Pierwszy maja przeszedł bez wielkich emocji. kilka uwagi zostało poświęcone temu staremu robotniczemu świętu. Aczkolwiek „Rzeczypospolita” zauważyła w krótkiej wzmiance, iż „To święto poświęcone prawom pracowników, solidarności ludzi pracy, sprawiedliwości społecznej oraz szacunkowi dla pracy”.
„Tygodnik Solidarność” poinformował o zapowiedzi ogólnopolskiej demonstracji 20 maja 2026 przez NSZZ Solidarność, której celem jest „obrona godności ludzi pracy i przyszłości polskich rodzin” – zapowiada Dariusz Brzęczek, przewodniczący regionu opolskiego.
Chcę zwrócić uwagę na „godność pracy” w apelu NSZZ „Solidarność”. Godność pracy i bardziej ogólnie godność życia pojawia się jako jeden z dwóch podstawowych tematów, na które robotnicy strajkujący w różnych regionach Polski zwrócili swoją uwagę w wypowiedziach, które poniżej cytuję.
Poza tymi dwoma pismami, tylko „Tygodnik Powszechny” wziął byka za rogi i zagłębił się w analizę współczesnej sytuacji głównego bohatera tego święta: robotnika. Artykuł Marka Rabija, zatytułowany „Sprawdź, może i ty jesteś robotnikiem? Jak zmieniła się praca w Polsce”, zawiera refleksje dotyczące losu klasy robotniczej we współczesnej Polsce. Co ważne, tekst ten wprowadza z powrotem pojęcie robotnika do świadomości społecznej, z której to pojęcie zniknęło w pierwszych dekadach nowego stulecia.
Artykuł zainteresował mnie z prostego powodu. Razem z kolegą, młodym lewicowcem z Warszawy, postanowiliśmy dowiedzieć się, kim naprawdę są polscy robotnicy w roku 2025. Chcieliśmy odejść od ogólnych dyskusji politycznych i skupić się na prawdziwym życiu robotniczym. Refleksje Rabija mają charakter dedukcyjny – wychodzą od ogólnych obserwacji opartych na statystykach i związanych z nimi społecznych przekonaniach, by stopniowo dojść do pytania: „Kim są dzisiejsi robotnicy?”. Natomiast my podążamy w przeciwnym, indukcyjnym kierunku: poczynając od tego samego pytania: „Kim jesteśmy robotnicy polscy 2025”, to znaczy od pracy, życia i duszy robotniczej ku bardziej ogólnym hipotezom, takim jak istnienie wartości robotniczych jako podstawa budzącego się ruchu robotniczego.
Przeprowadziliśmy niemal dziesięć wywiadów wideo z robotnikami w różnych zakładach pracy – najczęściej tam, gdzie coś się działo, gdzie trwał konflikt albo narastało napięcie. Celem rozmów jest stworzenie filmu dokumentalnego „Kim jesteśmy, robotnicy polscy 2025”. Byliśmy między innymi na strajku w zakładzie Jeremias w Gnieźnie, podczas protestu w fabryce Valeo w Chrzanowie, rozmawialiśmy z robotnikiem prowadzącym strajk głodowy i jego kolegami w kopalni Bogdanka na Lubelszczyźnie, z pracownikami Huty Pokój w Rudzie Śląskiej (zakładu pozostającego w nieustannym zagrożeniu zamknięciem) – oraz z górnikiem z Katowic. Naturalnie, robotnicy z którymi rozmawialiśmy w czasie strajków, to działacze związków zawodowych, ludzie o wiodącym poziomie świadomości robotniczej. Pomimo niskiego poziomu uzwiązkowienia, ich głosy wskazują na optymistyczny kierunek rozwoju ruchu robotniczego.
My walczymy o godność
Nasze oddolne podejście ujawniło dwie niezwykle istotne cechy rodzącego się ruchu robotniczego, które – moim zdaniem – mają znaczenie dla całego polskiego społeczeństwa, a których analiza Rabija nie uchwyciła: poczucie ludzkiej godności oraz obecność dawnych wartości robotniczych.
