Liberalizm i faszyzm – zastanawiające podobieństwa

5 godzin temu

Rok 1599 jest znamienny w historii globalnego systemu kapitalistycznego. W tym właśnie roku, 24 września, powołano do życia Brytyjską Kompanię Wschodnioindyjską. Po dziś dzień ten twór kojarzy się jak najgorzej w historii ludzkości. Zastosowany wtedy swobodny obrót udziałami w firmach pozwolił prywatnym korporacjom urosnąć tak, iż stały się dziś strukturami potężniejszymi od państw narodowych. O ludziach czy społeczeństwach nie wspominając. Liberałowie z charakterystyczną dla siebie hipokryzją wychwalali zawsze trud uczciwych obywateli, powołując się na szewców, krawców, innych rzemieślników, drobnych przedsiębiorców czy wytwórców. Jednak de facto brali zawsze w obronę najgorszych wrogów tzw. wolnego rynku: właśnie takie korporacje jak owa Kompania. One nigdy nie zauważały co to jest zbiorowość, czym charakteryzuje się ludzka wspólnota, za nic mają poczucie moralności, empatii, dyktując bezwzględnie ceny, pożerając konkurentów, przekupując polityków, depcząc słabych i tych, co w jakikolwiek sposób stoją na ich drodze.

Kultowe kanony liberalizmu: wolność i prawa człowieka, współcześni liberałowie (zwani niekiedy neoliberałami) uczynili pośmiewiskiem, a z humanistycznych wartości zrobili karykaturę. Niepowstrzymany rozrost technologicznych gigantów wzmocnił istotę dolegliwości systemu kapitalistycznego. Apele i zaklęcia, kierowane ze wszystkich stron o stworzenie łagodniejszej i bardziej ludzkiej, humanistycznej i pro-człowieczej postaci systemu stały się tylko chwilowymi, wymuszonymi siłą i realnym zagrożeniem, faktem. Był to wynik zwycięstwa ZSRR w II wojnie światowej i rozgromienia faszyzmu przez zjednoczonych komunistów różnych nacji. Kraj Rad stał się autentycznym, globalnym mocarstwem, zagrażającym kapitalizmowi nie tylko siłą oręża radzieckiego i sojuszników z Paktu Warszawskiego ale ideologicznie i doktrynalnie. Był to niebywale skuteczny straszak.

Faszyzm po raz pierwszy we Włoszech przekonał liberalnych przywódców i polityków, iż jest w stanie zaproponować nowe rozwiązania ustrojowe, dokonując powierzchownych reform społecznych przy zachowaniu status quo w obrębie własności i sposobu produkcji. Były one po 1920 r. olejem studzącym namiętności i społeczne wrzenie towarzyszące nastrojom antysystemowym wynikającym zarówno z sukcesu rewolucji w Rosji jak i następstw I wojny światowej. Jak zauważył Umberto Eco, faszyzm ze swoim totalitaryzmem, jako coś obecnego w kulturze europejskiej od zawsze, jest doskonałym narzędziem dla rządzących elit, tu: liberałów. Można go zastosować, bez utracenia swej doktrynalnej niewinności i politycznej cnoty, jako alternatywę, gdy stan społecznego niezadowolenia i rozedrgania zbliżają się niechybnie ku niebezpiecznej granicy rewolty ludowej. Faszyzm miał stworzyć ustrój dokonujący interesujących reform społecznych, które pacyfikowały rewolucyjne nastroje ludu. A iż przy okazji prześladowano komunistów, socjalistów czy ludowych radykałów, poświecono kilku nie rozumiejących potrzeb „ducha czasów”, niereformowalnych demokratów ? Trudno, gdzie drwa rąbią wióry lecą.

Pojęciami wolności, demokracji, swobody słowa, dostępu do przestrzeni publicznej na zasadzie równoprawności można dowolnie manipulować i je tak przykrawać, aby być cały czas political correctness wobec klasycznych kanonów liberalizmu. Zresztą taka praktyka była stosowana w historii wielokrotnie. Najlepszym tego przykładem jest debata na Uniwersytecie w Valladolid między Ginesem de Sepulvedą a Bartolomeo de las Casasem w 1550-51. Przeprowadzona prawie pięćset lat temu dysputa ciągle jest aktualną. Bo Oświecenie ani kolejne fale demokratyzacji nie rozstrzygnęły definitywnie podstawowej kwestii: kim jest człowiek ? Zawsze jest możliwe wykluczenie kogoś, stygmatyzowanie zakreślając wpierw krąg pojęć, czarujących rzeczywistość, tworzących jakieś granice, jakieś hierarchie, jakieś elitarne grupy. A potem odmówić innemu równoprawnej obecności w życiu publicznym. Tak jak to skonkretyzował Sepulveda. Dzisiejszy klimat debaty publicznej, medialnego przekazu w stylu „fuzzy”, w logice takiej narracji rozmytymi, mętnymi, bezkształtnymi, zbiorami będącymi efektem postmodernistycznego chaosu pojęciowego, doskonale sprzyja owym zabiegom. Zwłaszcza, gdy na podorędziu znajdą się jacyś, od zawsze obecni w europejskiej kulturze, faszyści.

