Dlaczego nie wezmę udziału w dyskusji o poparciu dla partii Grzegorza Brauna?

1 tydzień temu

Najprostsza odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: ponieważ ta dyskusja mi uwłacza.

Jakieś głęboko zakamuflowane pokłady resztek optymizmu każą mi mieć ciągle nadzieję, iż cała ta dyskusja to jakiś dobrze utajony trolling, piramidalny prank. Zatem jeżeli wezmę w niej udział, to nagle wszyscy wybuchną śmiechem, natrząsając się z mojej naiwności, iż oto znów dałem się podpuścić i nabrać.

Argumenty przytaczane przez rzeczników takiej współpracy są tak niedorzecznie infantylne, iż moją naiwnością byłoby branie ich za dobrą monetę, którą faktycznie ktoś realnie chce handlować.

I nie chodzi tu choćby o program ekonomiczny Korony. Jej jawny libertarianizm, korwinizm i balcerowiczyzm. Wszak mieniący się lewicowymi zwolennicy współpracy z Braunem krzyczą, gdzie mogą: „Furda z programem! istotny jest ruch!” (taki bernsteinizm 2.0). W polskiej polityce w ogóle, a w partiach urojonego protestu, takich jak Korona Brauna, program jest przecież coraz mniej ważny.

Chodzi po prostu o to, iż obietnice Korony, jej sposób funkcjonowania w świecie polityki, są totalnie niewiarygodne.

Po pierwsze, Korona Brauna chce się jawić jako partia, która radykalnie zmieni oblicze polskiej polityki. Jest to szczególnie paradna obietnica, jeżeli uświadomimy sobie, iż Grzegorz Braun wraz ze swoimi ludźmi nie są w polityce od wczoraj. Długie lata ich funkcjonowania pokazują, iż ci ludzie i ich organizacja nie są w stanie niczego obalić, radykalnie zmienić czy przeobrazić. Narzędziem braunistów jest trolling, a to nigdy nie jest motor realnej zmiany. Jedyne faktyczne osiągnięcie partii „Grzesia” to zdjęcie z Konfederacji odium radykalnej prawicy, co umożliwi Tuskowi koalicję z Mentzenem, a grześowcom zapewni synekury w jakichś spółkach restrukturyzacji rolnictwa czy innych podmiotach służących do spłacania politycznych długów z publicznej kasy.

I to właśnie sprawia, iż Korona nie jest partią antysystemową; powiem więcej: Korona jest tym, czego system polityczny w Polsce najbardziej potrzebuje. Korona jest partią systemową par excellence!

Drugą wielką blagą brauniarzy jest rzekomy antywojenny charakter ich ruchu. Trzeba daleko posuniętego niezrozumienia, czym jest proxy wojna Zachodu z Rosją, dziejąca się na Ukrainie, by w takie bzdury wierzyć. Charakter tego konfliktu stawia najwyższe możliwe wymagania potencjalnemu ruchowi antywojennemu, który musi mieć świadomość, iż w istocie mamy do czynienia z konfliktem systemowym, a więc takim, którego koniec będzie oznaczał radykalną przebudowę Systemu Świata. Taka przebudowa wymaga już dziś od potencjalnego ruchu antywojennego, by ten tworzył wizję, TAK, także gospodarczą, ładu po wojnie. Ksenofob, którego imaginarium ogranicza się do tego, by wyrzucić z Polski wszystkich Ukraińców i powtarzania komunałów, iż polski interes jest najważniejszy, jest daleki od tego, by do tego warunku zbliżyć się o milimetr.

Braun również nie jest propalestyński. Jako katolicki fundamentalista jest zwykłym antysemitą (tak, pomimo tego, iż Hasbara używa tego pojęcia jako pałki, nie jest to pojęcie puste) i islamofobem. Dlatego właśnie działający w Polsce Palestyńczycy odcinają się od Brauna, bo wiedzą, iż w najlepszym wypadku jego poparcie dla sprawy Palestyny jest nieskuteczne, w najgorszym zaś kompromitujące.

Cyprian Kraszewski swój tekst rekapitulujący poglądy Korony zatytułował „Nie tędy droga” i ja się z tym tytułem zgadzam w pełni. Od siebie dodam jednak, iż czymś mocno kompromitującym dla radykalnej lewicy jest szukanie w Koronie Brauna szalupy ratunkowej w czasach stawiających przed nami tak wiele wyzwań.

Idź do oryginalnego materiału