17 lutego 1981 roku władze PRL zarejestrowały pierwszą niezależną organizację studencką w krajach bloku komunistycznego. NZS został zarejestrowany przez Sąd Najwyższy w Warszawie. Dzień później, 18 lutego podpisano „porozumienia łódzkie”, które m.in. gwarantowały niezależność uczelni wyższych w sprawach naukowych, dydaktycznych i wewnątrzorganizacyjnych. Po potwierdzeniu tych informacji, protest na rzeszowskich uczelniach został zakończony. Rozpoczął się okres legalnej działalności Zrzeszenia.

18 lutego o godz. 10:00 – na budynku A2 Uniwersytetu Rzeszowskiego przy ulicy Kopisto w Rzeszowie odbędzie się uroczystość odsłonięcia tablicy memoratywnej upamiętniającej dwa strajki okupacyjne zorganizowane w 1981 r. na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie przez działaczy Niezależnego Zrzeszenia Studentów.
Alina Bosak – Rzeszowskie źródła CIA
Kiedy 17 lutego 1981 roku Sąd Najwyższy zarejestrował wreszcie Niezależne Zrzeszenie Studentów, w Rzeszowie pojawił się pomysł utworzenia niezależnej agencji informacyjnej. Służyła przekazywaniu wiadomości między uczelniami i strukturami „Solidarności”. Na złość partii i funkcjonariuszom SB nazwano ją CIA – Centrum Informacji Akademickiej NZS. Określenie przyjęło się także w Warszawie, a Krajowa Komisja Koordynacyjnej NZS sfinansowała zakup trzech dalekopisów dla kolegów z Rzeszowa. Dzięki temu biuro w małym ośrodku akademickim na peryferiach miało szansę stać się centralą informacyjną dla całej Polski.
Tamtego sierpnia, kiedy rodziła się „Solidarność” Rzeszów był młodym i niewielkim ośrodkiem akademickim. Wyższa Szkoła Pedagogiczna liczyła dopiero 15 lat, a Politechnika Rzeszowska zaledwie 6 lat. Były jeszcze oddziały zamiejscowe uczelni lubelskich i krakowskich, z filią Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Akademią Rolniczą w Krakowie na czele. W pamiętnym roku akademickim 1980/1981 na studiach dziennych studiowało w sumie 6157 osób. Przy 50 tysiącach w Warszawie, czy 40 tysiącach w Krakowie – niewiele. I choćby mniej niż robotników w fabryce WSK PZL Rzeszów.
– W tak młodym ośrodku akademickim występował deficyt wybitnych, samodzielnych pracowników nauki. Wśród tych, którzy tu trafiali nie brakowało koniunkturalistów, szukających szybkiej ścieżki awansu, czy osób skonfliktowanych z innymi środowiskami – wspomina Marek Wójcik, który w marcu 1981 roku wraz z Radosławem Wyrzykowskim i innymi tworzył przy rzeszowskiej WSP Agencję Informacyjną „Centrum Informacji Akademickiej” NZS. Do organizacji dołączył dwa miesiące wcześniej. Działała już tam jego koleżanka z germanistyki Wanda Tarnawska. Także znalazła się w zespole redakcyjnym CIA.
Zanim agencja powstała, studenci włączyli się w ogólnopolskie protesty, tocząc batalię o rejestrację własnej niezależnej organizacji, na wzór pracowniczej „Solidarności”. Impuls do utworzenia NZS w Rzeszowie wyszedł od ludzi związanych z duszpasterstwem akademickim. Jeden z nich, student pedagogiki Jan Niemiec (późniejszy ksiądz, wikariusz kapelana „S” biskupa Edwarda Białogłowskiego a od 2006 r. biskup pomocniczy diecezji kamienieckiej), został delegowany, by zawiadomić władze uczelni o zamiarach studentów. Na czele WSP stanął wtedy nowy rektor doc. dr hab. Józef Lipiec. Mimo iż nie był sprawie przychylny, Komitet Założycielski Niezależnego Zrzeszenia Studentów Polskich przy WSP powstał 10 października 1980 roku, a zaraz po nim podobne komitety przy Politechnice i Filii Akademii Rolniczej. Filia UMCS dołączyła dopiero trzy miesiące później, ale jeszcze przed lutowymi strajkami, które zjednoczyły studentów w całej Polsce i w konsekwencji doprowadziły do rejestracji NZS przez Sąd Najwyższy.