Do kultywowania i rozwoju demokracji jest potrzebny świadomy, wolny od kłopotów egzystencjalnych człowiek-obywatel. Nie konsument. On musi mieć czas na wypoczynek, na refleksję, lekturę, dyskusję z drugim obywatelem. Wraz ze śmiercią takiej formy demokracji, mordowanej przez samych liberałów przez ostatnie 4 dekady i ich dogmatycznej idei prywatyzacji wszystkiego, indywidualne stają się zyski nielicznych, zaś straty i porażki ulegają uspołecznieniu. Społeczeństwa podzieliły się wedle zasobności portfela na specyficzne, bo elitarne, plemiona i klany. A elitaryzm zawsze jest źródłem ideologii i doktryn reakcyjnych idących w jednym szeregu z militaryzmem i bohaterszczyzną, rodząc płodne podglebie dla faszyzmu.

W Polsce mamy od trzech dekad neoliberalną, w mniejszym lub większym ale permanentnym stopniu, narrację i postępującą prywatyzację wszystkiego. To pokłosie zarówno polskiej historii, jak i peryferyjności intelektualnych elit: politycznych, medialnych, kulturowych. Czy ktoś może sobie wyobrazić np. system społeczno-polityczny zwany liberalnym faszyzmem ? Jako antidotum na masowe społeczne protesty, strajki i gwałtowne wystąpienia ograbionego i pozostawionego sam na sam z nędzą i upodleniem ludu, przyzwyczajonego do życia w pozornym, bo na kredyt, dobrobycie ? Czy te wszystkie obostrzenia, zapowiedzi stanów wyjątkowych, zawieszanie praw obywatelskich, powszechna inwigilacja nie przypominają Portugalię Salazara lub Italię Mussoliniego ? jeżeli można było werbalnie ożenić nazizm z socjalizmem, to dlaczego nie można tego samego uczynić biorąc teraz na tapetę liberalizm ? Faszyzm doskonale współpracował z wielkim kapitałem i z chrześcijańskimi kościołami w Europie Zachodniej. Za obopólnym konsensusem i korzyściami, więc czemu to nie może się zdarzyć z liberalizmem.

Powie ktoś, iż to wykluczone z racji rudymentarnych kanonów liberalizmu. Wolność, sprawiedliwość, niezależność władzy sądowniczej, powszechnie dostępne edukacja i ochrona zdrowia zapewniają jakość życia tak zazdroszczoną Europejczykom przez ludzi innych kultur ograbionych przez Zachód w dekadach kolonializmu. W praktyce uzasadnienia i retoryka mogą prawie wszystko przy współczesnej skali manipulacji.

W dzisiejszej obrazkowo-medialnej demokracji to tylko kwestia przekazu i wmówienia konsumentowi. Kłania się antynomia konsumenta i świadomego obywatela, co jest dobre, pożyteczne dla niego, co ma zrobić, aby być szczęśliwym i radosnym. Władzę, jaką w wymiarach niespotykanych w dziejach uzyskali politycy nad społeczeństwami dzięki nowym technologiom i mechanizmom pokazanym m.in. przez Snowdena, Assange’a czy Manning, również w wyniku skoordynowanej propagandzie wolnych mediów, będzie już bardzo trudno cofnąć. Językiem wykluczenia przy ograniczeniu praw obywatelskich można swobodnie połączyć różne koncepcje i idee. Uniwersalne wartości oświeceniowe i liberalne można na przykład przypisać tylko predestynowanym, jak zaordynował to Jan Kalwin w swej koncepcji chrześcijaństwa czyli białym zachodnim Europejczykom, Aryjczykom i chrześcijanom. Teraz – liberalnym demokratom. Czy ten mechanizm nie stosuje się już w zawoalowanej formie wobec imigrantów, uchodźców, rosyjskojęzycznych Europejczyków ze Wschodu Europy, inaczej myślących i nie zgadzających się z technofeudalizmem?

Idź do oryginalnego materiału