Europejska fala niepokojów

1 miesiąc temu

Belfast, Bruksela, Belgrad, Tirana oraz inne miasta albańskie, strajki we Włoszech, zamieszki w Paryżu po finałowym meczu Ligi Mistrzów (drużyna z Paryża po raz drugi z rzędu wywalczyła to trofeum), starcia z policją w Genewie to podsumowanie klimatu, jaki panuje w wielu miastach Europy w końcu maja i w czerwcu 2026 r. Geneza tych niepokojów, często przeradzających się w uliczne wojny ze służbami porządkowymi, które coraz brutalniej tłumią te wystąpienia, jest różna. Efektem są podpalane samochody, wybite szyby wystawowe, niszczona infrastruktura miejska. Ale te wydarzenia tylko tak są widziane z zewnątrz, z pozycji nadwiślańskich mediów „głównego ścieku”. One chcą karmić konsumentów swoimi teflonowymi, bezrefleksyjnymi newsami wyłącznie pokazującymi zniszczenia, agresję, nienawiść i przemoc, jakie towarzyszą owym zajściom. Uważam jednak, iż pozostało jeden, pomijany celowo, aspekt który je łączy. To rosnąca społeczna atmosfera w całej Europie, niosąca sobą ładunek buntu, sprzeciwu, gniewu i furii niszczenia, która przy byle okazji, eksploduje.

Demokratyczne elity z przedrostkiem liberalne porzuciły bowiem, i społeczeństwa tak postrzegają, rzetelną i autentyczną debatę z ludźmi o ważnych dla nich sprawach. Nie ile jest płci, czy ma się określać (jak jest do tej pory) płeć dziecka podczas rozmowy, czy jest uczeń i uczennica czy osoba uczniowska, czy kultura woke jest cool czy passe itd. itp. Akt wyborczy sprowadzono do wrzucenia kartki do urny, a potem wyborcy mają iść do domu i zająć się swoimi sprawami nie przeszkadzając politykom załatwiać ich, społecznie nie istotne, interesy. Rzeczywistość jest taka jak ją widzą ludzie, społeczeństwa, wyborcy a a nie taka, jak prezentują mainstreamowe media i zaklinający rzeczywistość polityczne elity. Ludzie czują się po prostu oszukani, gdyż zmieniające się ekipy rządowe de facto realizują te same programy tylko z innymi, retorycznymi ozdobnikami. A przecież wiemy, i jest to kanon demokracji parlamentarnej, iż „Vox populi, vox Dei”. Już filozof i teolog Alkuin w VIII w. użył tej frazy w liście do Karola Wielkiego przestrzegając go przed lekceważeniem głosu ludu chrześcijańskiego.

To jest zjawisko bezsilnego buntu, który niszczy wszystko, gdyż społeczeństwa nie mogą nic zmienić, choć ponoć są suwerenem i wybierają władzę A jak im wmówiono, system parlamentarnej demokracji w europejskim wydaniu jest najlepszym i wyjątkowym w swej doskonałości. I dlatego te zjawiska są czerwoną kartką, daną rządzącym politykom wszystkich kolorów i barw, operując futbolową nomenklaturą. Tym samym daną całemu systemowi. Systemowi, który opiera swą istotę na relacji czysto handlowej: kupno – sprzedaż – zysk. Gdzie wszystko i wszystkich można kupić, a kwestią jest wyłącznie cena. Wbrew bombastycznym zapewnieniom o tzw. wartościach, o demokracji i transparentności, o człowieku, który jest ponoć „miarą Wszechrzeczy”, o przywiązaniu współczesnego mainstreamu do ochrony przyrody i Ziemi jako wspólnego dobra, esencją systemu pozostaje wyłącznie zysk. Im większy, tym zawsze lepiej. To jest kolejna lekcja dla może i szlachetnych w istocie, choć naiwnych, „uśmiechniętych” aktywistów zalecających na systemowe bolączki coś co można nazwać terapią gangreny paracetamolem. I alienacja narasta materializując się właśnie takimi wydarzeniami.

Na razie nie zaobserwowano autentycznych, nie pozornych i realizowanych niejako odgórnie, prób antysystemowej samoorganizacji zbuntowanych. Istotę tej furii i namiętności buzujących w społeczeństwach, które chcą przy byle okazji burzyć to, co jest, ich zdaniem, genezą nieuświadomionego do końca ich wykluczenia i poczucia krzywdy, egzemplifikuje sentencja, stanowiąca motto książki Jeana Zieglera, niedawno zmarłego szwajcarskiego socjologa, polityka i dyplomaty, intelektualisty, zdeklarowanego i radykalnego zwolennika lewicy, pt. 'Kapitalizm tłumaczony mojej wnuczce w nadziei, iż zobaczy jego koniec”. Mówi ona iż współczesna „Władza sprawowana przez oligarchów zglobalizowanego kapitału finansowego jest dziś rzeczywistą siłą rządzącą światem. Dla coraz większej liczby ludzi jest to przeszkoda do szczęścia. Obowiązkiem wszystkich jest więc zbuntować się przeciwko tej sile i jej władzę obalić”.

W polskich mediach „głównego ścieku” takie stwierdzenie byłoby uznane za herezję i obłożone dozgonną anatemą, a autor potępiony na zawsze, zaś sprawa trafiłaby do IPN-u jako ”zbrodnia komunistyczna” lub propagowanie obalenia ustroju III RP siłą. No cóż, Szwajcaria chyba jeszcze nie dorosła do standardów post-solidarnościowej Polski III dekady XXI wieku.

Idź do oryginalnego materiału