Techno-januszyzm w erze pracy zdalnej. Jak powstrzymaliśmy inwigilację w Centralnym Ośrodku Informatyki (rozmowa z Sofianem Boukoffa)

1 dzień temu
Zdjęcie: Gemini Generated Image


W Centralnym Ośrodku Informatyki około 90% zespołów pracuje zdalnie lub hybrydowo. Gdy kierownictwo pod pozorem „optymalizacji obciążenia” próbowało wdrożyć inwazyjne oprogramowanie śledzące każdy ruch myszką i tytuły maili, Związkowa Alternatywa postawiła tamę. O kulisach zablokowania narzędzia TimeCamp, obronie prywatności i walce z pojęciem „kradzieży czasu” rozmawiamy z Sofianem Boukoffa, przewodniczącym ZA w COI

Mierzycie się ze stosunkowo nowym, ale narastającym problemem: technologiczną inwigilacją pracowników w miejscu pracy. Od czego to się zaczęło w Centralnym Ośrodku Informatyki?

Sofiane Boukoffa: Punktem wyjścia był nasz tryb pracy – około 90% zespołów w COI to zespoły rozproszone, pracujące zdalnie lub hybrydowo. Pracodawca zaczął tłumaczyć, iż potrzebuje specjalnego narzędzia, aby „właściwie dociążać zespoły” i dbać o to, by jedni nie pracowali za dużo, a inni za mało. To był oficjalny PR. W rzeczywistości chodziło o masowe zbieranie danych i próbę zastąpienia żywego człowieka algorytmem. Nasi kierownicy mają kompetencje i doświadczenie do zarządzania ludźmi, tymczasem chciano, by to oprogramowanie decydowało o sprawach personalnych, zespołowych i projektowych.

O jakim oprogramowaniu mowa i jak dokładnie miało kontrolować pracowników?

Chodzi o narzędzie TimeCamp. Program miał sprawdzać brak aktywności kursora, brak kliknięć, weryfikować otwarte okna i mierzyć czas spędzony w aplikacjach. Co gorsza, w początkowej wersji widoczne były choćby tytuły otwieranych maili, a system potrafił sczytywać strukturę katalogów i ścieżki projektowe, nad którymi pracują programiści. W firmie, która tworzy najważniejsze produkty dla cyfryzacji usług publicznych w Polsce, była to gigantyczna luka bezpieczeństwa i zagrożenie dla tajemnicy przedsiębiorstwa! Do tego dochodziła codzienna, upokarzająca opresja: przy chwilowej bezczynności pracownikowi wyskakiwał monit z żądaniem spowiedzi, co w tym czasie robił – czy dzwonił, czy załatwiał sprawę prywatną. Zwykły, ludzki kierownik jest o niebo mniej opresyjny.

Twórcy tego typu systemu operują pojęciem „kradzieży czasu” przez pracowników. A może to po prostu januszyzm biznesu uzbrojony w technologie?

Bo to jest czysty techno-januszyzm biznesu! Cała ta narracja opiera się na absurdalnym założeniu, iż jeżeli pracownik nie klika nieprzerwanie w klawiaturę, to okrada firmę. Do tego praca w IT to praca koncepcyjna, rozwiązywanie abstrakcyjnych problemów, które bardzo często nie ma związku z klikaniem w myszkę. Menedżerowie zapominają o podstawach prawa pracy: pracownik najemny podpisuje umowę i deklaruje swoją dyspozycyjność. To, czy pracodawca potrafi zapewnić ciągłość zadań, to zupełnie inna sprawa. jeżeli ktoś ma wyższe umiejętności, lepsze narzędzia i zrobi swoją pracę szybciej, to dlaczego ma być za to karany? Zbierano te dane nadmiarowo i nadgorliwie po to, by wyciągać konsekwencje wedle uznania, zależnie od tego, jak zawieje wiatr.

Jaką strategię obrony przyjęliście? Gdzie pracodawca złamał prawo?

Pracodawca jedynie deklarował, iż będzie zbierał tylko te dane, ale aplikacja pozwala na dużo więcej. Co nas nie satysfakcjonowało. Wykazaliśmy całkowitą bezprawność tego wdrożenia. Przede wszystkim masowe zbieranie danych o czasie i sposobie pracy pracowników musi być bezwzględnie poprzedzone analizą wpływu na ochronę danych osobowych (DPIA). Pracodawca tego nie zrobił. Zignorował unijną zasadę minimalizacji danych, nie przedstawił pracownikom klauzuli informacyjnej i nie był w stanie wykazać, iż tak inwazyjny nadzór jest w ogóle niezbędny do realizacji stosunku pracy. Mamy swoje prawo do prywatności.

Jaki jest finał tej sprawy i co radzisz pracownikom w innych branżach, którzy spotykają się z podobną inwigilacją?

Dzięki naszej wiedzy, solidarności i wspólnemu oporowi załogi pracodawca po cichu wycofał się z tego pomysłu. Dostaliśmy jedynie wymijający komunikat, iż decyzja o wprowadzeniu narzędzia jeszcze nie zapadła.
Pracownicy nie są na straconej pozycji. Trzeba znać swoje prawa. Naszą tarczą jest europejskie RODO, polska ustawa o ochronie danych osobowych, Kodeks pracy oraz wytyczne UODO i oczywiście oddolne działanie i samoorganizacja. Warto też patrzeć na Zachód – we Francji, Niemczech czy Holandii nakłada się gigantyczne kary na korporacje, które próbują nadmiarowo inwigilować pracowników przy użyciu algorytmów czy AI. Praca zdalna nie oznacza, iż pracodawca może bezkarnie instalować cyfrowy bat w naszych komputerach.

Source

Idź do oryginalnego materiału