„Związek zawodowy nie może się bać” – rozmowa z liderka związkową w szpitalu w Bartoszycach

5 godzin temu
Zdjęcie: Ochrona zdrowia


„Największym zagrożeniem dla pracowników nie jest brak odwagi pojedynczych osób. Największym zagrożeniem jest obojętność. o ile przestaniemy reagować na niesprawiedliwość, nic się nie zmieni” – mówi Joanna Kupczyk, liderka Związkowej Alternatywy w ochronie zdrowia, przewodnicząca Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa w Szpitalu Powiatowym w Bartoszycach.

Dlaczego zdecydowałaś się dołączyć do Związkowej Alternatywy?

Zanim podjęłam decyzję, dokładnie przeanalizowałam sposób jej działania. Przekonała mnie skuteczność, odwaga w podejmowaniu trudnych tematów, obecność w mediach i prostszy model organizacyjny. Zobaczyłam organizację, która skupia się przede wszystkim na pracownikach, a nie na rozbudowywaniu własnych struktur. Podobnie jak ZA, uważam też, iż transparentność powinna być podstawą zaufania.

Mam silną potrzebę zwiększenia skuteczności zbiorowego działania. Od lat słyszymy o tych samych problemach pielęgniarek i położnych, a wiele z nich przez cały czas pozostaje nierozwiązanych. przez cały czas nie mamy urlopów dla poratowania zdrowia. przez cały czas nie wywalczono godnego wynagradzania pracy w święta, soboty i niedziele. Coraz częściej miałam poczucie, iż mówi się o wielkich postulatach, ale brakuje konsekwencji w doprowadzaniu ich do końca.

Ja zawsze uważałam, iż nie trzeba od razu sięgać chochlą. Czasami lepiej działać łyżeczką – małymi, ale skutecznymi krokami, które naprawdę poprawiają sytuację pracowników.

Jakie są największe bolączki pracy położnej czy pielęgniarki, które wołają o reakcję?

Największym problemem są zaniżone normy zatrudnienia. W praktyce oznacza to zbyt małą liczbę personelu, ogromne przeciążenie pracą i coraz większą odpowiedzialność spoczywającą na jednej pielęgniarce czy położnej. To ma bezpośredni wpływ nie tylko na nasze zdrowie i bezpieczeństwo, ale również na bezpieczeństwo pacjentów.
Po drugie: warunki pracy. przez cały czas zdarzają się miejsca, gdzie brakuje odpowiednich pomieszczeń socjalnych, miejsc do odpoczynku czy adekwatnych warunków sanitarnych.

Alarmująca jest sprawa wynagrodzeń. W przestrzeni publicznej często słyszymy, ile rzekomo zarabiają pielęgniarki. Tymczasem po trzydziestu trzech latach pracy mogę powiedzieć, iż medialne kwoty bardzo często nie mają nic wspólnego z wynagrodzeniem wynikającym z umowy o pracę.

Nie rozumiem również, dlaczego praktycznie przestano mówić o godnym wynagradzaniu pracy w święta, soboty i niedziele. Kiedy rozpoczynałam pracę zawodową, dodatki za pracę w dni wolne były znacznie bardziej odczuwalne. Dzisiaj pracujemy wtedy, kiedy inni odpoczywają z rodzinami, a ten temat niemal zniknął z debaty publicznej.
Kolejnym problemem są obowiązkowe punkty edukacyjne oraz decyzje podejmowane bez rozmowy z ludźmi, którzy każdego dnia pracują przy pacjentach.

Jakie najważniejsze rozwiązania powinny zostać przyjęte, aby poprawić Waszą sytuację?

Przede wszystkim trzeba zacząć słuchać ludzi wykonujących ten zawód.
To pielęgniarki i położne najlepiej wiedzą, z jakimi problemami mierzą się każdego dnia. Tymczasem zbyt wiele decyzji zapada bez konsultacji z praktykami.

