(Korespondencja z Rosji)
Internetowa Rosja wita mnie kilka minut po wylądowaniu, jeszcze na pokładzie samolotu. Mój do tej pory milczący telefon cichutko pisnął, pokazując wiadomość: „ Internet i SMS są zablokowane na 24 godziny. Aby posługiwać się internetem i SMS-ami, odłącz WiFi, VPN i bezpłatnie przejdź weryfikację twojej SIM karty za pomocą… i tu link do strony sieci MTS) lub według numeru telefonu (podano numer).
I to wszystko. Żadnego tam „przepraszamy za niedogodności”, albo instruktaż jak się zachować podczas sytuacji kryzysowych, czy można dzwonić na 112 lub po inne służby. Nic.
Nie będę was trzymał w niepewności: w dupę sobie można włożyć te porady. Mój polski numer telefonu zamilkł jak złota rybka.
Ale to przecież nie problem: wystarczy kupić rosyjską kartę i po kłopocie. Przynajmniej tak było do tej pory. Ale to już się skończyło.
Przemiła pani w punkcie jednej z rosyjskich sieci telefonii komórkowej cmoknęła ze współczuciem:
– Cudzoziemiec? Uuuuu, to będzie trudne. Nie mogę panu sprzedać karty na telefon. To znaczy mogę, ale przedtem musi pan: przetłumaczyć paszport. Poświadczyć tłumaczenie notarialnie. Następnie zarejestrować się w Gosusługach (coś w rodzaju naszego MObywatela). Przejść wszelkie weryfikacje. Potem, po zarejestrowaniu, udać się do MFC (Mnogofunkcionalnyj centr predostawlenija gosudarstwennyh i municypalnych usług, Wielofunkcyjne Centrum Świadczenia Państwowych i Samorządowych Usług). Stamtąd skierują pana do któregoś z wybranych salonów sieci komórkowej, by zostawił pan tam swoje odciski, fotografię i próbkę głosu. Gdy już pan przejdzie wszystkie te próby ognia i wody, może pan do mnie wrócić i kupić kartę jak kilogram kartofli.
Cudnie, myślę sobie. Tłumaczenie paszportu, notarialnie poświadczone, to co najmniej dwa dni. Może więcej. I parę groszy oczywiście. Potem rejestracja w Gosusługach. Przechodziłem przez to kiedyś i gwarantuję wam, iż to droga przez mękę. Potem oddział MFC. Salon, specjalnie wybrany, bo przecież nie wszystkie są wyposażone w urządzenia do rejestracji głosu i czego tam jeszcze. Kolejne mordercze zmagania z rosyjską biurokracją. I już po kilku dniach, akurat wtedy, gdy muszę wracać do Polski, mogę kupić sobie kartę, by łączyć się z przyjaciółmi i znajomymi. Mać wasza….
Wpadnę chociaż do banku, myślę sobie, by zorientować się jaki jest stan moich finansów w rosyjskim banku, bardzo znanym tracącym mnóstwo pieniędzy na reklamy w mediach i na wszelkich innych nośnikach. Alfa Bank.
– Dzień dobry. Jestem waszym klientem, chciałbym się dowiedzieć, ile mam pieniędzy na koncie. Oto mój paszport, na podstawie którego otwierałem wspomniane konto. Mam wasze karty, ale w bankomacie nie ma funkcji sprawdzenia wysokości konta.
– Dzień dobry. Jak miło, iż pan do nas zawitał. Oczywiście, z przyjemnością przekażemy panu wszelkie dane, jak tylko zjawi się pan u nas w oddziale z przetłumaczonym paszportem. Oczywiście poświadczonym notarialnie.
– Panie – mówię trzęsąc się ze złości – przecież skan mojego paszportu jest u was od czasu, kiedy otwierałem ten chromolony rachunek.
– Nie szkodzi, przepisy są takie, iż tylko z przetłumaczonym paszportem.
-…poświadczonym notarialnie.. – mówię słabnącymi usty.
– …otóż to. Ale proszę się nie denerwować, przecież może pan zalogować się na bankowej aplikacji i ma pan z głowy.
– Nie mogę otóż, gdyż aplikacja żąda ode mnie wyłącznie rosyjskiego numeru telefonu. Stary straciła ważność, a nowy… sam pan wie.
– No tak… Przykro nam, do widzenia.
Czyli mogę w Rosji korzystać z dobrodziejstw internetu, pod warunkiem, iż kilka najbliższych dni spędzę przed ekranem komputera albo w korytarzach urzędów. I wtedy mogę zadzwonić do kogo chcę. Pod warunkiem oczywiście, iż nie zapragnę znienacka pogadać z kimś przez Telegram (zablokowany), albo przez Messenger od FB (też zablokowany). Mogę oczywiście otworzyć sobie konto na MAX i gadać do woli. MAX, wymyślili sobie rosyjscy biurokraci, ma zastąpić FB, YT, Telegram i co tam jeszcze. Czemu rosyjscy obywatele mają wyrzucić do kosza swoje dotychczas używane i dobrze działające komunikatory i przejść na MAXa? Dlatego, iż jest świetny, a choćby jeszcze świetniejszy od tamtych zachodnich, mówią im. Nieprawda. MAX jest słaby jak tygodniowe kocię i kilka potrafi. Za to wszelkie instytucje przechodzą na MAX-a, ponieważ są do tego zmuszone. Może więc jednak MAX?