Pojawienie się godności jako jednego z głównych celów walki robotniczej wynosi ją na wyższy, bardziej uniwersalny i – co najważniejsze – moralno-ludzki poziom. Nie chodzi już wyłącznie o walkę o wyższe płace, choć, jak mówi jeden z robotników w Gnieźnie, „chcemy płacy odpowiadającej naszej godności – godnej płacy”. Takiej, która pozwala człowiekowi odpocząć i nie liczyć w nieskończoność pieniędzy do następnej wypłaty; która pozwala prowadzić normalne, ludzkie życie – mieć czas i siłę, by pójść na działkę, na ryby, zabrać rodzinę na wycieczkę i wspólnie odpocząć.
Słynne boliwijskie powiedzenie z czasów prezydentury Evo Moralesa, pierwszego indiańskiego prezydenta Boliwii, chyba najlepiej oddaje poziom tej rodzącej się świadomości robotniczej: „My nie chcemy żyć lepiej. My chcemy żyć dobrze”.
Spójrzmy choćby na dramatycznie niski przyrost demograficzny, utrzymujący się w kraju od dziesięcioleci. Jest on także skutkiem niegodnego życia podporządkowanego wyścigowi szczurów, który transformacja ustrojowa w dużym stopniu ułatwiła i narzuciła. Taki model życia ogranicza obecność podstawowych ludzkich uczuć: miłości, głębokiej przyjaźni czy zwykłej euforii życia.
Zdolność robotników do postrzegania siebie nie tylko jako siły roboczej, ale jako ludzi zasługujących na godność i szacunek – tak jak każdy obywatel i każda ludzka istota – może stać się fundamentem następnego etapu przemian społecznych.
Pojęcie godności rzadko pojawia się dziś w codziennych rozmowach współczesnej Polski, pogrążonej w wojnie Polaków z Polakami, wywołującej po obu stronach reakcje często skrajnie niegodne. W tej uderzającej różnicy między moralną postawą robotników a niemoralnością dominującej polityki kryje się coś wyjątkowego. Rodzący się ruch robotniczy ma bowiem do zaoferowania całemu krajowi coś znacznie ważniejszego niż tylko postulaty ekonomiczne: wysoką postawę moralną opartą na godności, wzajemnym szacunku i uznaniu człowieczeństwa drugiego człowieka. To zapalenie małej lampki godności w zakładzie Valeo przez organizatorów strajku może – i powinno – rozrosnąć się w wielkie ognisko, które puści z dymem to, co niegodne w polskiej rzeczywistości.
Robotnica z Valeo, organizatorka produkcji, mówi już w pierwszych słowach wywiadu:
„My tak naprawdę walczymy o godne traktowanie. Łamanie praw pracowniczych jest codziennością. Kto to widział, żeby menedżer szarpał strajkującego robotnika za rękę? Żeby przysyłano tutaj helikoptery, żeby nas zastraszyć? Gdzie są konsekwencje wobec winnych?”.
Strajkujący robotnicy z Jeremiasa w Gnieźnie tłumaczą z kolei, czym jest godna praca:
„Godna praca – i godna płaca – to taka praca, z której człowiek czerpie radość. Taka płaca, żeby mi starczyło i żebym nie musiał ciągle oglądać się za siebie. w okresie dajemy z siebie sto procent, rodziny nam się rozpadają, a firma osiąga ogromne zyski. Godna praca to szacunek dla robotnika: za poświęcenie, za czas, za wiedzę i umiejętności. Żeby człowiek mógł chodzić z podniesionym czołem”.