Potrzebujemy realnego zwiększenia norm zatrudnienia, poprawy warunków pracy, urlopów dla poratowania zdrowia, lepszego wynagradzania pracy w święta, noce i weekendy oraz zmian w systemie obowiązkowego doskonalenia zawodowego.
Bardzo ważna jest również zmiana sposobu prowadzenia dialogu. Nie wystarczy raz na kilka lat ogłosić wielkie postulaty. Potrzebna jest systematyczna, konsekwentna praca nad konkretnymi rozwiązaniami.
Ja zawsze powtarzam, iż nie trzeba od razu zmieniać całego świata. Czasami jedno dobrze przygotowane rozwiązanie przynosi więcej korzyści niż dziesięć haseł, które nigdy nie zostaną zrealizowane.

Czym najbardziej rozczarowały Cię branżowe związki zawodowe? Jaki był najbardziej drastyczny przykład ich dysfunkcyjności?

Najbardziej rozczarował mnie brak realnego wsparcia wtedy, kiedy było ono naprawdę potrzebne.
Przez lata wielokrotnie składałam pisma, osobiście dostarczałam dokumenty i zgłaszałam problemy dotyczące przestrzegania praw pracowniczych. Oczekiwałam rozmowy i zainteresowania. Zdarzało się jednak, iż nie otrzymywałam choćby odpowiedzi.

To było dla mnie bardzo trudne doświadczenie, ponieważ sama przez ponad dwadzieścia lat angażowałam się społecznie i zawsze uważałam, iż właśnie po to istnieją związki zawodowe.

Rozczarowała mnie także skuteczność. Przykładem może być kwestia urlopów dla poratowania zdrowia czy sposób rozwiązania problemu siatki płac. Zamiast integrować środowisko, doprowadzono do podziałów pomiędzy grupami zawodowymi. Uważam, iż rolą związku zawodowego powinno być jednoczenie ludzi i prowadzenie konsekwentnego dialogu, a nie ograniczanie się do krótkotrwałych akcji.

Jak Twoim zdaniem powinien działać odważny związek zawodowy w ochronie zdrowia?

Przede wszystkim powinien być odważny, niezależny i uczciwy.
Powinien mówić prawdę choćby wtedy, kiedy jest ona niewygodna. Powinien reagować na łamanie praw pracowników bez względu na to, kto jest po drugiej stronie.

Działalność związkowa wymaga ogromnej odwagi. Osoby, które upominają się o prawa pracowników, często spotykają się z niezrozumieniem, są nazywane konfliktowymi albo pieniaczami. Sama doświadczyłam, jak wysoką cenę można zapłacić za konsekwentne bronienie swoich wartości. Mimo to przez cały czas uważam, iż warto walczyć o uczciwe warunki pracy.

Odważny związek zawodowy nie może bać się trudnych tematów. Musi być przede wszystkim blisko ludzi, bo właśnie dla nich istnieje.

Gdy rozmawiasz z pracownicą, która nie chce angażować się w działalność związkową – co najczęściej słyszysz i jaka jest Twoja odpowiedź?

Najczęściej słyszę jedno słowo – strach.
Ludzie boją się szykan, działań odwetowych, gorszego traktowania, utraty pracy czy problemów z przełożonymi. I trudno się temu dziwić, bo wiele osób widziało podobne sytuacje.

Ja zawsze odpowiadam, iż doskonale rozumiem ten strach. Sama wiem, jak wysoką cenę można zapłacić za bronienie praw pracowników. Ale wiem również, iż żadne prawa pracownicze nie zostały wywalczone przez ludzi, którzy milczeli.
Nie każdy musi być liderem ani występować publicznie. Czasami już samo członkostwo w związku zawodowym jest wyrazem solidarności i daje siłę całemu środowisku.

Bo tylko wtedy, kiedy jesteśmy razem, nasz głos staje się naprawdę słyszalny.
Po trzydziestu trzech latach pracy w zawodzie wiem jedno – największym zagrożeniem dla pracowników nie jest brak odwagi pojedynczych osób. Największym zagrożeniem jest obojętność. o ile przestaniemy reagować na niesprawiedliwość, nic się nie zmieni. Dlatego przez cały czas wierzę, iż warto mówić głośno o problemach i wspólnie szukać rozwiązań.

Source

Idź do oryginalnego materiału