– Studia pokazały nam, iż rzeczywistość, w której funkcjonujemy jest wysoce absurdalna. Począwszy od przynależności do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, do którego z marszu zapisywano wszystkich przyjętych na studia i jedynie nieliczni żądali, aby ich z listy członków skreślić. Były też inne sytuacje, które ludzi przywykłych do myślenia w kategoriach wolności, uwierały. Na zajęciach z historii opowiadano bzdury i często dochodziło do utarczek słownych, zwłaszcza kiedy pojawiał się temat „przyjaźnie” nastawionej armii Związku Sowieckiego i przypominaliśmy sobie losy Polaków na Wschodzie, atak z 17 września 1939 roku, czy Katyń. Wielu studentów miało wiedzę na ten temat od swoich rodzin, bo ich najbliżsi, często ofiary tamtych wydarzeń, dobrze je pamiętały. Historia filozofii, socjologia były przepuszczone przez marksistowską dialektykę. A ekonomia, w świetle kolejek, braku towarów i propagandy sukcesu, również wydawała się parodią – mówi Marek Wójcik, zwracając uwagę, iż impulsem dla rzeszowskiego NZS były trzy wydarzenia. Zorganizowane przez grupę studentów Politechniki 11 listopada 1980 roku obchody rocznicy odzyskania niepodległości pokazały, iż studenci potrafią się wokół pewnych wydarzeń zjednoczyć. Po drugie – jesienią 1980 roku na WSP przeniósł się z Krakowa pełen pomysłów Radosław Wyrzykowski, syn fizyków Barbary i Romana Wyrzykowskich, weteranów Powstania Warszawskiego, wykładowców na Wydziale Matematyczno-Fizycznym rzeszowskiej uczelni. Po trzecie – w styczniu 1981 roku studenci gwałtownie wsparli strajk „Solidarności” i rolników, zakończony podpisaniem porozumień w Rzeszowie i Ustrzykach Dolnych. Przez kilka tygodni wspierali okupujących budynek byłej Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych, zorganizowali radiowęzeł, stworzyli kilka grup kolportażowych.
– To dlatego mój maluch dorobił się u rzeszowskiej bezpieki grubszego segregatora niż ja – dziwi się Jerzy Koziarz, w 1981 roku student czwartego roku historii na WSP, od stycznia w szeregach NZS. Funkcjonariusze SB byli zainteresowani jego samochodem, ponieważ sporo nim jeździł, kiedy studenci pomagali rolnikom. – Bezpieka miał plan zniszczenia „Solidarności” rolników, starano się pacyfikować organizację z pomocą agentów. Przez trzy dni i trzy noce jeździłem z informacjami po gminach, komu można ufać, z kim rozmawiać, a kto nie jest wiarygodny. Za to na strajku studenckim mieliśmy potem od rolników lepsze jedzenie niż w domu. Obiecali, iż nigdy nam pomocy nie zapomną i rzeczywiście pamiętali.
– Przy tym strajku poznaliśmy się. Działacze „Solidarności” z uznaniem patrzyli na naszą postawę, a my zrozumieliśmy, iż bez „Solidarności” pewnych rzeczy nie osiągniemy – przyznaje Marek Wójcik. A kooperacja między niezależnymi organizacjami miała ogromne znaczenie. Cały rok 1981 upłynął bowiem pod znakiem studenckich strajków. W lutym walczyli o rejestrację NZS, w marcu protestowali przeciwko pobiciu działaczy „Solidarności”, w czasie tzw. kryzysu bydgoskiego, w maju organizowali demonstracje w obronie więźniów politycznych, a od listopada do 13 grudnia 1981 roku okupowali budynek Wydziału Matematyczno-Fizycznego WSP. Jesienią studenckie strajki objęły także pozostałe rzeszowskie uczelnie.
Właśnie budynek „mat-fizu” był sercem działań w tym okresie. Tu mieściło się biuro NZS. Powstały pierwsze ulotki, czasopisma i CIA. – Pierwsze ulotki wytwarzano w sposób „ręczny”. Wiele zmieniło się po podpisaniu w lutym 1981 roku „porozumień łódzkich”. Gwarantowały one ograniczoną niezależność uczelni wyższych w sprawach naukowych i dydaktycznych, a my zyskaliśmy możliwość wydawania własnych periodyków poza cenzurą – mówi Marek Wójcik.
– Żądaliśmy dostępu do informacji, bo cenzura sprawiała, iż pewni ludzie „nie istnieli”, pewne rzeczy „nie wydarzyły się” – przypomina Wanda Tarnawska.