„Ja naprawdę lubię pracować – mówi jeden z robotników. – Praca sprawia mi przyjemność. Ale kiedy atmosfera w zakładzie jest zgniła, praca przestaje się podobać. Na początku, kiedy Jeremias był budowany przez oryginalnego właściciela, traktowano nas bardzo dobrze. Trudno było się tam dostać, ale kto już się dostał, chodził z podniesionym czołem. Człowiek czuł szacunek w mieście. Wszystko zmieniło się wtedy, gdy fabrykę wykupił zachodni właściciel – od tego momentu zaczął liczyć się wyłącznie zysk”.
Robotnica z Valeo, główna organizatorka zwycięskiego strajku, wspomina, iż jej największym zwycięstwem było odzyskanie przez ludzi poczucia godności:
„Wydaje mi się, iż udało mi się zapalić tę lampkę…”.
Zapytana, czym jest dla niej godność człowieka, odpowiada:
„Dla mnie to szacunek dla drugiej osoby. To świadomość, iż ona istnieje, iż nie mogę jej skrzywdzić, iż potrafię się do niej uśmiechać i nie traktuję jej jak robota. Poznałam wiele historii pracowników, którzy mają niesamowite problemy w życiu. Wydawało mi się kiedyś, iż to ja mam ciężko, ale ludzie mają znacznie gorzej”.
Dla robotnicy z Valeo nie są to jednak tylko słowa. To również działanie. Gdy pytamy ją: „Co dalej po zwycięstwie?”, odpowiada:
„To nie jest tylko zwycięstwo pracy i naszych żądań. To także zwycięstwo między ludźmi. Tego nie można teraz zaniedbać. Trzeba dalej rozmawiać z robotnikami, pytać, co zmieniło się w pracy, co jeszcze trzeba poprawić. Dobrze, iż po naszym strajku powstanie Komisja Społeczna, której celem będzie pilnowanie przestrzegania prawa pracy. Co miesiąc będziemy pisać raporty, podpisywać je i wysyłać”.
– „A kto będzie członkiem tej komisji?”.
– „Po jednym członku z dwóch związków zawodowych, jedna osoba od pracodawcy i jedna osoba z urzędu wojewódzkiego”.
– „Czy myśli pani, iż to będzie efektywne?”.
– „Tak, przez pięć lat pisałam sama o kontrolę, ale to nigdy nie miało efektu, a teraz jeżeli będziemy z całą komisją trzymali rękę na pulsie, to damy sobie z tym radę”.
– „A co dalej? Walczyliście o podwyżki? Czy jeszcze coś zdobyliście?”.
– Stabilność pracy. Jak umowa jest na trzy lata, to następna umowa ma być stała. Wiadomo, iż dyrekcja woli niestałe umowy. Przyprowadzają ludzi z agencji pracy, którzy pracują za niższe pieniądze. Dzisiaj mieliśmy spotkanie w Ministerstwie Pracy. Wiele związków brało udział. Dyskutowaliśmy kwestię umów sieciowych. Trzeba stworzyć nowe prawo, które pozwoli na ich przedłużenie na stałe”.
Godność człowieka jest głęboko związana z szacunkiem wokół niego. W naszych wywiadach pytaliśmy się o to, czy jesteś szanowany jako robotnik, czy czujesz się szanowany? Czy ty masz szacunek jako robotnik?
Tak, czuję się robotnikiem
– „Tak, czuję się robotnikiem. Widzę siebie jako człowieka związanego z ruchem robotniczym. Nie widzę nic negatywnego w byciu robotnikiem. Przecież to my, robotnicy, zbudowaliśmy Polskę taką, jaka jest dzisiaj” – mówi hutnik ze Śląska.
– „Jestem dumny z bycia robotnikiem – mówi górnik i elektryk z Lubelszczyzny. – My jesteśmy solą tej ziemi”.
Robotnica z zakładów w Chrzanowie kładzie szczególny nacisk na słowa: jesteśmy aż robotnikami, a nie – tylko robotnikami. „Ja czuję się fundamentem tego zakładu”.
