wysoką marżą. Oczywiście krytyczne może być takie spojrzenie, bo przecież przedsiębiorca też może wykupić sobie ubezpieczenie chorobowe. Jednak, kiedy pracuje się na własny rachunek, to dłuższa absencja w pracy może spowodować utratę płynności finansowej firmy lub zleceń.

Niższe podatki nie rozwiążą problemu?

Wśród opinii publicznej pojawia się opinia, iż problemem dla mikroprzedsiębiorstw są za wysokie podatki. Jednakże, co istotne — podatek dochodowy (i składkę zdrowotną w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej) płaci się od dochodu. Czyli najistotniejsze powinno być uzyskanie tego dochodu. Przyczyną słabej kondycji niewielkich przedsiębiorstw w Polsce nie jest zbyt wysoki podatek dochodowy, a kurczące się przestrzenie rynkowe w możliwości uzyskaniu zysku, a do tego zacierająca się różnica dochodów z własnego biznesu i pracy etatowej. W 2015 roku średni dochód jednego mikroprzedsiębiorcy wynosił ok. 5 000 zł miesięcznie [7]. Natomiast przeciętne wynagrodzenie wynosiło w tamtym okresie 3899,78 zł brutto [8]. W styczniu 2026 roku przeciętne wynagrodzenie wyniosło 9002,47 zł brutto.
Oznacza to, iż w tym okresie, aby wyrównać wzrost wynagrodzeń, przedsiębiorca musiałby zwiększyć swoje dochody o 2,3 razy, co w wielu przypadkach może nie mieć miejsca. W przytoczonym już wcześniej badaniu: „Sytuacja materialna, dochody prywatne oraz majątek polskich przedsiębiorców” autorstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pokazano również powody zmiany oceny materialnej mikroprzedsiębiorców. Wskazano tam głównie na inflację (25 proc.), wyższe koszty (25 proc.), brak wzrostu dochodów (17 proc.), czy mniej zleceń (12 proc.). Dlatego można uznać, iż w odczuciu behawioralnym właścicieli takich firm wszystko drożeje, a sami nie są w stanie wyrównać tej różnicy.

Jeżeli taka osoba walczy z presją kosztową, której nie jest w stanie przezwyciężyć, to nic dziwnego, iż wskazuje na powyższe problemy. Zaznaczmy jeszcze raz, podatek dochodowy jest od dochodu, kiedy go nie ma, to są poważniejsze problemy. Samo w sobie obniżenie podatków nic nie da, bo nie rozwiąże sytuacji, w której znaleźli się mikroprzedsiębiorcy. Zupełnie inna presja kosztowa jest w średniej firmie zatrudniającej 100 osób w związku z zatrudnieniem. Natomiast zupełnie inna w niewielkiej firmie. Absencja kilku osób w pracy przy rozbudowanych zespołach jest wkalkulowana w ryzyko i nie stanowi bariery trudnej do przezwyciężenia.

Znowu konieczny jest tutaj przykład. Załóżmy, iż przedsiębiorca prowadzi niewielki punkt naprawy pojazdów i zatrudnia trzy osoby na podstawie umowy o pracę, osiągając miesięczny zysk w wysokości 15 000 zł. W ciągu miesiąca dwóch pracowników zachorowało.
Jeden był niedostępny 5 dni roboczych, a drugi 7 dni roboczych. Przy założeniu wynagrodzenia mechanika na poziomie 6 000 zł netto miesięcznie. Każdy dzień absencji jednego pracownika kosztuje przedsiębiorcę 500 zł. Jedno takie wydarzenie w miesiącu oznacza wydane 6 000 zł na wynagrodzenia, kiedy nie przyniosły one zysku. Mikroprzedsiębiorca traci w ten sposób 40 proc. swoich miesięcznych dochodów. Samochody stoją i nie ma kto ich naprawić. Dlatego, o ile już coś mogłoby pomóc niewielkim firmom, to rozważenie zmniejszenia pozapłacowych kosztów pracy lub płatne zwolnienia lekarskie od pierwszego dnia choroby pracownika przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Stanowi to w zasadzie jakikolwiek realny wpływ na poprawę sytuacji, inaczej (prawie) się nie da.

