W 2022 roku, we wrześniu, byłem w Moskwie. Właśnie mijał 7 miesiąc od rozpoczęcia wojny Rosji z Ukrainą czy, jak ktoś jest przywiązany do rosyjskiej oficjalnej narracji: Specjalnej Operacji Wojskowej.
Nie mam czasu, ani miejsca, i ochoty na rozpoczęcie sportu o tym, czy aby na pewno 24 lutego 2022 ta wojna się rozpoczęła, czy też w 2014 r. od wojny domowej na Ukrainie. Każdy niech zostanie przy swoim zdaniu. W Polsce dyskusja na ten temat jest jałowa do szpiku kości.
W lutym byłem wściekły na Rosję. Nie tylko ja zresztą. Przekreśliła tym atakiem trwającą przez dziesięciolecia swoją skuteczną narrację o dzielnych rosyjskich i radzieckich żołnierzach niosących wyzwolenie narodom Europy od nazizmu. W lutym tamtego roku nie zostało z tego nic, albo prawie nic.
To miało swoje odbicie w nastrojach. Z 65 proc, którzy twierdzili, iż mają „normalny, stabilny nastrój” zrobiło się nagle 45 proc., 57 proc. optowało za rozmowami pokojowymi. Nagle wojna zajrzała Rosjanom nieledwie w okna.
Właśnie mijają cztery lata od rozpoczęcia tej wojny. To więcej niż Wielka Wojna Ojczyźniana, a za 107 dni zrówna się czasem z I wojną światową.
Kiedy jesienią 2022 r. pojechałem do Moskwy dla Rosjan to był trudny czas. Już było jasne, iż z oczekiwanego przez niektórych blitzkriegu nic nie wyszło. Nikt nie witał rosyjskiej armii z kwiatami, Kijów nie podał uroczyście im kluczy na srebrnej tacy. Przeciwnie, Ukraińcy naturalnie bronili swoich domów i rodzin. I bronili skutecznie. Właśnie trwała ukraińska kontrofensywa, która nie tylko zatrzymała rosyjskie wojska, ale też odrzuciła je aż pod Ługańszczyznę. Niektóre jednostki pancerne porzucały na drogach swój sprzęt i uciekały na piechotę, a odwrót nie zamienił się zawstydzającą ucieczkę jedynie dzięki przytomnej reakcji niektórych dowódców.
W Moskwie ogłoszono wówczas częściową mobilizację, która po pierwsze wywołała popłoch wśród części obywateli, bo okazało się, iż wojna może ich bezpośrednio dotykać, a po drugie obnażyła bezlitośnie braki resortu obrony. Wszechogarniająca ministerstwo korupcja, niekompetencja w strukturach odpowiedzialnych za zabezpieczenie logistyki mobilizacji, kulawy system szkoleń, nieprofesjonalne dowodzenie na froncie….
Rosyjska opinia publiczna reagowała. Oczywiście, była ona tradycyjnie podzielona na Moskwę, Petersburg, inne większe miasta i resztę. Ta „reszta” to ta część społeczeństwa, która mieszkała na prowincji, zarabiała mało, awans społeczny i finansowy był dla niej nie to, iż nieosiągalny, ale w każdym razie niesłychanie trudny. Państwo rosyjskie sypnęło groszem dla mobilizowanych i rekrutowanych żołnierzy zawodowych: bardzo wysoki żołd, takież ubezpieczenie, zabezpieczenia dla rodziny na wypadek zgonu na froncie. To były, jak na rosyjską prowincję, pokaźne sumy i były nader często motorem decyzji, by zaciągnąć się do wojska. Ale to nie była jedyna motywacja. Rosyjska prowincja kierowała się też patriotyzmem i tym, czego Zachód nie jest w stanie pojąć: potrzebie gromadzenia się wokół państwa i jego lidera w krytycznych dla Rosji momentach. Badania opinii społecznej wskazywały, iż tak właśnie zareagowało rosyjskie społeczeństwo w 2022 roku.
Kiedy pierwsza mobilizacja się skończyła, a państwo postawiło na żołnierzy kontraktowych, uspokoiły się też nastroje społeczne. Razem z nimi stosunek do żołnierzy walczących na froncie. Ukształtowała się dziwaczna symbioza: społeczeństwo kupiło tę grę, iż Rosja zabezpiecza zwykłym ludziom życie wolne od zagrożenia wcielenia do wojska, w zamian organizuje ludzi, którzy za pieniądze gotowi są ryzykować życie, by bronić kraju. Ta wygodna pozycja „biorą za to pieniądze” pozwoliła stworzyć dwa światy: my im płacimy, by walczyli i dzięki temu spokojnie żyjemy. Dawała społeczny spokój, ale jednocześnie stworzyła dwa obce sobie byty. „Nie narzekajcie, sami tam poszliście, bierzecie za to kasę. A my, ci lepsi, mamy czas, by żyć jak do tej pory i się bogacić”. I tak, uczestnicy SOW cieszą się szacunkiem, badania wskazują, iż większość (65 proc.) jest zdania, iż te wszystkie ulgi, pieniądze i ułatwienia im się należą, ale jednak są oddzielnymi planetami. Społeczeństwo, mówiąc inaczej, zaadaptowało się. Było to tym łatwiejsze, iż przez pierwsze trzy lata PKP Rosji rosło i to całkiem zauważalnie. Można było żyć. Teraz dopiero przyhamowało – poniżej 1 proc. ale i tak, wbrew zapowiedziom niektórych „ekspertów” do katastrofy ekonomicznej droga daleka. Oczywiście, ogromny wpływ na to ma restrykcyjna polityka Rosji wobec rzeczywistych i potencjalnych przeciwników państwa. Cenzura ma się w Rosji znakomicie, duszone w zarodku są wszelkie próby opozycyjnych zachowań, a kary, które orzekają sądy wobec choćby krytycznych aktywistów są drakońskie. Ruch protestu żon zmobilizowanych, choć chętnie podbijany w mediach zachodnich, jest raczej marginalny.
