Zakład Ubezpieczeń Społecznych jeszcze tego lata może zostać sparaliżowany powszechnym strajkiem personelu. Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa od 16 czerwca prowadzi w instytucji referendum strajkowe. Udany strajk ostrzegawczy pokazał, iż determinacja załogi jest ogromna.
Próba generalna wypadła obiecująco. 17 czerwca w ZUS odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Wzięło w nim udział aż 73 proc. pracowników, którzy byli tego dnia w pracy.
Teraz czas na kolejny, jeszcze poważniejszy krok. Od tygodnia pracownicy ZUS głosują w referendum strajkowym, które potrwa do 6 lipca. jeżeli w głosowaniu weźmie udział przynajmniej połowa ogółu zatrudnionych, a większość poprze protest, zyskamy prawo do przeprowadzenia masowego, bezterminowego odejścia od biurek. To może oznaczać paraliż wypłat kluczowych świadczeń dla milionów Polaków.
Dlaczego pracownicy ZUS chcą strajkować? Głównym powodem sporu są skandalicznie niskie zarobki. Celem protestujących jest zmuszenie pracodawcy do podwyżki płac o 1200 zł brutto dla wszystkich pracownika. Obecna propozycja władz ZUS to zaledwie 220 zł brutto – kwota, którą związkowcy uważają za upokarzającą.
Od 2018 roku lawinowo przybywa obowiązków pracowników ZUS – 30 nowych programów do obsługi, w tym m.in. 800 plus, renta wdowia czy babciowe.
Wynagrodzenia rosną w żółwim tempie. Najczęściej spotykana płaca w ZUS wynosi w tej chwili zaledwie kilkaset złotych powyżej minimalnego wynagrodzenia krajowego. Już teraz obserwujemy drastyczne skutki polityki niskich płac: masowy odpływ wykwalifikowanych kadr oraz wszechobecne wakaty. Przekłada się to bezpośrednio na drastyczne przepracowanie obecnego personelu oraz spadek jakości usług świadczonych obywatelom. Bez radykalnych zmian w siatce płac, ZUS czeka zapaść kadrowa.
Source

4 godzin temu



