Polski Sejm przyjął w piątek 13 lutego ustawę o SAFE (Security Action for Europe), dając tym samym zielone światło na otwarcie linii kredytowej opiewającej na kwotę ponad 180 mld zł, spłacanej przez okres 45 lat z karencją w spłacie wynoszącą 10 lat. Wszystkie te środki mają zostać przeznaczone na zbrojenia.
Polscy posłowie podzielili się w tej sprawie na dwa, mniej więcej równe obozy; 236 posłów z KO, PSL, Lewicy, Polski 2050 i Razem poparło ustawę, 199 posłów z PiS i Konfederacji głosowało za jej odrzuceniem.
Weekend minął zatem pod znakiem rytualnej i mocno przewidywalnej naparzanki zwaśnionych obozów, w której zarzucano sobie brak patriotyzmu, działanie wbrew polskiej racji stanu, a choćby zdradę.
Najważniejsze jednak, iż argumenty podnoszone przez przeciwników unijnego zbrojeniowego kredytu oddziałują obok istoty problemu.
Część komentatorów chce w tym sporze dostrzegać pęknięcie sceny politycznej na zwolenników utrzymania współpracy militarnej z USA, w tym obozie widząc PiS i Konfederację, oraz budowy nowego bloku “obronnego” w ramach Unii Europejskiej, czy szerzej Europy – wszak Wielka Brytania miałaby być istotnym jego komponentem. O ile taka interpretacja może na pewnym poziomie ogólności jawić się jako słuszna, to ma ona wyłącznie charakter ćwiczenia z wyobraźni geopolitycznej, teoretycznej wprawki nijak nie wpływającej na podjęcie tematu owego kredytu z perspektywy krytycznej myśli emancypacyjnej.
W mediach głównego nurtu trafiamy raczej na argumenty zwolenników i przeciwników SAFE, które dotyczą spraw technicznych programu.
W tej narracji najważniejsze zdaje się być to, czy pieniądze na zbrojenia można pozyskać taniej. Strona rządowa sugeruje, iż nie. Wszak Bank Gospodarstwa Krajowego będący emitentem obligacji, wypuszcza na rynek papiery dłużne, które przy dziesięcioletnim okresie spłaty są oprocentowane powyżej czterech oczek, natomiast wg ministra Domańskiego trzy procentowe oprocentowanie obligacji dotyczy tych, których okres spłaty jest nie dłuższy niż pięć lat. Opozycja argumentuje, iż pod koniec 2025 BGK emitował obligacje oprocentowane na trzy procent, podczas gdy faktyczne oprocentowanie kredytu z SAFE nie jest zawarte w żadnym dokumencie i może realnie wynieść choćby cztery procent. Co więcej kredyt jest zaciągany w bądź co bądź obcej dla Polski walucie (euro) i jako taki może podlegać wahaniom kursowym.
Druga linia sporu dotyczy roli polskiego przemysłu w programie. Pytanie dotyczy tego jaki procent inwestycji będzie realizowany przez polski kapitał. Prawicowo liberalny obóz rządowy utrzymuje, iż udział polskiego kapitału w programie nie będzie mniejszy niż osiemdziesiąt procent, podczas gdy prawicowo konserwatywna opozycja domaga się listy podmiotów realizujących zadania produkcyjne, które otrzymają środki z SAFE, oraz dowodzi, iż w samym programie nie jest zdefiniowany beneficjent, będący polskim podmiotem. Ważne jest tu klasyczne pytanie, czy przedsiębiorstwo produkujące w Polsce, mające siedzibę w Polsce, jednak zagraniczny kapitał akumuluje rentę z produkcji jest przedsiębiorstwem rodzimym czy nie? Czy Rheinmetall Polska to polska firma, czy niemiecka?
Uwagę oponentów z dwóch stron polskiej prawicy ogniskuje też problem, iż część dużych gospodarek unijnych (Niemcy, Szwecja) nie przystępuje do SAFE podczas gdy Polska jest największym kredytobiorcą w całym programie pożyczając blisko jedną trzecią całej jego wartości (44 mld EU ze 150 mld). Strona rządowa upiera się, iż jest to spowodowane dostępnością tych gospodarek do tańszego pieniądza poprzez emisję własnych obligacji. Opozycja dostrzega w tym jednak mechanizm, w którym gospodarki posiadające własny rozwinięty przemysł zbrojeniowy nie potrzebują kredytu, ponieważ zarobią na samym programie co pozwoli im reinwestować zysk netto we własną produkcję militarną. W tym rozumowaniu kraje takie jak Niemcy czy Szwecja zaciągając kredyt z SAFE postąpiły by nielogicznie i nieekonomicznie ponieważ zwyczajnie podzieliły by się z Polską czy Rumunią kosztami kredytu, z którego kapitał trafi i tak do ich gospodarki.
Jak widać po tym pospiesznym przeglądzie stanowisk nie ma tu argumentacji uderzającej w sedno programu.
Pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać brzmi:
Czy Program SAFE, a więc wydanie blisko 200 mld zł na zbrojenia jest programem potrzebnym? Jakie cele dzięki niemu mają zostać zrealizowane? W jaki sposób jego założenia wpłyną na codzienne życie klasy pracującej w Polsce.