Jednocześnie państwo nie unika rozmów o stratach. Putin, jego współpracownicy, gubernatorzy regularnie spotykają się z rodzinami poległych i można oczywiście traktować to jako propagandową zagrywkę, ale to nie musi być prawidłowa interpretacja. Ludzie odbierają to jako wyraz autentycznej troski o żołnierzy i ich rodziny. Podlewani oczywiście stałą i wszechobecną propagandą z mediów głównego nurtu.
Po czterech latach społeczeństwo rosyjskie jest zmęczone, twierdzą media. Pewnie jest, ale to nie przeszkadza wysokiemu poparciu dla wojny na Ukrainie. 47 proc. popiera ją zdecydowanie, 31 proc., raczej popiera. Nie popiera, zdecydowanie lub częściowo 15 proc. To po czterech latach wojny, z jej ofiarami, mnóstwem nietrafionych decyzji, skutkujących zbędnymi ofiarami, skorumpowanym resortem obrony i wciąż dużym rozwarstwieniem społeczeństwa.
Partię wojny ocenia się na 40 proc. społeczeństwa, partię pokoju na 8-9 proc. Putinowi nie spadło poparcie od początku wojny niżej niż 77 proc. To są fakty, a dane wzięte z medium, które przez państwo rosyjskie zostało zmuszone do publikowania wielkimi literami nad każdym nowym badaniem informacji: „Niniejszy materiał (informacja) został wytworzony i jest rozpowszechniany przez agenta zagranicznego Autonomiczna Niekomercyjna Organizacja „Centrum Lewady” lub dotyczy działalności agenta zagranicznego ANO Centrum Lewady”. To tak, gdyby ktoś zechciał nam zarzucić, iż opieramy się na rządowych źródłach rosyjskich.
Po czterech latach wojny zaczyna coraz częściej pojawiać się pytanie: „co dalej?”. Co dalej z żołnierzami, którzy wrócą z frontu, co dalej z Rosją, co dalej ze strukturą społeczną?
Odpowiedź na pierwsze pytanie jest stosunkowo nieźle opracowana. Wiadomo, iż powracający żołnierze, z problemami psychicznymi, trudnościami w adaptacji, a jednocześnie wyczuleni na problemy sprawiedliwości społecznej to ładunek wybuchowy, który może spocząć pod fundamentami państwa. Precedens z lutego 1917 roku jest powszechnie znany w elitach władzy. Skonstruowano zatem całe programy adaptacji weteranów do cywilnego życia, pomocy psychologicznej, wind społecznych dla nich i ich rodzin. Ale lęk wciąż jest obecny w rozmowach z Rosjanami. Swego czasu Margarita Simonian, redaktor naczelna RT powiedział „Nie drażnijcie ludzi z bronią” i to zdanie nic nie traciło ze swej aktualności.
Pytanie o Rosję zajmuje wszystkich, ale jasnej odpowiedzi wciąż nie ma. Coraz bardziej staje się oczywiste, iż sformowana przez Putina struktura władzy w Rosji się wyczerpała. Miała swój dobry i efektywny okres, ale teraz trzeba czegoś nowego. Czego? Tu już odpowiedzi się rozjeżdżają. Od tych, którzy wciąż tęsknią za Rosją sprzed 2014 roku, do tych, którzy chcieliby Rosji jako świetlnego przykłady dla całego świata. Oba te porządki są niemożliwe do zrealizowania w swej czystej postaci. Jedno wydaje się pewne, iż Rosja musi siebie wymyśleć na nowo. Bez klasy próżniaczej, pysznej i pełnej pogardy wobec społecznej mierzwy, czyli oligarchów. Zwróconej w stronę Chin i Azji, z innym modelem społecznym na linii władza – społeczeństwo. Na razie to ciężko idzie, bo wytłumaczeniem wszystkich głupich decyzji jest jedno słowo: toczymy wojnę z całym Zachodem. I choć to oczywiście prawda, wiecznie ten argument nie będzie słuchany.
Po zakończeniu wojny powrócą stare konflikty, tlące się wciąż w rosyjskim społeczeństwie. Ich rozwiązanie będzie miało wpływ na istnienie samej Rosji, jej najbliższych sąsiadów i na cały świat.

18 godzin temu