Umieszczenie na biuletynie napisu „do użytku wewnętrznego” lub „wewnątrzuczelnianego” zwalniało wydawców od poddawania ich ocenie Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Studenci wzięli się zatem za wydawanie gazet i z inicjatywy Radosława Wyrzykowskiego utworzyli Agencję Informacyjną „Centrum Informacji Akademickiej NZS” przy WSP. Już w marcu ukazały się dwa tytuły: „Kontrapunkt” i „Serwis Informacyjny” (od trzeciego, majowego numeru już „CIA. Centrum Informacji Akademickiej NZS”). W skład zespołów redakcyjnych weszli: Lesław Granat – odpowiedzialny za szatę graficzną, Jerzy Koziarz, Barbara Pałka, Magdalena Szurlej, Wanda Tarnawska, Andrzej Wontor, Marek Wójcik, Radosław Wyrzykowski. W pracę CIA zaangażowany był także Marek Bialic – student Filii UMCS.
– Stawialiśmy na dostęp do informacji i wolność słowa – podkreśla Wanda Tarnawska. – Publikowaliśmy poza cenzurą, wiele artykułów na tematy historyczne. Nazwa Centrum Informacji Akademickiej, a raczej jej skrót – CIA szczególnie działał na nerwy władzom. Podobne powstawały w całej Polsce.
– Do Agencji Informacyjnej zaprosił mnie Marek Wójcik. Nie czułem się dziennikarzem, ale pociągała mnie możliwość zbierania informacji, spotykania się, rozmów, wywiadów, relacji. Studenci, którzy wtedy protestowali, to byli młodzi, zbuntowani ludzie, ale często bez pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w kraju. Czasem szli w ciemno, na zasadzie „trzeba dowalić czerwonym”, bez refleksji. Z jednej strony było to świetne, ale z drugiej mogło być bardzo płytkie. Więc przekazywanie im informacji było bardzo ważne. Dostawali coś poza tym oficjalnym obiegiem, w którym królowała dezinformacja – dodaje Jerzy Koziarz. – Ponieważ byłem historykiem koledzy od razu przydzielili mi tematy związane z rocznicami, weryfikacją oficjalnych przekazów historycznych. Historia była ważnym elementem propagandy. Ten kierunek na WSP był pod szczególnym nadzorem kierownictwa partyjnego. Stąd wychodzili nauczyciele, którzy mieli przekazywać uczniom określone treści. A my postanowiliśmy wydać numer poświęcony zbrodni NKWD na polskich oficerach w Katyniu. Wykorzystaliśmy od tego ilustracje z niemieckiej broszury z 1943 roku, która przechowywana była w rodzinie Wandy Tarnawskiej. To były zdjęcia masowych grobów, z prac komisji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Bardzo dobrze to wyszło.
– Korzystanie z uczelnianej poligrafii konsekwentnie nam utrudniano – stwierdza Marek Wójcik. – Choć pierwszy numer naszego pisma studenckiego „Kontrapunkt” wydrukowany został w marcu 1981 roku na WSP, było oczywiste, iż planowanego na kwiecień numeru specjalnego o zbrodni katyńskiej na uczelni nie uda się wydrukować. Wtedy zaczęliśmy korzystać z poligrafii regionalnej „Solidarności”. Również tam został wydrukowany plakat autorstwa Leszka Granata, z informacją o mszy świętej za pomordowanych w Katyniu. Kiedy wieszaliśmy plakaty na szybach sklepowych i w autobusach MPK, ludzie byli wzruszeni, wręcz płakali. Błagali, aby dać im choć jeden na pamiątkę. Takie momenty głęboko zapisały się w mojej pamięci. Do dziś czuję się wzruszony gdy o nich myślę. Naszą działalność wydawniczą oparliśmy o możliwości poligraficzne „Solidarności”, jednocześnie mając świadomość, iż są inne, szybsze formy przekazu. Poza tym, ulotką czy plakatem docieraliśmy na ograniczonym terenie. Stąd pomysł stworzenia Centrum Informacji Akademickiej o zasięgu ogólnopolskim i wykorzystania teleksu do wysyłania wiadomości tekstowych.