– Zwariowałeś? Tam dopiero jesteś pod lupą rosyjskich służb – uprzedza kolega dziennikarz. Pokazuje rolkę, gdzie rosyjski biznesmen dzwoni przez MAX do FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa) i prosi o adres człowieka, który przed chwilą do niego dzwonił, bo nie zdążył zapisać. „Bo przecież cały czas mnie podsłuchujecie. Odpowiedź :”Tak. I co z tego?” Adres wreszcie otrzymuje razem z życzliwą radą, żeby wciągnął brzuch, bo źle wygląda. Zabawne, choć pewnie nie wszystkich śmieszy.
Telegram, jeden z najpopularniejszych w Rosji komunikatorów, dzisiaj też jest zablokowany przez Roskomnadzor, (Federalna Służba ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej). Zaczęli spowalniać latem 2025 roku, zablokowano całkowicie w lutym 2026 roku. Powody znane do bólu: twórcy Telegrama, czyli Paweł Durow, odmówił udostepnienia kluczy dostępu do komunikatora służbom specjalnym. Durow, żeby była jasność, wyjechał z Rosji z powodu nacisków służb właśnie. By obraz był pełny nadmienię, iż kilka dni temu opublikował emocjonalne wystąpienie, iż uciekł z Rosji przed cenzurą i oto jest świadkiem, jak cenzura państwowa go dogoniła we Francji i w całej Europie Zachodniej panuje w najlepsze, a ludzie, piszący krytyczne teksty, trafiają za kraty. To tyle, jeżeli chodzi o porównanie sobie wolności słowa w Rosji i w wolnym świecie Zachodu.
W lutym tego roku służby rosyjskie poszły na całość: oskarżono Durowa o „wspieranie terroryzmu”, FSB ogłosiła, iż np. w 2022 roku przy pomocy Telegrama popełniono ponad 153 tysiące, a dzielni funkcjonariusze FSB zapobiegli 475 przestępstwom terrorystycznym przygotowywanym za pośrednictwem Telegrama. dzięki komunikatora koordynowano niektóre działania terrorystyczne jak atak na centrum handlowe Krokus, zamach na Dugina, w wyniku którego zginęła jego córka. „Wróg korzystał z analityki Telegrama”.
Podobnie było z Facebookiem. Z równym powodzeniem można już przystąpić do zakazu używania noży do krojenia chleba.
Telegram jest zablokowany na terenie całej Rosji. Facebook też. Tak samo jak YouTube.
Wszyscy Rosjanie korzystają z Telegrama, Facebooka i YouTuba.
Reklamują swoje kanały w Telegramie najwięksi propagandziści rosyjskich mediów, Władimir Sołowiow, Siergiej Mardan i szanowani przez swoich odbiorców korespondenci wojskowi z pierwszej linii frontu: Jewgenij Poddubny, Aleksander Koc, Swietłana Pikta i inni. Reklamują w państwowej telewizji kanały na Telegramie. Oficjalnie. Nagrywają niesłychanie ważne i interesujące podcasty na YT, piszą w Facebooku.
Poniżej zapis rozmowy między zastępcą szefa Roskomnadzoru Tierliakowa, a Natalią Kasperską, współtwórcą Laboratorium Kasperskiego
Tierliakow: „Kto nas lubi, a kto nie, zostawmy to na boku. Robimy swoją robotę. Mamy zadanie i będziemy je realizować. Możemy z wami, albo bez was.
Kasperska: A macie jakieś [konkretne] wyniki blokowania? Na przykład zablokowaliście Telegram?
Tierliakow: Oczywiście.
Kasperska: Koledzy podnieście ręce, kto korzysta z Telegramu.
(wszyscy podnieśli ręce)
Tierliakow: No to o co wam chodzi, jeżeli u was wszystko działa? Wynika z tego, iż Roskomnadzor nie jest taki zły”.
Schizofrenia przy tym to łagodna choroba wieku dziecięcego.
Oczywiście, można ryczeć ze śmiechu nad tymi, którzy podejmują cenzorskie decyzje, okraszone zwykle nader gromki słowami o bezpieczeństwie państwa, dzieci, kobiet, a najczęściej wszystkich naraz. Można dworować sobie razem z rosyjskimi dziennikarzami, którzy tarzają się ze śmiechu nad kolejnymi pomysłami urzędników albo posłów. Na przykład taki, by VPN, za pomocą którego Rosjanie obchodzą te wszystkie zakazy, był jeden, ale za to centralny. Po zablokowaniu wszystkich innych, dostęp do jednego, centralnego VPN będzie przydzielany poszczególnym służbom, strukturom i urzędom, dla których to będzie niezbędne w pracy. Poszczególni obywatele też dostaną, jak ładnie poproszą i uzasadnią konieczność wypłynięcia na szerokie przestworza światowego internetu.
Ale nie jest zabawne, gdy rosyjskie media donoszą o kolejnych aresztowanych lub emerytach skazanych na drakońskie kary pieniężne za jakiś wpis w zamkniętych grupach.
Tak, odpowiadają rosyjscy biurokraci, ale w takiej Wielkiej Brytanii siedzi za wpisy w internecie ileś tam osób, podobnie we Francji, a u nas, w Rosji wcale nie tak dużo. Być może, ale od tego nie jest lżej.
I nie bawi mnie, gdy w tej części reportażu i w następnej będę musiał kamuflować nazwiska, funkcje, płeć moich rozmówców, by im po prostu nie zaszkodzić.
Deputowany Swincow, zastępca komitetu ds. polityki informacyjnej grzmi: YT, Telegram Instagram, FB jest wykorzystywany przez amerykański wywiad dla zbierania informacji i pracy szpiegowskiej. Dlatego zalegalizowanie ich w Rosji to sprawa dalekiej przyszłości.
Obywatele, słysząc takie dyrdymały klną ile wlezie. I tracą zaufanie do swojego państwa.

19 godzin temu