Chciałoby się odpowiedzieć: jesteś fundamentem nie tylko zakładu, ale całego życia w Polsce. Potwierdziła to dobitnie pandemia, kiedy jedynymi ludźmi obecnymi na ulicach i w miejscach pracy byli kurierzy rozwożący jedzenie, robotnicy odpowiedzialni za ogrzewanie i utrzymanie infrastruktury, pracownicy fabryk ryzykujący zdrowiem, tramwajarze i kolejarze prowadzący transport mimo zagrożenia chorobą. Essential workers – pracownicy niezbędni, dzięki którym życie mogło toczyć się dalej mimo rozprzestrzeniającego się Covidu. Wtedy nikt nie miał wątpliwości, kto naprawdę podtrzymuje współczesne życie: nie tylko w Polsce, ale także w Europie Zachodniej i Ameryce. Wszystko zatrzymałoby się, gdyby nie oni – niezbędni robotnicy.
– „Nie, nie czujemy się szanowani” – mówią rozmówcy. Robotnik schodzi na dalszy plan w społeczeństwie, którego podstawowym ideałem stała się praca w korporacji, praca biurowa i sukces przedsiębiorcy postrzeganego jako „dawca pracy”. To przedsiębiorców widzi się jako tych, którzy tworzą miejsca pracy, organizują produkcję i czerpią z niej zyski. Niewątpliwie rola przedsiębiorcy jest równie ważna jak rola robotników i podział zysku musi to odzwierciedlać sprawiedliwie.
W telewizyjnych serialach bohaterowie noszą garnitury, mają teczki i pracują w biurach. Nie ma tam hydraulika z torbą narzędzi ani elektryka pracującego przy wysokim napięciu.
– „Nie czuję się szanowany” – powtarza jeden z rozmówców.
Wizja inteligencji, pracy umysłowej i przedsiębiorczości jako głównej siły napędowej kraju przesłania znaczenie pracy robotniczej oraz szacunek dla robotniczej walki i żądań. Inteligencja i przedsiębiorcy jako ci, którzy „dają pracę”. Tymczasem robotnicy coraz częściej zaczynają od nowa rozumieć coś fundamentalnego: to nie pracodawca daje pracę. To robotnicy dają swoją pracę. Tak zwany pracodawca wnosi kapitał, organizuje proces produkcji i czerpie z niego zysk. Zysk stał się więc miarą społecznego uznania, a nie sama praca.
Poczucie braku szacunku i godności powraca w niemal wszystkich wywiadach. Wyłania się z tego wyraźna dualność: z jednej strony, wewnątrz robotniczych mikrospołeczności – w zakładach pracy i wśród mieszkańców związanych z przemysłem – istnieje głęboki szacunek dla robotnika; z drugiej strony, wśród elit, dyrekcji i polityków robotnicy tego szacunku nie doświadczają.
Warto przyjrzeć się źródłom tej diametralnej różnicy. Rabij daje pewne wyobrażenie o warunkach, w których została ona wytworzona – o momencie, gdy „robotnik został na peronie”. Nie po raz pierwszy w najnowszej historii Polski. Przypomnijmy więc, jak do tego doszło.
„Terapia szokowa” zaordynowana polskiemu przemysłowi po transformacji 1989 roku – poza doraźnym opanowaniem inflacji – miała ograniczyć znaczenie przemysłu na rzecz usług i handlu. Jej społeczne skutki uboczne okazały się jednak upiorne. Nie brakowało wówczas języka pogardy wobec tych, którzy bali się wypaść z zakrętu transformacji. Stoczniowcom, hutnikom i górnikom protestującym przeciw likwidacji miejsc pracy przypinano etykietę „hamulcowych transformacji”. O pracownikach zakładów przeznaczonych do zamknięcia pisano, iż są „roszczeniowi” i „nieelastyczni”.
Wartości robotnicze
Spójrzmy jednak, jak górnik z Katowic opisuje tamte czasy; zobaczmy, co działo się po drugiej stronie transformacji, od środka. Jak to się stało – pytamy – iż robotnik zniknął ze świadomości społecznej? Jak doszło do tego, iż przestał być w społeczeństwie szanowany?