Teleks działał w oparciu o sieć telegraficzną i wymagał posiadania przez strony, które się komunikowały tzw. dalekopisów. Przy pomocy klawiatury, przypominającej tę z maszyny do pisania, przenosiło się treść na specjalną taśmę. Podziurkowana znakami alfanumerycznymi i odczytana dzięki temu przez urządzenie, była przesyłana i drukowana przez dalekopis odbiorcy. Wiele zależało od dostępu do teleksu. Niestety, inne organizacje uczelniane NZS nie były tak dobrze wyposażone jak NZS WSP w Rzeszowie. We wrześniu 1981 roku pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Telekomunikacji zainstalowali w siedzibie NZS trzy dalekopisy. Wcześniej studenci korzystali z uczelnianego teleksu, do którego dostęp był utrudniony. – Wiedzieliśmy, iż możemy sprawniej niż dotychczas przekazywać informacje na temat podejmowanych akcji, czy strajków niż inni, dlatego mieliśmy ambicje, by stać się centrum o zasięgu ogólnopolskim.
We wrześniu i październiku 1981 roku rzeszowscy studenci, praktycznie bez przerwy przekazywali relacje z obrad I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w Gdańsku. Informacje rozsyłali nie tylko do uczelni, ale również do zakładów pracy. Jeszcze na fali tych wydarzeń 17 października 1981 roku w Rzeszowie zorganizowano krajowy zjazd biur informacyjnych NZS. Jego celem była koordynacja działań i stworzenie sprawnie funkcjonującej ogólnopolskiej sieci. Przyjechało ok. 30 delegatów z takich ośrodków akademickich jak: Warszawa, Wrocław, Kraków, Łódź, Gdańsk, Szczecin, Lublin, Białystok, Katowice, Gliwice. Rzeszowskie CIA zaproponowało utworzenie przy WSP Centralnego Ośrodka Informacyjnego. Do jego obowiązków należałoby zbieranie informacji z ośrodków akademickich, redagowanie na ich podstawie biuletynu i rozsyłanie go teleksem do biur informacyjnych NZS. Decyzję jednak odłożono na kolejny zjazd w grudniu. Niestety, stan wojenny uniemożliwił jego organizację.
– Dziś trudno przesądzić, czy w Rzeszowie powstałby Centralny Ośrodek Informacyjny NZS – zastanawia się Marek Wójcik. – Koledzy z dużych ośrodków akademickich patrzyli na nas przecież z pewnym pobłażaniem. Jednak Krajowa Komisja Koordynacyjna NZS w Warszawie zgodziła się, iż potrzebne jest takie centrum, w którym będą pracowali ludzie poświęcający swój czas pasji, przekładającej się na szybki obieg informacji. Większe i prężniejsze ośrodki akademickie, zwolnione z takiego obowiązku mogłyby skuteczniej działać na innych polach, walczyć o poszerzenie strefy wolności, czy też wydawać wartościowe publikacje, do czego nam po prostu brakowało ludzi, także wśród pracowników naukowych. Środowisko to było nam zdecydowanie niechętne.
NZS nie był organizacją masową. W czerwcu 1981 roku wielu z dotychczasowych działaczy zakończyło studia i przestało być członkami Zrzeszenia, a nowy nabór adekwatnie się nie odbył. Po wakacjach studenci weszli wprost w atmosferę strajkową, a w grudniu wprowadzono stan wojenny. – Przez te dwa i pół miesiąca angażowały nas bieżące problemy, będące wynikiem sytuacji w Polsce. Zabrakło nam czasu w starania o przyciągnięcie do Zrzeszenia nowych osób. – przyznaje Marek Wójcik. – Po kryzysie bydgoskim i odwołaniu przez „Solidarność” zapowiedzianego na 31 marca 1981 roku strajku generalnego, władze „złapały oddech” i przeszły do ofensywy. Dzisiaj, uczestnicy tamtych wydarzeń różnie o nich mówią. Tylko dla niewielu z nich był to wybór pomiędzy niepodległością a podległością. Dla wielu jednak perspektywa życia w kraju niepodległym, była wówczas czymś abstrakcyjnym. Dominował plan stopniowego poszerzania ograniczonej wolności.
W „CIA” publikowano relacje z bieżących wydarzeń, w tym także informacje dostarczane przez „Solidarność”, postulaty studentów oraz polemiki z tekstami publikowanymi w oficjalnej prasie. Przed 13 grudnia 1981 roku nie było potrzeby posiłkowania się rozgłośniami jak Radio Wolna Europa, BBC Londyn, Radio France Internationale czy Głos Ameryki. Z nich na szerszą skalę korzystano w stanie wojennym, kiedy przekazywanie informacji było utrudnione. Z jednej strony panowała wolność słowa, ale z drugiej w biuletynach informacyjnych obowiązywała pewna ostrożność. – Chodziło o to by nie ujawniać źródła informacji. – tłumaczy Wójcik. – Przecież nie mogliśmy napisać wprost: „Jesteśmy pod butem sowieckim”. Mieliśmy świadomość tych ograniczeń i staraliśmy się działać tak, aby nie narażać naszych ludzi na groźne represje.
