Za 10 lat z polskiego rynku znikną 2 mln pracowników. Tymczasem gwałtownie spada liczba zezwoleń dla cudzoziemców

2 godzin temu

W 2025 roku wojewodowie wydali prawie 252 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. To o 22 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie pracodawcy coraz częściej alarmowali, iż na decyzje czeka się miesiącami, a część kandydatów wybiera kraje, w których formalności realizowane są krócej.

Spadła także liczba oświadczeń o powierzeniu pracy wpisanych do ewidencji przez urzędy pracy. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, iż w 2025 roku zarejestrowano ich 328 tys., o 23 proc. mniej niż w 2024 roku.

Te liczby nie pokazują całej skali zatrudnienia cudzoziemców, ponieważ praca może być legalizowana na kilku podstawach, a część obywateli Ukrainy korzysta z uproszczonych procedur. Pokazują jednak wyraźny kierunek zmian w jednym z głównych kanałów dostępu do polskiego rynku pracy.

Państwo zaostrza kontrolę

Resort pracy wskazuje, iż dokładniejsze sprawdzanie wniosków ma ograniczać fikcyjne oferty i przypadki, w których dokumenty związane z zatrudnieniem służyły przede wszystkim do uzyskania wjazdu do strefy Schengen.

Od 1 czerwca 2025 roku obowiązuje ustawa o warunkach dopuszczalności powierzania pracy cudzoziemcom. Przeniosła część procedur do systemów elektronicznych, rozszerzyła możliwości kontroli i zwiększyła sankcje za nielegalne zatrudnienie.

Zmiany odpowiadają na oczekiwania dużej części społeczeństwa. W styczniowym badaniu IBRiS dla Wirtualnej Polski około dwóch trzecich respondentów opowiedziało się za przyjmowaniem mniejszej liczby migrantów spoza Unii Europejskiej.

Firmy czekają, pracownicy wyjeżdżają

Jak podał Reuters, organizacje pracodawców skarżą się na wielomiesięczne postępowania. Według Konfederacji Lewiatan uzyskanie zezwolenia na pracę może trwać ponad pół roku, a decyzja w sprawie pobytu czasowego niekiedy zbliża się do roku.

Reuters opisał właściciela restauracji, którego kucharz po ponad roku oczekiwania na polskie zezwolenie pobytowe wyjechał do Danii. Otrzymał tam kilkuletnią wizę dla wykwalifikowanego pracownika.

Wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Duszczyk mówił Reutersowi, iż Polska przestała być wyłącznie krajem emigracji i sama stała się miejscem docelowym dla pracowników z zagranicy. Rząd deklaruje jednocześnie, iż nie chce budować gospodarki opartej na taniej sile roboczej.

Przewlekłe procedury nie zatrzymują jednak zapotrzebowania na pracę. Przenoszą je tylko gdzie indziej do innego kraju, innego zakładu albo innej branży.

Coraz mniej osób będzie pracować

Największym wyzwaniem pozostaje demografia. Polski Instytut Ekonomiczny oszacował, iż przy obecnych trendach do 2035 roku liczba pracowników w Polsce może zmniejszyć się o niemal 2,1 mln, czyli o ponad 12 proc.

Nie chodzi o taką samą liczbę nieobsadzonych wakatów. Prognoza opisuje możliwy spadek liczby osób pracujących, wynikający z przechodzenia licznych roczników na emeryturę i mniejszej liczby młodych ludzi wchodzących na rynek.

Według PIE największy ubytek może dotknąć przemysł, gdzie liczba pracowników spadłaby o około 805 tys. W handlu i naprawie pojazdów ubytek może wynieść 423 tys., w edukacji 414 tys., a w rolnictwie 406 tys.

Zmiany obejmą również ochronę zdrowia. To szczególnie istotne, ponieważ starzejące się społeczeństwo będzie potrzebowało więcej lekarzy, pielęgniarek i opiekunów w czasie, gdy liczba osób zdolnych do pracy będzie malała.

Mniej pracowników to wyższe koszty

Braki kadrowe uderzają najpierw w przedsiębiorstwa. Gdy firma nie znajduje kierowcy, spawacza, magazyniera, kucharza, budowlańca lub opiekuna, ogranicza liczbę zleceń, wydłuża terminy albo podnosi wynagrodzenia.

Część kosztów trafia później do klientów. Skutkiem mogą być droższe remonty, transport, gastronomia i usługi opiekuńcze. W innych przypadkach problemem staje się nie sama cena, ale brak wolnych terminów.

Wyższe płace mogą przyciągać ludzi do konkretnych branż, ale nie zwiększą liczby osób w wieku produkcyjnym. Pracownik, którego zyska jedna firma, często odchodzi z innej.

Stawką są także składki i emerytury

Polski system emerytalny jest finansowany głównie z bieżących składek osób pracujących. Im mniej płatników i im więcej emerytów, tym większe obciążenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz budżetu państwa.

Legalnie zatrudnieni cudzoziemcy płacą podatki i składki. Zwiększają więc liczbę osób finansujących bieżące świadczenia, choć ich obecność sama nie zatrzyma starzenia się społeczeństwa.

Znaczenie ma przede wszystkim stabilne, legalne zatrudnienie. Wielomiesięczne oczekiwanie na decyzję sprzyja rotacji, wyjazdom i przechodzeniu do państw, które szybciej kończą postępowania.

Polska może zaostrzać zasady i skuteczniej ścigać nadużycia. Nie zmieni jednak faktu, iż liczba osób wchodzących na rynek pracy będzie coraz mniejsza. Każda polityka migracyjna, która pomija ten bilans, prędzej czy później odbije się na firmach, cenach usług i finansach publicznych.

Źródła: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Polski Instytut Ekonomiczny, Reuters

Idź do oryginalnego materiału