Ograniczenie przestrzeni do zysku

Irytującym jednak jest ciągłe posługiwanie się presją kosztową, jako głównym powodem stagnacji mikroprzedsiębiorstw. Zdecydowanie czymś gorszym jest presja regulacyjna. Bardzo duże firmy w pewnym momencie rozwoju mierzą się z problemem ograniczonego wzrostu. Stąd też szukają sposobów na stworzenie barier rynkowych dla innych. Przed wprowadzeniem nocnej prohibicji w Krakowie funkcjonowało tam ok. 300 sklepów z całodobową sprzedażą alkoholu [9]. Przedsiębiorstwa z Krakowa od wielu lat zmagały się z problemem ograniczonej liczby koncesji na sprzedaż alkoholu. Czas oczekiwania na koncesję nierzadko zajmował choćby kilka miesięcy. W 2016 roku liczba koncesji na sprzedaż alkoholu przez sklepy wyniosła 1275 [10]. Zabronienie sklepom sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych powoduje, iż tracą one swoją zasadniczą funkcję istnienia. zwykle były to mikroprzedsiębiorstwa. Zabronienie nocnej sprzedaży uwolniło ok. 300 koncesji, czyli ponad 23 proc. ogólnie dostępnej puli dla sklepów. Gdyby przyjąć przychód takiego sklepu w wysokości 80 000 zł miesięcznie, to w skali roku oznacza to prawie milion złotych przychodu. Przy założeniu 300 punktów, nagle uwolni się przestrzeń rynkowa na choćby 300 mln zł przychodu rocznie. Zaznaczam, to tylko jedno miasto. Zyskają na tym najbardziej sieciowe sklepy spożywcze, które nie prowadzą tylko sprzedaży alkoholu, dając im nową przestrzeń do wzrostu. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest fakt, iż im bardziej pojawiał się problem z limitem koncesji dla sklepów spożywczych w poszczególnych miastach, tym bardziej akcentowano potrzebę nocnej prohibicji. Lepszą formą sztuki jednak jest to, iż zrobiono to w świetle interesu społecznego i w tę stronę kieruje się narrację. Wprowadzanie regulacji pod konkretne firmy pod pozorem społecznego dobrostanu jest zabiegiem genialnym.

Posłużę się kolejnym przykładem. W Polsce od kilku miesięcy trwa debata na temat ograniczenia wynajmu mieszkań prywatnych na cele najmu krótkoterminowego. Wokół tej branży pojawiło się wiele firm od zarządzania najmem, które przygotowują takie mieszkania na wynajem dla turystów. Regulacja najprawdopodobniej wejdzie w życie. Z tego miejsca warto przytoczyć Hiszpanię, w której wprowadzono restrykcyjne prawo w tym zakresie. Ograniczenie mieszkań prywatnych na cele turystyczne spowodowało wzrost cen hoteli, a także spowodowało tylko niewielką poprawę w wynajmie mieszkań długoterminowo [11]. Ceny nieruchomości w Hiszpanii i tak wzrosły o 12,7 proc. w 2025 roku, nie poprawiając znacząco dostępu do mieszkań [12]. Społecznie zasadnym wytłumaczeniem jest to, którym posługiwano się w Hiszpanii. W Polsce wynajem mieszkań na cele turystyczne rzeczywiście bywa uciążliwy, jednak stanowił on dla mikroprzedsiębiorstw lukę rynkową, która powstała wobec hotelu. Pozwala to również na znacznie wyższy zysk z takiej nieruchomości dla właściciela niż w przypadku standardowego najmu (niekiedy choćby dwa razy wyższy zysk). Czy chciałbyś, aby mieszkanie w twoim sąsiedztwie było wynajmowane dla głośnych turystów? Widzieć obce osoby co wieczór na klatce schodowej? Niekoniecznie. Dlatego stanowi to niepodważalną regulację, która się broni. Dokładnie o to w tym chodzi. Szukanie spraw mających poparcie społecznych, dzięki którym można zwiększyć zysk. Powyższe zjawiska można nazywać pewnego rodzaju regulacyjnym kasynem. Nigdy nie wiesz, kiedy i co się trafi. Rokrocznie zaciska się pętla na branżach tradycyjnych, w których mikroprzedsiębiorstwo może liczyć na jakiś przyzwoity zysk. Zagrożeniem nie są podatki, tylko regulator tworzący prawo.