– „Ja jestem z lat osiemdziesiątych, kiedy ślusarz remontowy to był ktoś. To była duma. Potrafiliśmy wszystko. Jakikolwiek problem pojawił się na produkcji czy w okolicznym mieście – my go rozwiązywaliśmy. Fachowość dawała pewność siebie, no i oczywiście pieniądze były dobre. Nasza praca była potrzebna i szanowana. Przyszedłem do kopalni, żeby uniknąć wojska, bo wcześnie założyłem rodzinę. Było nas wielu, z całego kraju. Robiliśmy najgorszą robotę, ale byliśmy zgrani, pomagaliśmy sobie nawzajem. Kiedyś menedżer powiedział mi, iż dostałem premię. – «Dlaczego ja?» – spytałem. – «Czy inni też dostali?». – «Nie myśl o innych, bierz forsę i zmiataj» – odpowiedział. Ale ja powiedziałem: «Nie potrzebuję. Moi koledzy pracują równie ciężko». To właśnie budowało naszą świadomość”.
Warto zatrzymać się na chwilę przy wspomnianym mistrzostwie robotników w rozwiązywaniu problemów. Przypomnijmy sobie, iż „rozwiązywanie problemów” stało się w ostatnich dekadach naczelnym hasłem współczesnej edukacji. Głównym celem tego hasła było przystosowanie obywateli do wymagań dzisiejszego życia, w którym kreatywność i umiejętność działania w sytuacjach kryzysowych uchodzą za podstawowy warunek rozwoju. Tymczasem robotnicy w zakładach pracy mieli – i przez cały czas mają – tę zdolność w małym palcu.
– „A jaka jest, według ciebie, przyczyna tej kolosalnej zmiany w pozycji społecznej robotnika?”.
– „W PRL-u przesadzono z propagandą. Z jednej strony robotnik był ideologicznie przedstawiany jako najważniejszy i jako fundament państwa, a z drugiej sam widział, jak naprawdę jest traktowany. To oczywiście doprowadziło do «Solidarności», która ostatecznie obaliła socjalistyczne państwo. Po transformacji robotnicy zostali wykluczeni z udziału w polityce kraju i poczuli się oszukani. Zaczęli wątpić w swoją wartość. Ludzi pracujących najemnie zaczęto uważać za frajerów. «Cwaniakami» byli ci, którzy robili biznesy na targowiskach i gwałtownie się dorabiali. Potem przyszły prywatyzacje i restrukturyzacje. Część średniego i wyższego nadzoru uwłaszczyła się na majątku zakładów. Co z tego, iż spółka formalnie należała do robotników, skoro menedżerowie wykupywali udziały i sami stawali się właścicielami? Wielu z nas skusiło się na wyższe płace, ale jednocześnie straciliśmy opiekę zdrowotną, ludzie zaczęli chorować.
Drugą istotną sprawą była likwidacja szkół zawodowych. Przemysł zaczął podupadać – w górnictwie, hutnictwie, przemyśle maszynowym. Młodzież nie chciała już iść do zawodówek. choćby rodzice, robotnicy z dziada pradziada, mówili dzieciom: «Nie wygłupiaj się, będziesz całe życie harował w ciężkich warunkach». Zachęcano raczej do pracy w usługach, gastronomii, stylizacji – to zaczęło być modne. A przecież zapotrzebowanie na pracowników fizycznych przez cały czas istniało. Dzisiaj kopalnie zatrudniają ludzi bez wykształcenia zawodowego. Często nie wiedzą choćby dokładnie, co robią.
Etos pracy zaczął zanikać. Wszyscy mieli mieć średnie wykształcenie. W szkołach promowano zawody mało techniczne, ludzie przestali chodzić na politechniki. Zarówno PO, jak i PiS przekonywały społeczeństwo, iż górnictwo jest czymś złym – bo Unia Europejska, klimat i wszystkie inne argumenty. Już w szkołach podstawowych uczono, iż spalanie węgla jest szkodliwe. I to wszystko sprawiło, iż robotnik zaczął być postrzegany bez szacunku”.
