Ewentualna interwencja lądowa w Iranie

9 godzin temu

Coraz głośniej rozlegają się głosy, nie tylko z kręgów jastrzębi izraelskich ale i ze środowisk amerykańskich wojskowych bliskich ewengelikanom i ich wizjom rzeczywistości, o przeniesieniu działań zbrojnych na tereny Iranu w formie interwencji lądowej. Zwolennicy tego rozwiązania szermują, co jest klasycznym argumentem tych środowisk, potrzebą spełnienia biblijnego proroctwa zarówno judaistycznego jak i chrześcijańskiego odnośnie Armagedonu. Czyli wojny Dobra ze Złem. Owym wcielonym złem jest tu Iran, ale w podtekstach wybrzmiewają slogany antyislamskie. Iran jest już, oprócz Turcji (członka NATO i drugiej armii w tym aliansie) przedostatnią zaporą przed utworzeniem Erec Israel (Wielkiego Izraela, zapowiadanego w Starym Testamencie, Księga Rodzaju 15-18,21) darowanego przez Jahwe Abrahamowi od rozciągającego się Rzeki Egipskiej (czyli Nilu) po rzekę Eufrat wraz z zamieszkującymi ten obszar autochtonicznymi, nie izraelskimi ludami i plemionami. O tym mówili ostatnio zarówno ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee jak i były premier państwa żydowskiego Naftali Bennett. Ta idea nie jest obca również rządowi „Bibi” Netanjahu zależnego od skrajnych syjonistyczno-judaistycznych partii i organizacji religijnych. To jest niesłychanie niebezpieczne, gdyż przenosi konflikt do sfery wojny międzycywilizacyjnej i religijnej (choć źródła są jak najbardziej ziemskie i doczesne). Tym samym zaprzeczając tezie Carla von Clausewitza o wojnie jako kontynuacji polityki, przenosząc ją w sferę metafizyki i religijnej krucjaty.

Interwencja lądowa, jak uzasadniają wspomniane głosy, miałaby się odbyć jednocześnie w trzech regionach Iranu. Po pierwsze chodzi o odblokowanie cieśniny Ormuz. I musiałoby się ono rozpocząć od opanowanie obszarów na północnym wybrzeżu cieśniny. Podjęcie się tego zadania – desant przez wody cieśniny – spadłby na Zjednoczony Emiraty Arabskich. Kraju arabskiego pozostającego w najbliższych relacjach z Izraelem. Trudno na razie prorokować, czy będą to siły emiratów, czy wynajęci i opłaceni przez Waszyngton najemnicy (np. z Arabii Saudyjskiej czy Kurdystanu Irackiego).

Jednak głównym zadaniem operacji jest wszczęcie wewnętrznych, rozsadzających od środka Republikę Islamską Iranu, zamieszek i rebelii. Iran ma skomplikowaną strukturę narodowościową. Z 93 mln populacji Persowie stanowią 62 %, Azerowie 14-16 %, Kurdowie 9-10 %, Beludżowie – ok. 2 %. Duże nadzieje Waszyngton pokłada w Kurdach, zwłaszcza tych zamieszkałych po irackiej i irańskiej stronie granicy (to zachodnia część Iranu). Próbuje się przekonać klany kurdyjskie do rozpoczęcia działań zbrojnych na terytorium Iranu z żądaniami samostanowienia, a potem poprzez wsparcie z Kurdystanu Irackiego podsycać rebelię na kształt tego co miało miejsce z Kosowem i Albanią. Wsparcie zapewniłoby lotnictwo amerykańskie i izraelskie, a dodatkowo można by zwerbować i przerzucić resztki al Kaidy jakie pozostały w Syrii pod parasolem rządu al-Golaniego. Jest tu jeden szkopuł: Turcja i jej stanowisko wobec problemu kurdyjskiego. Ankara i Erdoğan absolutnie na takie rozwiązanie nie będą patrzeć ze spokojem bojąc się we wsch. Turcji napięcia i niepokojów. Tu bowiem leży główny obszar potencjalnego państwa Kurdów więc trudno się dziwić obawom Ankary. Turcja już przerzuca na granicę z Iranem i irackim Kurdystanem wojska i sprzęt.

Z kolei północny Iran graniczący z Azerbejdżanem, to rejon zamieszkały przez mniejszość azerską. Ponieważ Baku ściśle od kilku lat współpracuje z Tel Awiwem, zwłaszcza w przedmiocie wymiany sprzętu i myśli wojskowej, a na terenie Azerbejdżanu znajdują się placówki Mossadu, skąd dokonywano infiltracji i dywersji na terenie Iranu, taki rozwój sytuacji jest ze wszech miar możliwy. I to poprzez mniejszość azerską w Iranie (mającą zażądać korekty granicy i połączenie z krajem macierzystym), jak i choćby wkroczenie bezpośrednie wojsk azerskich do Iranu. Znaczne zaostrzenie relacji Teheran – Baku ma aktualnie miejsce po ataku dronów irańskich na lotnisko w Nachiczewaniu. Baku odwołało ambasadora z Teheranu i domaga się szczegółowych wyjaśnień.

Obecność spec. służb i doradców wojskowych oraz bliska kooperacja z Izraelem rządu Alijewa rzutuje na pamięć Irańczyków odnośnie do końca nie wyjaśnionej śmierci ich poprzedniego prezydenta Ebrahima Raisiego (19.05.2025). Zginął on w katastrofie śmigłowca którym powracał z Azerbejdżanu do Teheranu na granicy obu państw, w górskiej części pogranicza. Znając „długie ręce” Mossadu wielu analityków i komentatorów, nie tylko w Iranie, snuło podejrzenia o zamach ze strony tych służb.

Pozostaje jeszcze wschodni Iran tzw. Beludżystan przecięty granicą z Pakistanem. Beludżowie od wielu lat prowadzą walkę zarówno z Teheranem jak i Islamabadem domagając się niezawisłości. Co rusz dochodzi do zamachów, głównie po pakistańskiej stronie regionu. Oba islamskie kraje współpracują w tej mierze wobec tych zagrożeń więc jakiekolwiek działania w tej przestrzeni, by skierować Beludżów przeciwko Iranowi, i ich żądania suwerenności, spotkają się z przeciwdziałaniem Pakistanu obawiającego się syndromu bumerangu na swoim terytorium. A Waszyngton nie chce aktualnie antagonizować stosunków z Islamabadem gdyż zależy mu na szachowaniu Afganistanu jak i minimalizowaniu wpływów chińskich.

Tak by pokrótce przedstawiała się sytuacja w przededniu ewentualnej lądowej interwencji w Iranie. Oczywiście są jeszcze możliwe różne epizodyczne koalicje czy alianse, ale jak historia Bliskiego Wschodu mówi najbardziej poszkodowanymi, porzucanymi wielokrotnie mimo zbrojnych wysiłków i zaangażowania byli Kurdowie. Podział i rywalizacja kurdyjskich klanów nie sprzyjają jednolitemu frontowi, co jest też przyczyną brak kurdyjskiej państwowości a jednocześnie sprzyja wykorzystywaniu ich w interesach możnych na Bliskim Wschodzie. Podobnie ma się sytuacja – system plemienny – wśród Beludżów.

Idź do oryginalnego materiału