Podsumowanie

W Polsce kurczy się przestrzeń rynkowa dla tradycyjnych branż. Nie chodzi o zbyt wysokie podatki dochodowe – te płaci się od dochodu, którego często brakuje – ale o brak marży i skali, która pozwala konkurować z sieciami handlowymi czy e-commerce. W 2024 r. tylko 10% mikroprzedsiębiorców zarabiało powyżej 15 tys. zł netto miesięcznie, co zaciera granicę między biznesem, a dobrze płatnym etatem. Nie ma też odwrotu od pewnych przemian gospodarczych, po prostu wiele biznesów w branżach tradycyjnych traci swój sens. Jednocześnie państwo widząc możliwości ponadnormatywnego zarobku dla drobnych przedsiębiorców w poszczególnych branżach, stara się wykluczać te obszary z życia gospodarczego. Przez lata dla polskich podwykonawców wyróżnikiem była cena. Kiedy presja kosztowa jest zbyt duża, aby być konkurencyjnym, trudno jest znaleźć jakiś inny wyróżnik. Niewielka firma transportowa nie będzie budowała działów sprzedaży i marketingu, musi zadowolić się funkcjonowaniem w ograniczonej przestrzeni. Dotychczas pozwalającej zarobić pieniądze, ale nic nie musi trwać wiecznie. Mikroprzedsiębiorstwa muszą znajdować luki dla siebie. Często można odnieść wrażenie, iż w debacie publicznej zbyt wielkie jest skupienie na presji kosztowej, kiedy to właśnie stworzenie nowych przestrzeni do funkcjonowania (a nie ich ograniczenie) dla mikroprzedsiębiorstw powinno być celem, by powstawały nowe. Choć, zdaniem niektórych i tak jest już ich za dużo.

W swojej „Agendzie Polska 2030” Warsaw Enterprise Institute proponowało reformę w zakresie pozapłacowych kosztów pracy. Zgodnie z dokumentem i propozycją stawka miałaby wynosić 23,5% od funduszu płac, co mogłoby być jakimś rozwiązaniem na obecną sytuację mikroprzedsiębiorstw. Choć jak zostało pokazane w powyższej analizie, to kurczące się przestrzenie rynkowe w możliwości uzyskaniu zarobku na własnej firmie, a do tego zacierająca się różnica dochodów z własnego biznesu i pracy etatowej stanowią największe wyzwanie. W ramach „Agenda Polska 2030” zaproponowano także bardziej widoczne rozdzielnie pod względem wielkości przedsiębiorstw. Mikroprzedsiębiorstwa byłby rozumiane jako Indywidualne Działalności Gospodarcze. Obowiązywałyby je regulacje prawne podobne do tych, które dotyczą w tej chwili jednoosobowych działalności gospodarczych, jednak przewidywałyby one istotne udogodnienia i preferencyjne warunki. Jako główny argument wskazuje się między innymi obowiązki prawne, które są podobne dla firm zatrudniających kilka osób, a tych zatrudniające kilkadziesiąt, które mają swoje działy i rozbudowaną administrację, co nie powinno być w takim stopniu, jak obecnie.

[1] https://antransbis.pl/transport/ile-kosztuje-transport-25-ton-za-km-2026/

[2] Stan na 16.03.2026 r. https://www.trans.eu/pl/blog/tfc/kalkulator-kosztow-transportu/

[3] https://media.pekao.com.pl/pr/693977/raport-banku-pekao-sytuacja-i-wyzwania-branzy-meblarskiej-w-polsce

[4] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/handel-w-internecie-w-czasach-koronawirusa-a-zwroty-produktow/xbspcsp

[5] https://zpp.net.pl/wp-content/uploads/2024/04/Raport_Sytuacja-materialna_dochody_prywatne_oraz_majatek-_polskich_przedsiebiorcow_10.03.2024.pdf

[6]https://www.zus.pl/documents/10182/39590/Raport_Absencja+chorobowa+w+2024+roku.pdf/a4947e09-3b9c-41c6-1de6-83563006fd49?t=1744352901435

[7] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wiemy-ile-placa-mikroprzedsiebiorcy-Srednio-1-6-tys-na-reke-7281712.html

[8] https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/przecietne-wynagrodzenie-w-2015-r-wynioslo,36,0,2015780.html

[9]https://www.krakow.pl/aktualnosci/271459,26,komunikat,nocny_zakaz_sprzedazy_alkoholu_przyjety.html

[10]https://krakow.pl/aktualnosci/205157%2C29%2Ckomunikat%2Cwiecej_koncesji_na_sprzedaz_alkoholi.html?

[11] https://elpais.com/economia/2025-05-26/la-otra-cara-del-veto-a-airbnb-hoteles-mas-caros-y-escasa-mejoria-en-el-alquiler-de-viviendas.html

[12] https://www.huffingtonpost.es/politica/el-precio-vivienda-subio-media-127-2025-mayor-aumento-2007br-f202603.html

Idź do oryginalnego materiału