Dwa najważniejsze tematy, o których rozmawiali premier Donald Tusk i prezydent Emmanuel Macron to potencjalne objęcie Polski francuskim parasolem atomowym i udział EDF w budowie drugiej elektrowni jądrowej nad Wisłą. Czy oferta Paryża może pakietowo wiązać ze sobą te kwestie?
Traktat z Nancy, podpisany w ubiegłym roku jako nowa, wszechstronna umowa o przyjaźni, od początku aspirował do miana przełomowego. Dokument ten, będący pierwszym tego rodzaju porozumieniem Francji z krajem niesąsiadującym, miał w założeniu wznieść relacje z Warszawą na poziom porównywalny z tymi, jakie Paryż utrzymuje z Berlinem czy Rzymem. Choć miejsce jego podpisania – Nancy – przypomina o historycznych związkach obu państw ze względu na postać króla Stanisława Leszczyńskiego, brakowało mu dotąd konkretnego wymiaru ekonomicznego. Na horyzoncie pojawia się jednak możliwość zmiany tej sytuacji.
Brak silnego lobby francuskiego w Polsce
Dotychczasowe relacje polsko-francuskie, mimo silnego zakorzenienia w historii, rozwijają się zdecydowanie poniżej poziomu strategicznego, co w pewnej mierze wynika z braku skutecznego lobby frankofońskiego w polskich kręgach władzy. Podczas gdy Stany Zjednoczone i Niemcy od lat sprawnie budują swoje zaplecze polityczne, Paryż wyraźnie odpuścił sobie Polskę. Jeszcze w poprzednim rządzie można było wskazać ministrów deklarujących sympatię do Francji, takich jak Michał Kurtyka czy Adam Guibourgé-Czetwertyński, jednak w obecnym układzie politycznym trudno odnaleźć podobnie wyraziste środowisko profrancuskie.
Brak własnego lobby wpływa na biznes. Choć Francja pozostaje trzecim najważniejszym partnerem handlowym Polski, to jednak pochodzące z niej firmy rzadko uzyskują w naszym kraju kontrakty w najważniejszych branżach powiązanych z bezpieczeństwem. Wyjątkiem jest być może jedynie sektor healthcare, w którym firmy znad Sekwany, takie jak IPSEN, Sanofi czy Servier, odgrywają rolę kluczowych graczy. Choć w energetyce działa Dalkia, a w zbrojeniówce Thales czy Airbus – dostawca satelitów optycznych dla Polski – brakowało dotąd wielkich inwestycji Francji w dziedziny o znaczeniu egzystencjalnym dla naszego państwa.
Czytaj także: Związki zawodowe JSW liczą na SAFE, a rząd nie wyklucza takiej możliwości
Atom za atom?
Wczorajsze spotkanie w Gdańsku prawdopodobnie miało na celu radykalną zmianę tego stanu rzeczy poprzez ofertę, której Waszyngton wciąż nie chce jednoznacznie położyć na stole. W dobie geopolitycznej niepewności potęgowanej przez nieprzewidywalność administracji Trumpa, propozycja objęcia Polski francuskim odstraszaniem jądrowym staje się dla Warszawy niezwykle kuszącą alternatywą. Paryż, w przeciwieństwie do Londynu, posiada pełną i suwerenną kontrolę nad własnym arsenałem oraz środkami jego przenoszenia, co czyni jego gwarancje bezpieczeństwa wyjątkowo wiarygodnymi. Ceną za ten militarny parasol może być partnerstwo z EDF przy budowie drugiej elektrowni atomowej w Polsce. Francuski koncern państwowy od dawna podkreśla europejski wymiar tej współpracy, pozycjonując się jako główny sojusznik Polski w sporach o rolę atomu w unijnej transformacji. Dla samego Macrona, borykającego się z wewnętrznym chaosem politycznym, upadkami kolejnych gabinetów firmowanych przez Lecornu czy Barniera oraz fiaskiem kluczowej reformy emerytalnej, sukces w Polsce mógłby być sposobem na odbudowanie prestiżu. Tym bardziej, iż jego prezydentura kojarzy się m.in. z sukcesywną utratą wpływów w dawnych strefach wpływów np. Afryce na rzecz Rosji czy rekordowym zadłużeniem (notabene problematycznym z perspektywy finansowania drugiej elektrowni jądrowej w Polsce).
Co z tego wynika?
Jeśli deal "atom za atom" doczekałby się realizacji to Traktat z Nancy przestałby być jedynie eleganckim ozdobnikiem, a stałby się realnym gwarantem polskiej suwerenności i francuskiej obecności w sercu Europy Środkowej. Wybór drogi europejskiej w energetyce jądrowej, wsparty francuskim potencjałem odstraszania, mógłby okazać się dalekowzroczną odpowiedzią na wyzwania strategiczne, przed którymi stoi Warszawa w 2026 roku.

2 dni temu








