Kompletna ignorancja. Rząd ma za nic zdanie rolników, lekarzy i organizacji społecznych. Idzie jak walec forsując ustawę, która zagraża inwestycjom w Polsce, prowadzi do wyrzucania ludzi na bruk i co dziwi najbardziej, ma za nic zdanie specjalistów, którzy czarno na białym wskazują jak naprawdę powinna wyglądać walka z nałogiem. „Zakazy same w sobie nie leczą uzależnienia, a jedynie przenoszą problem poza oficjalny obieg” – wskazuje Porozumienie Zielonogórskie Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia.
Według projektu ustawy o zmianie przepisów dotyczących wyrobów tytoniowych (nr UD213) zakazana ma być sprzedaż nie tylko jednorazowych e-papierosów, ale też saszetek. W uzasadnieniu resort zdrowia wskazał, iż przepis ma chronić nieletnich przed uzależnieniem od nikotyny i ograniczyć szkody zdrowotne i środowiskowe. Ale doświadczenia innych państw pokazują, iż takie fragmentaryczne rozwiązanie w postaci zakazu wcale nie rozwiązuje kompleksowo problemu nałogu.
Przedsiębiorcy protestują
Nie ma wątpliwości, iż regulacje uderzą w biznes nikotynowy, co zmniejszy inwestycje w Polsce oraz uderzy bezpośrednio w miejsca pracy. W obronie branży staje Jakub Bińkowski, członek zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
– W naszym przekonaniu to, co robi prawodawca z rynkiem tytoniowym, ma znamiona dyskryminacji. Mamy do czynienia z sytuacją, w której sporo rozwiązań zostało przyjętych wiosną tego roku. Dotyczyły one jednorazowych papierosów elektronicznych, wprowadzenia na nie bardzo wysokiej nowej akcyzy, nowych regulacji produktowych oraz obrotu tym produktem. Jesienią ustawodawca proponuje w zasadzie likwidację i uniemożliwienie obrotu jednorazowymi papierosami elektronicznymi. Kolejny przykład: wiosną mamy do czynienia z pewnym uregulowaniem rynku saszetek z nikotyną, a jesienią znowu mamy próbę zniszczenia rynku saszetek z nikotyną poprzez wprowadzenie zakazu dodatków aromatycznych, co eliminuje tę kategorię. Mamy więc do czynienia z bezprecedensowym poziomem niepewności prawnej, braku dialogu i chaosu legislacyjnego – mówi.
Zauważa, iż rząd obiecał deregulacje, a wprowadza przepisy uderzające w biznes. Branża tytoniowa działa w Polsce legalnie, płaci podatki daje zatrudnienie ludziom. Dodatkowo korzysta z lokalnych firm w swoim łańcuchu dostaw.
– Zdecydowanie istotnym problemem jest niestabilność otoczenia regulacyjnego w Polsce. Z jednej strony mamy deklaracje dotyczące deregulacji i wspierania polskiego rozwoju gospodarczego, z drugiej strony mamy przykłady branż, takich jak sektor tytoniowy, które co chwilę zaskakiwane są nowymi propozycjami regulacji. One się na siebie nakładają, wpadają do obiegu jedna po drugiej, branża nie zdążyła się jeszcze do jednych regulacji dostosować, a tu już ma na horyzoncie kolejne, w zasadzie sprawiające, iż to dostosowanie się jest bezprzedmiotowe – tłumaczy Bińkowski.
Lekarze wspierają producentów
Wśród protestujących znalazł się nie tylko biznes a i sektor zdrowia. Podlaska Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia podnosi, że przyjęcie przepisów w proponowanym kształcie odbije się negatywnie na zdrowiu publicznym (które ustawa ma chronić) i obciąży pracowników medycznych.
Związkowcy zauważają, iż projekt zrównuje papierosy spalane z saszetkami nikotynowymi, które cechują niższą szkodliwością. Wskazują, iż przyczyną większości chorób odtytoniowych nie jest nikotyna ale dym tytoniowy. A dodatkowo alternatywy dla papierosów pomagają w walce z nałogiem papierosowym.
Saszetki w walce z uzależnieniem
– Brak rozróżnienia pomiędzy produktami spalanymi i bezdymnymi może utrudnić dorosłym palaczom odejście od najbardziej szkodliwych form konsumpcji – piszą związkowcy w piśmie do Macieja Berka, ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.
Lekarze popierają swój argument przykładem Szwecji, która ma najniższy poziom palenia w Europie i uznawana jest za kraj wolny od tytoniu. Jedynie około 5,4 procent dorosłych Szwedów pali codziennie. Jednocześnie 22 procent mężczyzn i 10 procent kobiet używa snusu lub saszetek nikotynowych.
– Ocena ryzyka wskazuje, iż produkty bezdymne wiążą się z ponad 90 procentową mniejszą szkodliwością w porównaniu z paleniem papierosów. Szwecja ma najniższy w UE wskaźnik zachorowalności na raka płuc, co znacząco odciąża służbę zdrowia i zmniejsza koszty leczenia – czytamy w dokumencie.
Zakazy nie leczą uzależnień
Przeciwko regulacjom wypowiedziało się również Porozumienie Zielonogórskie Federacja Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia. Podnoszą ten sam argument co ich koledzy z Podlasia i wskazują, iż zakazy nie działają w walce z uzależnieniem.
– Z perspektywy lekarzy POZ, którzy na co dzień pracują z osobami uzależnionymi od nikotyny, najważniejsze jest podejście systemowe. Zakazy same w sobie nie leczą uzależnienia, a jedynie przenoszą problem poza oficjalny obieg. Tymczasem skuteczna polityka zdrowotna powinna łączyć edukację, profilaktykę, dostęp do terapii, wsparcie behawioralne oraz regulacje, które realnie zmniejszą szkodliwość używania nikotyny w społeczeństwie – piszą w liście do ministra Berka.
Nieskuteczność rządowych praktyk walki z uzależnieniem nikotynowym poruszono również w traki Forum Innowatorów Biznesu 2025, podczas panuelu “Zdrowie pracowników jako inwestycja w przyszłość biznesu” z którego relację można przeczytać na Biznes Alert. Paneliści podkreślali nieskuteczność wprowadzenia zakazów oraz brak wsparcia terapii harm reduction, która zakłada m.in. wprowadzenie mniej szkodliwych zamienników.
Biznes Alert / MK/

5 godzin temu







