Polski Wilk wchodzi na ląd. Bezzałogowe roboty mogą zmienić pole walki

7 godzin temu

Dyskusja o bezzałogowych systemach walki od lat kręci się niemal wyłącznie wokół przestworzy. Drony w wojnie na Ukrainie stały się jej najbardziej rozpoznawalnym symbolem: filmują, niszczą i umierają zamiast ludzi. Tymczasem ląd wciąż pozostaje w cieniu tej rewolucji, choć to właśnie tam ostatecznie zdobywa się teren, tam najczęściej ginie żołnierz i tam zagrożony jest cywil.

Wilk — lekki robot bojowy

To na ziemi piechur wchodzi w martwe pole, forsuje budynek i staje na minie. Właśnie tę lukę ma wypełnić Wilk, lekki UGV opracowywany przez Stohid Technology, oraz towarzysząca mu koncepcja Watahy.

UGV, czyli Unmanned Ground Vehicle, to bezzałogowy pojazd naziemny. Jest lądowym odpowiednikiem drona: pojazdem sterowanym zdalnie lub autonomicznie, zdolnym do działania w terenie bez człowieka na pokładzie. Może być wykorzystywany w rozpoznaniu, rozminowywaniu i wsparciu taktycznym.

Co potrafi Wilk — lekki robot bojowy z Polski

Wilk to elektryczny, gąsienicowy pojazd o masie 200 kg i ładowności 200 kg. Jego prędkość maksymalna wynosi 11 km/h. To niewiele, ale wystarczająco dużo dla zadań, do których został zaprojektowany.

W projekcie uczestniczyła firma ELBO, specjalizująca się w zabudowach samochodowych. Pojazd może rozminowywać teren, prowadzić rozpoznanie optyczne, a także zakłócać systemy łączności dronowej przeciwnika.

Co istotne z perspektywy rynkowej, Wilk wpisuje się w strategię dual use, czyli podwójnego zastosowania. Ta sama platforma może służyć jako bezzałogowy wóz strażacki lub pojazd szturmowy dla policji. Wspólna baza projektowa może więc obsługiwać zarówno zastosowania wojskowe, jak i cywilne, obniżając koszty rozwoju i zwiększając potencjał komercjalizacji.

„Pozyskaliśmy technologię, która uchroniła wielu żołnierzy i cywilów przed śmiercią. Wilk jest niski, mobilny, trudny do dostrzeżenia, dzięki gąsienicom wjedzie praktycznie wszędzie.”

— mjr dr Piotr Kisiel

Wataha — drony na Ukrainie inspiracją dla rojów na lądzie

Sama platforma Wilka to tylko część koncepcji. Kluczową innowacją jest Wataha, czyli zgrupowanie kilku takich pojazdów działających jako zintegrowane „stado”.

Każdy pojazd jest sterowany podwójnie: poprzez łączność satelitarną i radiową. Wszystkie moduły radiowe widzą się wzajemnie, co umożliwia bieżącą integrację danych o polu walki i skoordynowane działanie całej grupy, również we współpracy z dronami wojskowymi latającymi nad głowami.

Gen. broni Jarosław Gromadziński, komentując prezentację, podkreślił znaczenie właśnie struktury grupowej, a nie pojedynczego pojazdu.

„Jako użytkownik mam problem z nowym, niezintegrowanym elementem w systemie. Tu mamy do czynienia z watahą — plutonem nowej generacji.”

— gen. broni Jarosław Gromadziński

W praktyce Wataha to kilka pojazdów pick-up, określanych jako „muły robocze wojny”, z których każdy przewozi dwa drony. Poszczególne jednostki mogą obserwować teren, ewakuować rannych, naprowadzać ogień artyleryjski, wzajemnie się osłaniać lub czekać w trybie uśpienia ukryte w terenie. Całością zarządza pojazd-matka, zbierający dane i przekazujący je do sztabu.

„Każdy z nich może obserwować, ściągać rannego, nakierować ogień artylerii, jeden pojazd może chronić drugi, w końcu przebywać ukryty w terenie w funkcji uśpienia.”

— gen. broni Jarosław Gromadziński

Sprzęt musi być gotowy, zanim wybuchnie wojna

Prezentacja programu odbyła się 3 września 2026 roku w warszawskim Hotelu Sofitel Victoria. Na sali nie brakowało entuzjazmu, ale realne pytanie pozostaje poza jej ścianami: czy Wilk i Wataha przeżyją zderzenie z wojskowym cyklem zakupowym?

Historia polskiego przemysłu obronnego zna wiele projektów, które wszyscy chcieli, a które utknęły w biurokracji na lata. Tymczasem użycie dronów i UGV na współczesnych polach walki pokazuje jedno: kto się spóźni, płaci krwią. Rozpoznanie prowadzone przez piechurów jest bardzo kosztowne.

Bezzałogowe pojazdy wojskowe przestają być futurystycznym pomysłem. Dziś są odpowiedzią na konkretne pytanie: ile istnień ludzkich chcemy zaoszczędzić w następnym konflikcie. Wilk jest jedną z propozycji tej odpowiedzi.

Często zadawane pytania o Wilka i bezzałogowe pojazdy wojskowe

Czym różni się UGV Wilk od dronów używanych w wojnie na Ukrainie?

Drony na Ukrainie operują głównie w powietrzu: obserwują, atakują i śledzą cele z góry. Wilk to lądowy odpowiednik drona, czyli UGV, który działa na poziomie gruntu. Może wjechać do budynku, przejechać przez pole minowe, ściągnąć rannego czy zakłócić łączność dronową. To zadania niemożliwe dla latających systemów.

Jakie są parametry techniczne elektrycznego pojazdu UGV Wilk?

Wilk waży 200 kg, może przewieźć dodatkowe 200 kg ładunku i osiąga prędkość maksymalną 11 km/h. Jest pojazdem gąsienicowym, co pozwala mu poruszać się w trudnym terenie. Napęd elektryczny redukuje sygnaturę akustyczną i termiczną. W projekcie uczestniczyły firmy Stohid Technology oraz ELBO, odpowiedzialna za zabudowy samochodowe.

Na czym polega koncepcja Watahy i jak współdziała z dronami wojskowymi?

Wataha to system kilku pojazdów Wilk działających jako zintegrowany pluton. Każda jednostka jest sterowana przez łączność satelitarną i radiową, a wszystkie moduły widzą się wzajemnie w czasie rzeczywistym. Każdy pojazd przewozi dwa drony wojskowe i może pełnić różne role: od obserwacji, przez ewakuację rannych, po naprowadzanie ognia artylerii. Całością zarządza pojazd-matka przekazujący dane do sztabu.

Czy Wilk może być używany cywilnie?

Tak. Wilk zaprojektowany jest zgodnie z koncepcją dual use. Ta sama platforma sprzętowa może służyć jako bezzałogowy wóz strażacki lub pojazd szturmowy policji. Jeden wspólny projekt biznesowy i technologiczny obsługuje więc zarówno zastosowania wojskowe, jak i cywilne, co obniża koszty i zwiększa szanse na komercjalizację.

Kiedy i gdzie zaprezentowano system Wilk i Wataha?

Prezentacja programu odbyła się 3 września 2026 roku w Warszawie, w Hotelu Sofitel Victoria. Szczegóły techniczne i koncepcję operacyjną przedstawili mjr dr Piotr Kisiel, mjr dr inż. Marcin Chodnicki oraz gen. broni Jarosław Gromadziński.

Źródło: Kurier365

Idź do oryginalnego materiału