Co zrozumiałe, Centrum Informacji Akademickiej NZS znalazło się w zainteresowaniu Służby Bezpieczeństwa we wrześniu 1981 roku. W biuletynie podano za „Biurem Informacyjnym Regionu Pojezierze” informację o możliwych na tym terenie zatrzymaniach działaczy „Solidarności”. Od tego momentu SB prowadziła „bieżącą kontrolę operacyjną informacji”. Władzy nie spodobał się także jeden z numerów październikowych, w którym opublikowano życzenia radzieckich więźniów politycznych odbywających długoletnie kary w obozie pracy skierowane do polskiej „Solidarności”. Starano się ustalić źródło tej informacji. Najbardziej jednak bezpiece naraził się Marek Bialic. Wykonał on w maju 1981 roku w okolicy Jarosławia, zdjęcie żołnierza radzieckiego. Fotografię wywieszono w gablotach NZS WSP w Rzeszowie, przekazano „Solidarności” rzeszowskiej, gdańskiej i z Mazowsza. Opublikowano je również w czasopiśmie „Z Dołu” wydawanym przez MKR „Solidarność”. Przez wiele miesięcy prowadzono dochodzenie w tej sprawie. Bialic był podejrzany o przekazywanie informacji o ruchach wojsk radzieckich „wrogiemu ośrodkowi”.
Ze wszystkich „Biuletynów Informacyjnych CIA NZS WSP Rzeszów” największy rozgłos zyskał ostatni numer, wydrukowany tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, 8 grudnia 1981 roku (łącznie ukazało się 21 numerów). Opublikowano w nim fotoreportaż z pacyfikacji Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa, do której doszło 2 grudnia 1981 roku. Do Warszawy pojechali wtedy Jerzy Koziarz, Jacek Janiga i Monika Kowalska. – To był temat, który przysporzył mi „chwały” – zainteresowałem choćby funkcjonariuszy z komendy przy ul. Dąbrowskiego – żartuje Jerzy Koziarz. To on poddał pomysł wyprawy na wieść, iż w WOSP coś się dzieje. Od nocy 24/25 listopada podchorążowie okupowali budynek uczelni, nie zgadzając się na podporządkowanie szkoły zapisom ustawy o wyższym szkolnictwie wojskowym, co pozwoliłoby władzom kierować studentów do tłumienia społecznych protestów. – Była dyskusja, czy warto jechać na ten strajk. Ale miałem jakieś przeczucie. Czas pokazał, iż stały się tam rzeczy ważne. Pacyfikacja pokazała również, co może się dziać w przyszłości. I zaczęło przecież niespełna dwa tygodnie później wraz ze stanem wojennym.
Pojechali maluchem. – Monika miała małego fiata 126p, na rejestracjach warszawskich, co dawało pewne bezpieczeństwo – wspomina Jerzy Koziarz. – Dotarliśmy na miejsce 2 grudnia. Auto na szczęście zostawiliśmy kilka przecznic wcześniej. Byliśmy przerażeni widokiem szturmujących szkołę oficerską zomowców. Naprzeciwko uczelni stało kilka kamienic. Biegaliśmy od mieszkania do mieszkania pytając o zgodę na wykonanie zdjęć. I wreszcie dwie starsze panie zaprosiły nas do środka. Dały nam pić, dały nam jeść i udostępniły balkon z widokiem na budynek szkoły i jej otoczenie. Ustawiliśmy na nim kwiatki. I tak zamaskowani obserwowaliśmy sytuację. Po raz pierwszy byłem bezpośrednim świadkiem takiego brutalnego ataku. Nad uczelnią dwa śmigłowce, antyterroryści opuszczający się na dach. Akcja wstrząsnęła ludźmi. Coś podobnego przeżyłem zresztą niedługo potem, 13 grudnia, w budynku Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademii Sztuk Pięknych), gdzie byłem na zjeździe delegatów uczelni, które jeszcze strajkowały. Jedną stroną wyprowadzili nas związkowcy MPK, a drugą szturmowało ZOMO, podjechały czołgi. Wracając do 2 grudnia, w Warszawie powstał niezły zestaw zdjęć. W nocy wróciliśmy do Rzeszowa. Od razu zabraliśmy się za przygotowywanie biuletynu. W nocy napisałem tekst.