– „A jak ty sam uratowałeś się przed tym losem?”.
– „U mnie ogromną rolę odegrały tradycje rodzinne. Ojciec, dziadek, żona – wszyscy byli związani z górnictwem albo hutnictwem. Poza tym jako działacz związkowy, którego celem była pomoc kolegom, byłem bardziej świadomy od innych. Traktowałem tradycje robotnicze jako wartość, a nie jako obciążenie. Ludzie cenią to, co robię. Moi koledzy związkowcy pracują w ruchu ciągłym. To są ludzie szanowani, mają wpływ, siłę i autorytet. Można się od nich wiele nauczyć. Bronią cię, kiedy kierownictwo ma jakieś głupie, mobbingowe pomysły – a to jest dziś powszechne. Kiedy brygadzista albo sztygar walnie ręką w stół i ma poparcie związku, to to działa”.
I chyba właśnie tutaj jest nadzieja na odbudowę dawnych robotniczych wartości. Młodzi zaczynają rozumieć, iż jeżeli o nich zapomną, będzie im po prostu gorzej. Korporacjom zależy przecież na tym, żeby robotnicy konkurowali ze sobą, a nie wspierali się nawzajem.
Robotnica z Valeo potwierdza wagę tych słów: „Musimy sami wybudować swoje wartości, bo jeżeli nie, to druga strona nas zetnie. Głowa do góry, idziemy naprzód!”.
Czym więc są wartości robotnicze? To odpowiedzialność za drugiego człowieka. Jak przypomina robotnica z Valeo – to odpowiedzialność za traktowanie innych z godnością. To solidarność wobec bossa, kapitalisty i ich przedstawicieli w sferze produkcji. To świadomość, iż korporacje chcą rozbić robotniczą wspólnotę i iż tej solidarności trzeba bronić za wszelką cenę. To także odpowiedzialność za samą produkcję: za jakość pracy, za jakość wyrobów, za poczucie dumy i sensu płynące z wykonywanego zawodu.
Zatem, choć prawdą jest – jak twierdzi Rabij – iż robotnicy stali się w Polsce klasą wykluczoną, prawdą jest również to, iż tworzą własną mikrospołeczność: środowisko o silnych zasadach, historycznie ugruntowanych wartościach wzajemnego wsparcia i odpowiedzialności.
Czyż nie są to właśnie wartości, których dziś dramatycznie brakuje polskiemu społeczeństwu? Walka o godność, wzajemna solidarność, troska o więzi międzyludzkie – wszystko to mogłoby stać się przeciwwagą dla nieustannej „wojny polsko-polskiej”. Czy ta robotnicza mikrospołeczność nie ma przypadkiem czegoś niezwykle cennego do zaoferowania całemu społeczeństwu?
Nieudacznicy
To określenie z lat dziewięćdziesiątych i początku XXI wieku stanowi fundament podziału na „cwaniaków” i „frajerów”, o którym wspomina górnik z Katowic. „Nieudacznicy” to ci, którym – jak mówiono – nie udało się wciągnąć w wir transformacji i szybkiego zysku. Negatywny konotacje opierają się na założeniu, iż wszyscy pragną przede wszystkim pieniędzy, a w warunkach transformacji jednemu udaje się je zdobyć, drugiemu zaś nie. Nasze wywiady pokazują jednak błędność tego założenia.
Robotnicy, z którymi rozmawialiśmy, są robotnikami z wyboru, a nie z konieczności. Świadomie odrzucili pokusę łatwego zarobku, ponieważ chcieli pracować w zakładzie przemysłowym. Górnik z Katowic mówi, iż – w przeciwieństwie do swoich kolegów, którzy poszli na studia, często związane z organizacją biznesu – jego „Opatrzność uratowała, kierując na halę fabryczną, a nie do zarządu, na tę inną drogę”.
