Sytuacja w subsaharyjskiej Afryce Zachodniej jest cały czas skomplikowana i niezwykle dynamiczna. Agresja na Wenezuelę i porwanie prezydenta Maduro przez Amerykanów w początku stycznia 2026 przyćmiło próbę zamachu stanu w Burkina Faso, który miał obalić antyimperialistycznego i antyzachodniego prezydenta Ibrahima Traore. Jako przewodniczący Patriotycznego Ruchu na Rzecz Ochrony i Odbudowy (od 30.09.2022) oraz organizator Sojuszu Państw Sahelu jest on postrzegany jako główny burzyciel francuskiej dominacji w tej części Afryki. Gdy siły mające obalić Traore próbowały zająć budynki administracji w Wagadugu organizacje społeczne wspierające władze wezwały mieszkańców stolicy do wyjścia na ulice, by chronić instytucje państwowe i zapobiec ewentualnej próbie destabilizacji. Setki ludzi zgromadziły się w kluczowych punktach miasta. Próba przewrotu została udaremniona. Mimo to sytuacja w Burkina Faso oraz całym regionie, zarówno w Mali, Nigrze, Czadzie oraz północnych rejonach Nigerii i Kamerunu, pozostaje wysoce niestabilną. Francja nie ustaje w próbach odwrócenia trendów i procesów, jakie od kilku lat likwidują jej wpływy w dawnych, kolonialnych posiadłościach. Trzy kraje Burkina Faso, Mali i Niger zawiązując wspomniany Sojusz Państw Sahelu obrały BRICS za drogowskaz swej przyszłości i rozwoju. Rośnie więc obecność Rosji i Chin w tych po-francuskich koloniach, będąc zaraźliwym na całą Afrykę Zach. Wiele ośrodków i znawców sugeruje, iż za nieudanym zamachem w Burkina Faso stał Paryż. Ego prezydenta Macrona mocno cierpi, iż jego prezydentura kojarzy się z ostatecznym końcem wpływów francuskich w byłych koloniach afrykańskich.
Niestabilność wynika z aktywności organizacji terrorystycznych związanych z różnymi ruchami islamistycznymi. Dotyczy to zwłaszcza Mali. Kraj pozostaje praktycznie rozdarty na kilka quasi-państwowych struktur, kontrolowanych przez różne, wspomniane terrorystyczne struktury. Obserwatorzy wskazują na fakt, iż odrodzona afrykańska odnoga al-Kaidy jest bliska przejęcia władzy w całym kraju. Chodzi o Jamaat Nusrat al-Islam wal-Muslimin (JNIM). Tereny wokół stolicy Mali, Bamako, są kontrolowane przez te bojówki, co powoduje niedobory żywności i paliwa. JNIM ma nadzieję i możliwości powtórzyć sytuacje z Afganistanu i Syrii. Rządowe siły Mali (FAM) są wspierane logistycznie i sprzętowo przez Moskwę i Pekin. Ukształtowanie terenu, separatystyczne tendencje wśród zamieszkujących północ Mali i Nigru Tuaregów są jednak handicapem dla działań JNIM. Francja i Ukraina (a po cichu Maroko) wspierają intensywnie islamistów działających na całym obszarze Sahelu. Burkina Faso, Niger, Mali i Czad uważają Francję za głównego sponsora terroryzmu na tym obszarze. Czemu Paryż choćby nie stara się zaprzeczyć.
Rosja jest partnerem wojskowym triumwiratu wspomnianych krajów, z Mali na czele. Jednak prowadząc SWO na Ukrainie nie może podjąć się interwencji wojskowej podobnej do tej w Syrii w 2015 roku, aby po prostu fizycznie wyeliminować lub osłabić zdolności JNIM do prowadzenia akcji bojowych. Zachodnie media przedstawiają tym samym Moskwę jako niewiarygodnego sojusznika, posuwając się choćby do nieukrywanego schadenfreude, w obliczu przejęcia kontrolę nad tym fragmentem Afryki Zachodniej przez dżihadystów z JNIM. Byłoby to wydarzenie o dużym znaczeniu, nie tylko ze względu na swoją symbolikę, ale także dlatego, iż przez ten region przebiegają odwieczne szlaki przemytnicze znad Zatoki Gwinejskiej. To może doprowadzić do gwałtownego wzrostu imigracji i infiltracji terrorystycznej. Ewentualne powstanie kalifatu w tej części Afryki zrodziłoby zagrożenie przejęcia przez islamistów kontroli nad wspomnianymi szlakami przemytu migrantów, jak również eksportu idei islamistycznych na Stary Kontynent. Tereny na południu od Sahelu, nad Zatoką Gwinejską (zwłaszcza Nigeria), są gęsto zaludnione stanowiąc od dekad główne źródło imigracji.
Paryż prowadził na tym terenie w latach 2013-22 tzw. operację wojskową >Barkhane< która miała zapobiec secesji Tuaregów i jednoczesną likwidację organizacji dżihadystów. Efekty tych działań są na dziś niewielkie. Jak widać w tej chwili Francja wspiera już całkiem jawnie te organizacje, z którymi na niby walczyła. Bo chodzi przecież o obecność Paryża w swych byłych kolonii, starających się zerwać związki z dawną metropolią. A chaos temu sprzyja wyraźnie.
M.in. dlatego ostatnio Abdourahamane Tchiani, prezydent Nigru i szef Narodowej Rady Obrony Ojczyzny ogłosił wojnę obronną przeciwko Francji wzywając ludność Nigru do obrony przed agresją ze strony Paryża, która ma permanentnie miejsce i się nasiliła od czasu, gdy rząd Nigru ostatecznie zerwał gospodarcze konteksty z dawną metropolią. Chodzi o iście kolonialny układ Paryż – Niamey w przedmiocie rozliczeń finansowych za wydobycie rud uranu, eksploatowanych przez francuski koncern Orano.
Zapewnienie dostępu do afrykańskich zasobów, rynków i siły roboczej ma ogromne znaczenie strategiczne dla Francji i kolektywnego Zachodu. Z racji możliwości eksploatacji surowców jak i eliminacji z gry Chin i Rosji. choćby wsparcie organizacji dżihadystów z al-Kaidy nie ma tu żadnego, etycznego i strategicznego znaczenia. W walce o władzę nad Globalnym Południem, jego zasobami ludzkimi i surowcami nakłady się nie liczą, choćby gdy efekty mogą się okazać (jak np. w Syrii czy Libii) niezwykle kosztowne i po ludzku gorzkie. Media głównego nurtu przedstawiają problem jako walkę wolnego świata z Rosją i komunistycznymi wpływami chińskimi w Afryce, prezentując JNIM jako silę prodemokratyczną, wolnościową, działającą na rzecz suwerenności Tuaregów. Analogie z sytuacją w Syrii nasuwają się same. Jest to gra o władzę i kontrolę nad Globalnym Południem.

1 dzień temu