W 2015 roku staraniem prezydenta Bronisława Komorowskiego polski budżet na zbrojenia po raz pierwszy przekroczył 2% PKB. Zwolennicy, tak dużych na ówczesne realia wydatków na wojsko argumentowali, iż są one konieczne ze względu na sytuację wokół Krymu, Donbasu i Ługańska. We wspomnianym 2015 roku wydatki budżetowe na wojsko były circa dwukrotnie niższe niż wydatki na ochronę zdrowia. Były to czasy, w których lewica domagała się, by wydatki na służbę zdrowia zwiększyć do około 6 procent PKB. Po dekadzie takiej polityki znajdujemy się w sytuacji, w której wydatki na ochronę zdrowia mamy najniższe w UE (6,5% przy unijnej średniej około 12%) i rekordowo wysokie wydatki na zbrojenia. W 2025 roku było to już 4,8% PKB.
Wszystko to zgodne z doktryną odstraszania.
Doktryną, która każe nam wierzyć i wiarę tą w całej swojej zbiorowości traktujemy jako aksjomat, iż zwiększone wydatki na zbrojenia działają odstraszająco na potencjalnego przeciwnika.
Co interesujące w tym samym mniej więcej czasie w lawinowym tempie wzrastały wydatki na zbrojenia Ukrainy. Kolejne rządy w Kijowie po wydarzeniach z 2014 roku robiły wszystko, by odstraszyć Rosję; wydawały coraz to większe środki na zbrojenia, reanimowały toksyczny nacjonalizm czyniąc z niego niezbywalną część ukraińskiej tożsamości, utrudniały codzienne życie mniejszościom etnicznym i osobom rosyjskojęzycznym.
W przypadku Ukrainy doktryna odstraszania zawiodła, jest to jednak mała część większego obrazka. Dziś już wiemy, iż wiara w odstraszanie będąca częścią wyobrażonego ładu bezpieczeństwa zawiodła na całej linii.
Coraz większe zbrojenia nie odstraszają – one powodują symetryczną reakcję bloku antagonisty. To właśnie dzięki doktrynie odstraszania jesteśmy za pięć dwunasta globalnej wojny; wojny, która może przenieść nas szybciej niż myślimy do rzeczywistości znanej nam z Mad Maxa.
Skoro wydatki na zbrojenia nie oddalają nas a zbliżają do globalnego konfliktu, to pytanie o ich koszty wydaje się bez sensu. Po co ponosić koszty czegoś co a priori ale i a posteriori jest szkodliwe.
Jednak dla domknięcia klamrą wywodu odpowiem też na nie.
Na początku tekstu wskazałem na wątek ceny kredytu, a więc ceny pieniądza, wątek karencji w spłacie i samego długiego terminu spłaty. Są to zagadnienia, które tylko z pozoru wydają się teoretyzowaniem i buchalterią. Warto zdać sobie sprawę, iż środki z SAFE to mniej więcej równowartość budżetu na zbrojenia Hiszpanii. Zatem w latach 2026/27 Polska wyda na “obronność” nie 5% swojego PKB, a dużo więcej. Część tych wydatków będzie pokryta przez kredyt w obcej walucie, spłacany do 2070 roku.
Właśnie dziś warto uzmysłowić sobie i przyjąć za oczywistość, iż konieczność spłaty tego kredytu będzie doskonałym usprawiedliwieniem dla kolejnych rządów przez najbliższe pół wieku (SIC!!!), aby te rządy nie podejmowały żadnych ambitnych programów w polityce społecznej, w ochronie zdrowia, edukacji, szkolnictwie wyższym etc.
Jeśli dziś Polska emituje obligacje oprocentowane na 4 procent, to tak długie obciążenie kredytowe zawarte w obcej walucie sprawi, iż pozyskiwanie z papierów dłużnych taniego pieniądza będzie choćby dla potencjalnych socjaldemokratycznych rządów w Warszawie adekwatnie niemożliwe.
Reasumując.
Jedynym efektem programu SAFE będzie eskalacja konfliktu i cięcia, więc pauperyzacja. Czy jeszcze można ten proces powstrzymać?
W ostatniej scenie filmu Oppenheimer Christophera Nolana twórca bomby atomowej spotyka się z Albertem Einsteinem nad pięknym, parkowym stawem w Princeton, gdzie twórca teorii względności jest emerytowanym profesorem. Scena bardzo malownicza trochę jak z austriackiego landszaftu.
Oppenheimer przypomina genialnemu fizykowi ich rozmowę sprzed lat w praktycznie tym samym miejscu, w której pytał czy w efekcie eksperymentu Trynity na pustyni w Nowym Meksyku, nie zostanie uruchomiona reakcja łańcuchowa, która zniweczy życie na ziemi. Einstein żartuje, iż zwolennik kwantowego probabilizmu przyszedł po pewność, a do Oppenheimera dociera, iż bomba atomowa wywołała reakcję łańcuchową, jednak nie w świecie subatomowym, a w rzeczywistości globalnej, w której potęgi militarne dążą do atomowej supremacji.
Nie jestem zwolennikiem probabilizmu, nie tylko kwantowego, dlatego sprawę widzę jasno. Skutki kredytu z programu SAFE będą dla polskiego społeczeństwa opłakane.

1 dzień temu