Ten ostatni numer był obszerniejszy od poprzednich (zamiast czterech stron – sześć). Reportaż nosił tytuł „Węzeł gordyjski”. – Za jedno z tamtych zdjęć bezpieka straszyła mnie sądem, za zniesławienie funkcjonariusza. A tam był tylko podpis „Granatowy cień socjalizmu” i bardzo zbójecka twarz. Przesłuchiwany uprzejmie się dziwiłem, cóż obraźliwego jest w moim podpisie – wspomina Jerzy Koziarz. – I to był mój ostatni materiał dla Centrum Informacji Akademickiej.
Z powodu działalności w NZS i CIA studentów spotkały represje i szykany. W stanie wojennym Radosław Wyrzykowski, Marek Wójcik, Marek Bialic, zostali internowani. Przesiedzieli w więzieniu wiele miesięcy. Skreślono ich z listy studentów i uniemożliwiano podjęcie pracy. Wyrzykowski, wraz z żoną Barbarą Pałką w 1983 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Marek Wójcik, który jako jeden z najlepszych studentów planował rozpoczęcie stażu na uczelni, studiów nie ukończył. Ich kontynuacja w 1984 roku na Uniwersytecie Wrocławskim została udaremniona przez bezpiekę. Marek Bialic w 1985 roku wyemigrował do Kanady.
– Na zajęciach partyjni wykładowcy urządzali seanse nienawiści, przedstawiali jakieś fikcyjne listy proskrypcyjne NZS, na których byli pracownicy uczelni do odstrzału lub wywiezienia – wspomina Jerzy Koziarz. Czy zatem było warto? – To były wspaniałe czasy. Mówię tak nie tylko z sentymentu dla młodości. Wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze. Mieliśmy entuzjazm, zaufanie do siebie. Nie obciążeni świadomością, kto z kolegów donosi. Wtedy nie myśleliśmy o tajnych współpracownikach, ale cieszyliśmy się, iż byli ludzie gotowi rzucić wszystko i pojechać gdzieś dla sprawy, pomóc komuś. Nikt nie pytał, za ile. Dziś to rzadkość. Miałem świadomość, iż może nastąpić przełom. W czasie rozmów z młodszymi kolegami przypominałem 1918 rok i wiarę młodych ludzi w niepodległość po ponad 100 latach zaborów. A nas próbowano przekonać, iż mamy już pewien stopień wolności, bo można dowcipy o milicjantach opowiadać. Starsi dopasowywali się do tego modelu. Ale młodzi, studenci pierwszych lat studiów, chcieli zmiany, chcieli prawdy.
Marek Wójcik pamięta, jak nastroje panujące w tamtym czasie wśród studentów NZS, opisał Jan Łopuski ps. „Mariusz”, żołnierz Armii Krajowej, profesor nauk prawnych, wybitny specjalista prawa morskiego,. Goszcząc w Rzeszowie w 1986 roku, na II Katolickim Tygodniu Historycznym Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej, wspominał, iż kiedy zobaczył studentów strajkujących w 1981 roku, ich zaangażowanie, spojrzenia pełne pasji i nadziei, przypomnieli mu się jego rówieśnicy z Akcji „Burza”. – Myślę, iż ten czas pomiędzy porozumieniami sierpniowymi a stanem wojennym był na uczelniach rzeczywiście takim refleksem ducha tamtych młodych z 1944 roku, pamiętając oczywiście o proporcjach – zastrzega Wójcik. – Nasze czasy nie wymagały, na szczęście, takiego bohaterstwa jak pokolenia Kolumbów, ale próbowaliśmy zachować się przyzwoicie. I myślę, iż się udało.
Bibliografia:
M. Gliwa, Powstanie i działalność Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Rzeszowie 1980-1989 [w:] Od ostatnich Leśnych do Solidarności. Z dziejów opozycji politycznej i oporu społecznego w Polsce południowo-wschodniej (1956-1989), red. M. Gliwa, M. Krzysztofiński, Rzeszów 2014.
T. Paulukiewicz Wolne myśli, wolne słowa [w:] Pokolenie’80. Polityczny protest? Artystyczna kontestacja? Niezależna twórczość młodych w latach 1980-89. Wystawa i katalog według koncepcji Tadeusza Boruty, Rzeszów 2012





