Wykorzystują naszą empatię. by dalej płacić nam mało [rozmowa o wyzysku w pomocy społecznej]

3 godzin temu
Zdjęcie: Jezierska


Polska demografia jest nieubłagana: starzejemy się w tempie błyskawicznym. Według prognoz GUS, już w 2030 roku osoby w wieku 60 lat i więcej będą stanowiły blisko 30% populacji, a do 2050 roku ich liczba wzrośnie do 13,7 mln, co stanowić będzie ponad 40% ogółu społeczeństwa. Ogromna część tych osób będzie wymagała profesjonalnych usług opiekuńczych i wsparcia socjalnego w miejscu zamieszkania. Tymczasem system boryka się z dramatycznym deficytem rąk do pracy. Niskie płace – często oscylujące wokół minimalnego wynagrodzenia – wysokie obciążenie psychiczne oraz brak prestiżu sprawiają, iż młodzi ludzie nie garną się do tego zawodu, a doświadczona kadra odchodzi. Kontynuowanie obecnej polityki „taniej pomocy” opartej na wyzysku empatii pracowników grozi całkowitym paraliżem systemu wsparcia w momencie, gdy zapotrzebowanie na nie będzie największe w historii. O realiach walki o godność w tym zawodzie rozmawiamy z Moniką Jezierską, przewodniczącą ZZ pracowników MOPR w Chełmie

Ile jest prawdy w twierdzeniu, iż pracownicy pomocy społecznej ze względu na zawodową empatię stawiają potrzeby innych nad swoimi?

Monika Jezierska: To fundamentalny paradoks naszej pracy. System pomocy społecznej od lat opiera się na tak zwanej „etyce poświęcenia”. Nasza empatia jest wykorzystywana jako darmowe paliwo do napędzania niewydolnego systemu. To nie my odpowiadamy za kształt ustaw, my odpowiadamy jedynie za ich sprawozdawczość, ale to nas zmusza się do specyficznej lojalności. Mamy być „siłaczami”, bohaterami, którzy pełnym poświęceniem łatają dziury.

Jak to wygląda w praktyce, gdy zaczynacie walczyć o swoje prawa?

Gdy jako związki zawodowe głośno mówimy o podwyżkach czy warunkach pracy, zderzamy się z murem. Kultura naszego zawodu promuje altruizm w stopniu, który sprawia, iż dbanie o własne interesy bywa postrzegane jako egoizm. To ma dwa końce. Ten mechanizm wpycha nas w poczucie, iż jesteśmy niezastąpieni w sposób, który uniemożliwia protest.

Kto stosuje ten szantaż emocjonalny?

Interesanci, media, system. Narracja jest zawsze taka sama: jak możecie protestować, skoro ucierpią na tym najsłabsi? Empatia staje się bronią wymierzoną w nas samych. Gdy musimy wyjść zza biurka, by stanąć do walki podczas manifestacji, zderzamy się z argumentem: „jeżeli odejdziecie, pani Marysia, osoba niepełnosprawna i schorowana, nie otrzyma zasiłku celowego na leki”.

Inne grupy zawodowe ratujące życie i zdrowie nie mają takich dylematów?

Górnicy nie mają tego dylematu. Lekarze i pielęgniarki, którzy również ratują życie i zdrowie, też nie są tak traktowani. W naszym zawodzie osoba bez empatii nie byłaby w stanie pracować, ale media i decydenci cynicznie wykorzystują ten fakt, zarzucając nam bezduszność, gdy domagamy się godności. Podobną narrację stosuje się chyba tylko wobec nauczycieli, którzy strajkują, chociaż kształcą nasze dzieci.

Jakie są systemowe konsekwencje takiego cynicznego podejścia rządzących?

Konsekwencje są jasne: zarabiamy na granicy najniższej krajowej. Oczekuje się od nas, pasjonatów, iż będziemy po prostu świadczyć wolontariat na rzecz państwa. To odbywa się kosztem naszego zdrowia, a choćby życia.

Związki zawodowe w pomocy społecznej muszą zmienić ten stan rzeczy.

Musimy zmienić tę narrację. Walka związkowa nie jest „zatrzymaniem empatii”. To nielogiczne zaburzenie myślenia. Nie da się skutecznie, empatycznie pomagać innym, samemu będąc na granicy ubóstwa i wycieńczenia psychicznego. Związki zawodowe walczą o to, aby pomoc społeczna przestała być placówką charytatywną opartą na wyzysku pasjonatów, a stała się profesjonalną, dobrze opłacaną służbą publiczną. Każdy dojrzały pracownik systemu, myślący odpowiedzialnie, musi pamiętać o jednym: dbając o siebie, dbamy o jakość pomocy dla naszych podopiecznych. To nie jest egoizm, to jest odpowiedzialność.

Source

Idź do oryginalnego materiału