Wydarzenia z 25 czerwca w dziejach protestów społecznych przeciwko polityce władz PRL zapisały się trwale, ale pamiętane są często w sposób wybiórczy, nie oddający rzeczywistej skali sprzeciwu wobec planowanych przez władze podwyżek. Chociaż wybuchające strajki i inne formy protestu objęły w sumie około 80 tys. osób w co najmniej 90 zakładach pracy w 24 województwach – czyli w połowie kraju – mało kto potrafi dziś wymienić inne ogniska oporu niż Radom, Ursus i (już rzadziej) Płock. Niewielu słyszało choćby o tym, iż w Stoczni im. Lenina w Gdańsku zastrajkowało wtedy około 10 tysięcy pracowników, o czym przypomina w jednym z artykułów Piotr Brzeziński z gdańskiego oddziału IPN. Okazuje się, iż choćby słynny film „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy utrwala błędną tezę, jakoby w czerwcu 1976 r. w Gdańsku strajków nie było.
Na takim kształcie pamięci o czerwcu ‘76 roku zaważyły rozmaite okoliczności. Strajki, choć liczne, trwały krótko, ponieważ ekipa Gierka błyskawicznie ogłosiła, iż podwyżek jednak nie będzie. Do Radomia i Ursusa publiczną uwagę przykuły z kolei nie tylko gwałtowne formy protestu oraz skala i brutalność represji, ale także przeprowadzona przez komunistów operacja propagandowa. W jej ramach wydarzenia z Radomia i Ursusa zostały wyeksponowane po to, by narracja o zamieszkach, podpaleniach oraz sabotażu „przykryła” o wiele liczniejsze akcje strajkowe w niemal połowie kraju, mające przebieg pokojowy. W publicznym odbiorze czerwcowe protesty miały się zapisać jako pojedyncze, odizolowane przypadki działalności „warchołów” i „chuliganów”.
W Radomiu, podobnie jak w wielu innych miastach, wszystko zaczęło się również od strajku, ale na strajku się nie skończyło. Pracownicy Zakładów Metalowych im. gen. Waltera wyruszyli na ulice miasta agitując po drodze załogi innych przedsiębiorstw (skutecznie) i kierując się w stronę gmachu KW PZPR. Wizyta zaczęła się pokojowo od przekonania I sekretarza KW PZPR, by przekazał do centrali żądanie odwołania podwyżek. Kiedy jednak po dwóch godzinach oczekiwania na odpowiedź okazało się, iż partyjni aparatczycy z budynku komitetu zostali ewakuowani i nie ma tam już z kim rozmawiać, demonstranci wtargnęli do środka, dokonali dewastacji i podłożyli ogień. Rozpoczęła się trwająca do późnego wieczora faza zamieszek: walk ulicznych z oddziałami ZOMO oraz plądrowania sklepów.