Robotnica z Valeo trafiła do fabryki częściowo przypadkiem, ale kiedy wstąpiła do związku zawodowego, zrozumiała, iż właśnie tam jest jej miejsce: iż może realizować się poprzez działalność związkową, bronić współpracowników i mówić prawdę.
Hutnik z Rudy Śląskiej, zapytany o to, co chciałby po sobie pozostawić, odpowiada: „Chciałbym, żeby moi koledzy na końcu powiedzieli, iż byłem w porządku”. Górnik z Katowic, odpowiadając na to samo pytanie, mówi: „Że warto się stawiać, iż warto walczyć, iż warto przeżyć wszystkie trudności, bo to cię buduje – nie tylko jako pracownika, ale także jako człowieka”.
To nie są nieudacznicy. To ludzie, którzy świadomie wybierają drogę społecznego zaangażowania w zakładzie pracy, chcąc poprawić los robotników i mówić prawdę. To ludzie, którzy w świecie podporządkowanym logice indywidualnego sukcesu zachowują poczucie społecznej solidarności, odpowiedzialności i godności.
Hipoteza końcowa
Jest tu coś ważnego, co chciałbym na razie jedynie zasygnalizować jako hipotezę. Nie mamy jeszcze wystarczającej liczby wywiadów, by formułować ostateczne wnioski, jednak pewne idee powracają we wszystkich rozmowach, sugerując ich bardziej ogólny charakter.
Transformacja 1989 roku, wprowadzając nowe stosunki pracy, przyniosła jednocześnie – mówiąc najkrócej – kult jednostki: przedsiębiorczość indywidualną jako podstawę organizacji społeczeństwa poprzez konkurencję ekonomiczną, czyli walkę o pieniądz. Do pewnego stopnia było to zrozumiałą reakcją na system komunistyczny PRL-u, oparty na marksistowskiej wizji społecznego charakteru jednostki. Oba te spojrzenia okazują się jednak niewystarczające, gdy funkcjonują oddzielnie, a ich negatywne skutki są dziś dobrze widoczne.
W PRL-u konsekwencją tej jednostronności były prześladowania polityczne oraz niska wydajność pracy. W III Rzeczypospolitej skutkiem stało się dramatyczne pogłębienie nierówności społecznych – ogromna różnica między ilością środków dostępnych człowiekowi z ludu a człowiekowi należącemu do elit. Polska rozwija się gospodarczo i „rwie do przodu”, ale owoce tego rozwoju trafiają do niewielkiej części społeczeństwa.
Widzimy więc, iż każdy z tych dwóch modeli, traktowany osobno, prowadzi na manowce. Problem polega na tym, iż każdy człowiek posiada zarówno wymiar indywidualny, jak i społeczny. Różnimy się jedynie proporcją między nimi. Jedni mają silniej rozwinięty element indywidualny, inni – społeczny. Kiedy jednak organizujemy społeczeństwo wyłącznie wokół jednego z tych wymiarów, pozostawiamy ludzi drugiego wymiaru na marginesie, odmawiając im pełnego i równoprawnego uczestnictwa w życiu społecznym.
I właśnie dlatego istnienie robotników w przemysłowych „mini-społeczeństwach” wydaje się dziś tak ważne. W obecnym świecie, przechylonym wyraźnie w stronę indywidualizmu, to tam odnajdujemy zachowane autentyczne więzi społeczne. Tam spotykamy ludzi głębokiej empatii i poczucia odpowiedzialności za innych; ludzi domagających się szacunku i godności – zarówno dla siebie jako robotników, jak i dla siebie jako ludzi.
Walka zawodowa nie jest walką wyłącznie o pieniądze. Jest również walką o zachowanie i rozszerzenie społecznego wymiaru życia, bez którego społeczeństwo nie może pozostać naprawdę zdrowe.
dr Bronislaw Czarnocha
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Strajk w firmie Jeremias, fot. ze strony internetowej związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza.

1 dzień temu







